Polska jest bezpieczną przystanią dla inwestorów?

Ostatnia aktualizacja: 22.04.2013 16:45
Oprocentowanie polskich obligacji spadło do najniższych w historii poziomów. Płacimy mniej za pieniądze pożyczane na rynku
Audio
  • Polska jest bezpieczną przystanią dla inwestorów
Polska jest bezpieczną przystanią dla inwestorów?
Foto: SXC

Oprocentowanie polskich obligacji pięcioletnich po raz pierwszy w historii spadło poniżej 3 procent, a dziesięcioletnich poniżej 3 i pół. Mówi o tym wicepremier i minister finansów Jacek Rostowski. Polskie finanse publiczne, jak mówi, są dziś wiarygodne jak nigdy w przeszłości. Rentowności naszych pięcioletnich obligacji są najniższe w historii. To dobra wiadomość, bo im niższe oprocentowanie, tym mniej nasz rząd płaci za odsetki z tytułu wyemitowanego długu, czyli taniej pożyczamy pieniądze na rynku.

 

Jarosław Janecki główny ekonomista Societe Generale tłumaczy, że wynika to z faktu, że Polska na arenie międzynarodowej jest postrzegana jako kraj bardziej wiarygodny od innych ze strefy euro. Ważna jest też w tym wypadku prowadzona przez banki centralne na całym świecie. Te banki przede wszystkim drukują pieniądze lub ewentualnie skupują obligacje. Taka polityka jak tłumaczy ekonomista sprawia, że na rynku jest dużo pieniędzy i muszą być one gdzieś lakowane. Instytucje finansowe decydują się ulokować pieniądze właśnie w polskich obligacjach i to powoduje, że rentowności obligacji spadają. Od 2009 roku do dziś do Polski napłynęło w postaci inwestycji bezpośrednich na rynek obligacji skarbowych ponad 140 miliardów złotych – to rekordowo duża kwota tłumaczy Jarosław Janecki główny ekonomista Societe Generale.

Największe na świecie banki centralne: amerykański, japoński, czy Bank Anglii drukują pieniądze i inwestorzy z tamtych krajów szukają atrakcyjnych lokat, ale jest z tym związane też pewne ryzyko - mówi Ryszard Petru przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich.  Prawie 200 miliardów polskich obligacji zostało kupione właśnie przez inwestorów zagranicznych. Przed upadkiem Lehman Brothers w posiadaniu inwestorów zagranicznych było około 70 miliardów, czyli mamy bardzo duży przyrost. Ryzyko jest takie, że jak się sytuacja na świecie czy w Europie pogorszy, to cześć tych pieniędzy wypłynie i uderzy bardzo mocno zarówno w polski rynek obligacji jak i w rynek kursu złotego. Inwestorzy, którzy sprzedają obligacje sprzedają też złotówki, bo kupują euro i złoty wówczas się bardzo osłabia – i to jak mówi Ryszard Petru jest czynnik ryzyka.


Uważa się, że dobra relacja to taka, kiedy w rękach inwestorów zagranicznych jest 20-30 procent a reszta w polskich. Teraz blisko 40 procent jest w rękach inwestorów zagranicznych i ten udział rośnie.  Jarosław Janecki zgadza się z tym, że wyjście inwestorów zagranicznych maiłoby wpływ na podwyższenie rentowności polskich obligacji. Warto jednak pamięta, że dziś systemy bankowe charakteryzują się dużą nadpłynnością, oznacza to że instytucje finansowe mają dużo wolnego pieniądza i te środki dziś inwestowane są w bony pieniężne, które są bonami banku centralnego. W sytuacji odejścia inwestorów zagranicznych z polskiego rynku bank centralny jak tłumaczy Jarosław Janecki emitowałby mniej bonów pieniężnych. Jest to potencjalny bufor bezpieczeństwa, który chroni nas przed katastrofą. Dlatego też jak podkreśla Janecki nie stanowi to dużego zagrożenia, bo inwestorzy, którzy kupili nasze obligacje to przede wszystkim banki centralne z całego świata, między innymi bank chiński kupuje nasze obligacje.


Koszty obsługi długu dziś spadają, ale jednocześnie ten dług nam się powiększa, a to też nie jest dobre zjawisko. Eurostat podał dzisiaj, że w ubiegłym roku nominalnie najwyższy dług miały Niemcy i Włochy, ale w odniesieniu do PKB Grecja. Dla porównania polski dług publiczny liczony metodą Eurostatu wyniósł w ubiegłym roku 55,6 procent PKB. Są jednak kraje unijne, w których zadłużenie jest naprawdę niewielkie. W Luksemburgu trochę ponad 20 procent, w Bułgarii - 18,5 czy w Estonii około 10 procent PKB.

Szacuje się, że oszczędności z tytułu nisko oprocentowanego długu mogą wynieść w tym roku półtora miliarda złotych. Takie dodatkowe 1,5 miliarda złotych z perspektywy potrzeb np. w służbie zdrowia to pokaźna kwota – dodaje Jarosław Janecki główny ekonomista Societe Generale.
Rozmawiała: Sylwia Zadrożna

Projekt powstaje we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej:

''