Alexander Sitkovetsky z siedziby NOSPR. Transmisja

Ostatnia aktualizacja: 06.11.2017 17:55
Zapraszamy do wysłuchania koncertu z udziałem rosyjskiego skrzypka, który u boku Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia zagra m.in. Koncert skrzypcowy Andrzeja Panufnika.
Alexander Sitkovetsky
Alexander Sitkovetsky Foto: www.alexandersitkovetsky.com/materiały prasowe

Program:

Wolfgang Amadeus Mozart – Symfonia A-dur KV 201 (ca. 23’); Andrzej Panufnik – Koncert skrzypcowy (ca. 23’); Johannes Brahms – IV Symfonia e-moll op. 98 (ca. 44’)

Wyk. Alexander Sitkovetsky - skrzypce, Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia, dyr. Alexander Liebreich  

Symfonia A-dur KV 201 (1774) należy do najwybitniejszych dzieł tego gatunku z wczesnego okresu twórczości Wolfganga Amadeusza Mozarta (1756–1791). Stanowi słoneczną przeciwwagę dla innego arcydzieła – „małej” Symfonii g-moll KV 183 (1773). Cechą szczególną Symfonii A-dur jest filigranowe bogactwo kontrapunktu, osiągnięte poprzez kameralizację obsady (powrót do orkiestry staroklasycznej: prócz smyczków jedynie oboje i rogi w podwójnej obsadzie). Ale nie brak też akcentów dramatycznych. W Menuecie odnajdziemy „kontrast wdzięku i niemal beethovenowskiej gwałtowności”, zaś w finale – „najbogatsze i najbardziej dramatyczne przetworzenie, jakie Mozart dotychczas napisał” (Alfred Einstein).

Andrzej Panufnik (1914–1991) na wszystkich etapach swej twórczości hołdował zasadzie równowagi między elementem konstrukcyjnym a poetyckim. Nie inaczej jest w Koncercie skrzypcowym (1971), napisanym na prośbę Yehudi Menuhina. „Zdecydowałem – pisał Panufnik w Autobiografii – że przede wszystkim muszę wyeksponować skrzypce jako instrument o ciepłym, ekspresyjnym wyrazie. Pisząc na skrzypce, ulegałem, jak sądzę, oddziaływaniu mych dziecięcych wspomnień – zapachu drewna, z którego ojciec budował swe instrumenty, i nieustannego grania mojej matki – tak, że utwór ten stał się jakąś pielgrzymką w przeszłość i nieuchronnie wypełnił się polską atmosferą”. To dzieło wielkiej dyscypliny, bazujące na kilku komórkach trzydźwiękowych. Taka koncentracja odsunęła na bok pokusę wprowadzenia elementów wirtuozowskich. Panuje tu żywioł liryczny. Hipnotyczne linie melodyczne sięgają poza granice horyzontu.

IV Symfonia e-moll op. 98 (1885) wieńczy twórczość symfoniczną Johannesa Brahmsa (1833–1897). Dominuje w niej ton elegijny – w Allegro podkreślony symbolicznie przez sekwencję opadających tercji (zacytuje ją Brahms w trzeciej z Czterech poważnych pieśni op. 121 (O śmierci, jakże gorzka jesteś), w epickim Andante przez użycie poważnej skali frygijskiej, a w finałowych wariacjach (w stylu archaicznej chaccone) poprzez zapożyczenie tematu z kantaty Johanna Sebastiana Bacha Nach dir, o Herr, verlanget mich („Do ciebie, Panie, tęskno mi”). A dodać trzeba, że w finale tym dołączają milczące wcześniej puzony, symbol Dnia Ostatecznego. Jedynie Scherzo, z błyszczącym trianglem, przynosi odmienny nastrój (na pytanie, jaka idea programowa stoi za tym ogniwem, Brahms odpowiedział z sarkazmem: „Aleksander Wielki wkraczający do Indii”). Finałowe nawiązanie do Bacha świadczy nie tylko o przywiązaniu do tradycji , lecz także o religijności Brahmsa – wyrastającej z protestanckiej lektury Biblii, ale niedogmatycznej. Można by ją chyba określić mianem chrześcijańskiego stoicyzmu.

materiały NOPSR/Marcin Trzęsiok

***

Na transmisję w "Filharmonii Dwójki" w piątek (10.11) w godz. 19.30-22.00 zaprasza Adam Suprynowicz.

mz

Zobacz więcej na temat: muzyka klasyczna MUZYKA
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

"Franz Schubert komponował z głębi serca"

Ostatnia aktualizacja: 21.10.2017 16:45
- Schubert jest dla mnie wyjątkowym twórcą – z jednej strony oddawał się całkowicie pracy, a z drugiej zawsze dbał o przyjaźń z innymi. Rzadko spotyka się takich artystów – powiedział Bartosz Bednarczyk.
rozwiń zwiń