"Van den Budenmayer to wymyślone alter ego Zbigniewa Preisnera"

Ostatnia aktualizacja: 13.05.2021 19:00
- Ludzie myśleli, że Van den Budenmayer to autentyczny kompozytor, a Kieślowski ma więcej jego utworów, tylko nie chce pokazać. Kieślowski i Preisner o tym, że to postać wymyślona, mówili drobnymi literkami, jakby dalej chcieli brnąć w ten żart - opowiadał w Dwójce publicysta Jakub Kowalski o jednym z bohaterów filmów "Podwójne życie Weroniki" i "Dekalog IX".
Zbigniew Preisner
Zbigniew PreisnerFoto: PAP/PAP/Łukasz Gągulski

Posłuchaj
28:25 Owzk 13.05.2021.mp3 Jakub Kowalski o postaci wymyślonego kompozytora nazwiskiem Van den Budenmayer (O wszystkim z kulturą/Dwójka)

mapa dekalogu 1200.jpg
Mapa "Dekalogu". Śladami Kieślowskiego po Warszawie

Niedawno na rynku muzycznym pojawiła się płyta z odświeżoną muzyką do filmu Krzysztofa Kieślowskiego "Podwójne życie Weroniki". To sprawiło, że wiele osób na nowo zainteresowało się mityczną postacią Van den Budenmayera - holenderskiego kompozytora, który pojawia się w filmach stworzonych wspólnie przez Kieślowskiego i Preisnera. Rekonstrukcji jego życiorysu podjął się Jakub Kowalski, który podkreślił, że nie do końca udało mu się jednak zrealizować ten cel.

- Okazało się, że tego życiorysu po prostu nie ma, bo nikt go nie wymyślił - opowiadał publicysta. - Wydawało mi się, że on ma gruntownie opracowaną biografię, ponieważ zarówno Preisner jak i Kieślowski opowiadali, że ich kontakty zawodowe były tak naprawdę przyjacielskie. Oni się bardzo lubili i nieustannie ze sobą rozmawiali. Byłem więc przekonany, że skoro tworzyli razem filmy, będą rozmawiać też o sztuce. Jednak takie rozmowy zajmowały jakiś strzęp ich wspólnego czasu.

Czytaj też:

- Jak zacząłem dopytywać Zbigniewa Preisnera o tego kompozytora, okazało się, że wszystkich rozmów o nim było raptem 3 minuty, a proszę zauważyć, że to postać pełniąca niepoślednią rolę w kilku filmach duetu Preisner-Kieślowski. Ciągnięty za język, odpowiadał na pytania półsłówkami, a konkretów było bardzo niewiele. Trzeba było więc tę postać ulepić z innej materii, czyli na podstawie filmów, w których Van den Budenmayer się pojawiał - podkreślił gość audycji.

Skąd wziął się pomysł na bohatera narodowości holenderskiej? Jak zaznaczył publicysta, powodem była podróż reżysera i kompozytora do Amsterdamu, gdzie kręcili jeden z filmów. - Obaj panowie polubili Holandię, doszli więc do wniosku, że dlaczego by nie uczynić fikcyjnego kompozytora Holendrem. A więc to był absolutny przypadek.

Dzięki skrupulatnie prowadzonej przez Kieślowskiego dokumentacji, dowiadujemy się również o pochodzeniu nazwiska filmowej postaci. - Reżyser wybrał się do ambasady holenderskiej z prośbą o popularne nazwiska, którymi posługiwali się Holendrzy z wyższych sfer pod koniec XVII i na początku XVIII wieku. I traf chciał, że padło na Van den Budenmayera. Istotne jest również to, że on nie ma imienia. Preisner uważa, że imię może mu nadać każdy takie, jakie chce. W tym tkwi właśnie poezja kina - mówił Jakub Kowalski.

Daty narodzin i śmierci kompozytora przewijają się raptem przez ułamek sekundy w "Podwójnym życiu Weroniki" – Veronique zapisuje je na tablicy w szkole muzycznej. Dziennikarz zdradził, że rok narodzin nie jest przypadkowy. - Preisner urodził się w maju 1955 roku, więc razem z Kieślowskim uznali, że Preisnerowi trzeba odjąć 200 lat. Data śmierci Van den Budenmayera również narodziła się w sposób interesujący. Otóż Kieślowski zapytał Preisnera, ile chciałby żyć. Ten doszedł do wniosku, że przy swoim tempie życia dłużej niż do pięćdziesiątki nie dożyje. Stąd wybrali datę śmierci swojej postaci na 1803 rok.

Czytaj też:

Publicysta zwrócił też uwagę, że wiele osób nabrało się na postać legendarnego kompozytora. Z Krzysztofem Kieślowskim skontaktowali się nawet twórcy encyklopedii Larousse, którzy pragnęli, by reżyser uchylił rąbka tajemnicy, jak trafił na Holendra, o którym nic nie wiadomo. - "Podwójne życie Weroniki", bardziej nawet, niż "Dekalog IX", odbiło się echem na europejskich salonach, wówczas Van den Budenmayer stał się znany i wiele osób nie wiedziało, że to żart. Kieślowski sam też tego nie sugerował - zauważył.

- Van den Budenmayer to przecież autentyczne nazwisko, które wpisywało się w XVII-wieczny pejzaż holenderski. Również partie wokalne, śpiewane w "Dekalogu" przez Elżbietę Towarnicką, oparto o stary holenderski język, więc gdyby rozebrać tę postać na części, to okazałoby się, że wszystko do siebie pasuje. Nabranych było więc mnóstwo i ludzie myśleli, że to był autentyczny kompozytor.

***

Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą

Prowadził: Michał Szułdrzyński

Goście: Jakub Kowalski (publicysta)

Data emisji: 13.05.2021

Godzina emisji: 17.30

am

Czytaj także

Krzysztof Zanussi: żyjemy w czasach, w których odchodzimy od dramatyzmu

Ostatnia aktualizacja: 07.05.2021 18:00
- Dramatyzm to pewna natura naszego istnienia. Tęsknota za życiem w wersji light, za chrześcijaństwem bez krzyża jest dziś powszechna. Wszyscy chcą, żeby było jak w budyniu - miękko, bez ostrych kantów. Ale trzeba zrozumieć, że tak być nie powinno - mówił w Dwójce reżyser Krzysztof Zanussi.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Apostolis Anthimos: z SBB graliśmy w całej Europie

Ostatnia aktualizacja: 11.05.2021 21:30
- Szło nam całkiem nieźle. Mieliśmy agencję koncertową, nagraliśmy płytę "Follow my dream", "Welcome". W Opolu był jeden z najważniejszych koncertów, bo ludzie czekali do rana, żebyśmy wyszli. Nie było internetu, komórek, a jednak przyszli i czekali - wspominał w Dwójce multiinstrumentalista Apostolis Anthimos, który niedawno świętował 50-lecie pracy artystycznej.
rozwiń zwiń