- Sztaby Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego czekają na ruch drugiej strony - ocenia w "Sygnałach Dnia" profesor Henryk Domański, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Wyczuwa się nastrój wyczekiwania.
Być może dziś to się zmieni, bo na godzinę 13 Jarosław Kaczyński zwołał konferencje prasową. - Wszyscy czekają co powie. W tym sensie Bronisław Komorowski jest zakładnikiem Jarosława Kaczyńskiego - ocenia profesor.
Zdaniem Henryka Domańskiego, strategia PiS może polegać właśnie na tym, żeby Jarosław Kaczyński jak najpóźniej zabrał publicznie głos. Bo wtedy - zgodnie z niepisanym zwyczajem, jaki ukształtował się po katastrofie pod Smoleńskiem - Bronisław Komorowski nie będzie publicznie poruszał niektórych tematów. - Ale być może PO będzie chciało sprowokować Kaczyńskiego i wtedy kandydat PO będzie miał wolne ręce - mówi profesor. Dlatego wiele zależy od dzisiejszego wystąpienia kandydata PiS.
Profesor podkreśla, że obecna walka o fotel prezydencki znacznie różni się od poprzednich kampanii. Wcześniej o najważniejszy urząd w państwie walczyli przewodoniczący ugrupowań. A - jak przypomniał - kandydat Platformy Obywatelskiej Bronisław Komorowski, choć jest jednym z liderów PO, nigdy nie grał roli pierwszoplanowej. "
- Natomiast prezes PiS Jarosław Kaczyński został wystawiony jako kandydat po katastrofie TU 154, w której zginął Lech Kaczyński" - mówi politolog. Zaznacza, że mocną stroną kandydata PO jest argument, iż tej partii udało się w dużej mierze ochronić Polskę przed światowym kryzysem.
Henryk Domański podkreślił też, że choć reguły demokracji wskazywałyby na to, iż wszyscy kandydujący na urząd prezydenta powinni mieć możliwość udziału w debacie, to przy tylu kandydatach trudno wyobrazić sobię dyskusję "każdego z każdym". Dlatego - jak ocenia - do debaty powinno dojść przed ewentualną drugą turą.
Krzysztof Grzesiowski: Profesor Henryk Domański, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Dzień dobry, panie profesorze.
Prof. Henryk Domański: Dzień dobry.
K.G.: To świetna wiadomość, że maturzyści mają opanowany język angielski. Może poza tym jednym młodym człowiekiem, który powiedział, że ma stres przed maturą.
H.D.: Tak, bardzo dobra wiadomość, się uśmiechałem, bo się czasy zmieniły. Jak ja zdawałem maturę w siedemdziesiątym pierwszym, to zdawałem tylko polski i matematykę. Już nie jestem pewien, ale chyba tak, jeżeli chodzi o pisemny, a na ustnym to nie było języka.
K.G.: Nie było, to prawda.
H.D.: Tak że to jest świadectwo zmiany czasów. A poza tym, że 80%, ponad 80%, jak tu słyszeliśmy, wybrało angielski, to świadczy o dominacji angielskiego i tym, że to jest ten języki taki uniwersalny, który może temu młodemu pokoleniu pomóc wkraczać w życie i karierę zawodową odpowiednio ustawiać.
K.G.: Czyli nieco poprawiając Andrzeja Frycza-Modrzewskiego, takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży kształcenie, tak?
H.D.: Tak.
K.G.: Panie profesorze, czy sądzi pan, że powinny odbyć się debaty między kandydatami na fotel prezydenta przed I turą wyborów?
H.D.: Wydaje się, że przed drugą to na pewno się powinny odbyć, natomiast dużo zależy od tego, ilu tych kandydatów zdąży się zarejestrować i uzyska 100 tysięcy podpisów, no bo wszystko zależy od liczby tych kandydatów. Gdyby ich było rzeczywiście kilkunastu, to trudno sobie wyobrazić taką debatę każdy z każdym i czy ona by miała taką samą wagę w tych poszczególnych parach. Więc...
K.G.: No właśnie, kilkunastu kandydatów w studiu radiowym czy telewizyjnym, nie wiem, godzinę załóżmy.
H.D.: Tak. A z kolei demokracja jednak nakazywałaby, że to właśnie powinno się odbywać w takim schemacie każdy z każdym, tak że to nie miałoby takiego sensu, a w gruncie rzeczy to czekalibyśmy na tę debatę między Jarosławem Kaczyńskim i Bronisławem Komorowskim. Tak że wydaje się, że są argumenty za tym, żeby to przed II turą jednak, jeżeli ona będzie.
K.G.: A to ciekawa sprawa – z jednej strony dowiadujemy się, że raczej przed I turą Bronisław Komorowski nie będzie brał udziału w żadnych debatach, ale chwilę potem sam zainteresowany mówi, że nie wyklucza takiej debaty „jeżeli tego będzie chciał Jarosław Kaczyński”. No tak, ale jeszcze jest kilku innych kandydatów. To tak... selekcja?
H.D.: Tak, właśnie. No, tutaj jest takie założenie, że Jarosław Kaczyński jest głównym kontrkandydatem i to jest słuszne założenie, niemniej jednak co najmniej Grzegorz Napieralski i Waldemar Pawlak reprezentują poważne ugrupowania, takie liczące się na polskiej scenie politycznej. Tak że znowu tutaj może nie reguły demokracji, ale taka potrzeba zaprezentowania społeczeństwu polskiemu tego wachlarza możliwości nakazywałaby co najmniej odbyć tych debat cztery razy trzy podzielić na dwa to jest sześć. Takich sześć debat pomiędzy tymi czterema co najmniej kandydatami.
K.G.: Jak pan ocenia to, co w tej chwili dzieje się w kampanii? No bo dzisiaj te podpisy zostaną złożone, tak na dobrą sprawę już wiadomo, kto będzie miał 100 tysięcy podpisów. Z jednej strony mamy tych najpoważniejszych kandydatów, o których pan mówił, czyli Bronisława Komorowskiego, który pełni funkcję głowy państwa, no więc robi to, co robi, podejmuje takie decyzje, a nie inne, z drugiej strony mamy Jarosława Kaczyńskiego, który w przestrzeni publicznej tak na dobrą sprawę nie istnieje, co zrozumiałe w jego sytuacji osobistej.
H.D.: Właśnie. Po pierwsze ta kampania różni się od poprzednich tym, że w poprzednich kampaniach jednak stawali do gry, jeżeli mówimy o tych najpoważniejszych, liderzy ugrupowań: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, no, Andrzej Olechowski do pewnego stopnia, Marian Krzaklewski. Tymczasem tutaj mamy Bronisława Komorowskiego, który nie był postacią pierwszoplanową, chociaż był jednym z liderów Platformy. Jarosław Kaczyński oczywiście jest liderem Prawa i Sprawiedliwości, ale w ostatniej chwili został wystawiony. To jest po pierwsze.
Po drugie mówi się tutaj cały czas o potrzebie merytorycznej dyskusji. Z kolei wszyscy wiemy, że debaty poprzedzające wybory prezydenckie czy w ogóle walka polityczna, że trudno tutaj meritum oddzielić od emocji.
A trzecim elementem w każdej takich wyborach to jest osobowość tego, który kandyduje w przypadku wyborów prezydenckich. Ja na przykład osobiście nie rozumiem, na czym miałaby... czy w ogóle jest realistyczne myślenie o merytorycznej debacie. Merytoryczne to znaczy, że kandydaci formułują wyraźnie cele, wskazują środki, jakie trzeba osiągnąć i nie atakują się nawzajem argumentami typu „miałeś dziadka w Wehrmachcie”, a ostatnio na przykład, jak się mówi, że PiS będzie tworzył mit katastrofy w Katyniu. Trudno tutaj zrozumieć... oddzielić właśnie ten aspekt merytoryczny od tego emocjonalnego. Tak że myślę, że w tym się kryje pewna sprzeczność. Ale to jest charakterystyczne dla tej kampanii, aczkolwiek ten postulat oddzielenia występował w poprzednich, ale tutaj jesteśmy pod wpływem katastrofy w Smoleńsku, tak że to się nasuwa.
I trzecia rzecz to jest taki nastrój wyczekiwania, to jest chyba przede wszystkim. Przede wszystkim Jarosław Kaczyński prawie że nic jeszcze nie powiedział...
K.G.: Jest zapowiedź, że może dziś około trzynastej wystąpi publicznie.
H.D.: Tak, ma mieć konferencję, właśnie. Ale jakby tak obydwie strony, te główne strony czekają, co zrobi druga. To jest takie... Tego nie było w poprzednich chyba wyborach.
K.G.: W sprawie tych dwóch stron dzisiaj dr Wojciech Jabłoński w rozmowie z dziennikiem Polska mówi, że Jarosławowi Kaczyńskiemu łatwo rozegrać tę kampanię „bo jest silny obecną słabością Komorowskiego, słabością polegającą na anemii jego sztabu, a sztabowcy Platformy pozwalają sztabowcom Prawa i Sprawiedliwości narzucić temat kampanii, dopuszczenie, by była to tragedia smoleńska, to podstawowy błąd”. Koniec cytatu.
H.D.: No, można to tak traktować, ale myślę, że Platforma ma poważne argumenty w postaci (to nie są wybory oczywiście parlamentarne) dotychczasowych sukcesów, mianowicie ten główny argument, że udało się uniknąć kryzysu, przeprowadzić społeczeństwo przez ten trudny okres. Ten nastrój wyczekiwania, o którym przed chwilą żeśmy mówili, takiego zawieszenia pod wpływem tej katastrofy w Smoleńsku powoduje, że rzeczywiście Bronisław Komorowski stoi na takiej pozycji czekającego na ruch przeciwnika i z kolei nie wypada mu, bo jednak ukształtowała się pewna norma przez ostatnie tygodnie, że pewnych rzeczy nie wypada i to w dalszym ciągu trwa. Tak że w tym sensie można mówić, że jest zakładnikiem rzeczywiście tego, co zrobi Jarosław Kaczyński...
K.G.: No bo wyobraźmy sobie, że ten ruch będzie maksymalnie opóźniony na przykład. I co wtedy?
H.D.: Tak. I być może taka jest strategia Jarosława Kaczyńskiego, żeby czekać, a nawet sprowokować przeciwnika do tego ruchu. Z kolei jednak przeciwnik, czyli Platforma, wydaje się, że też podejmuje różne działania. Przed chwilą słuchałem wywiadu z Grzegorzem Schetyną, żeby jednak pobudzić, żeby jednak właśnie sprowokować tę drugą stronę, żeby zrobiła coś, a to wtedy my już pójdziemy na całego, coś takiego istnieje.
K.G.: A jakie znaczenie ma powoływanie czegoś, co się nazywa komitetem honorowym poszczególnych kandydatów na urząd prezydencki? Czy to jest po prostu lista znanych nazwisk, z czego wynika tylko tyle, że to są właśnie te osoby, czy to jest coś więcej?
H.D.: Myślę, że tutaj chodzi... znaczy przede wszystkim tutaj chodzi o przyciągnięcie wyborców. Lista znanych nazwisk to jest coś takiego... taki magnes, który wskazuje, że kandydat liczy się i komitet honorowy jest jednym z takich instrumentów, które mogą temu służyć poza wskazywaniem na jakieś osobiste zalety i szczególne uzdolnienia. Komitet honorowy znaczy, że jest grupa wpływowych osób albo takich, które się liczą, ludzi mądrych, którzy popierają naszego kandydata. Więc myślę, że to jest jeden z elementów oddziaływania, takiego propagandowego oddziaływania na świadomość elektoratu.
K.G.: Czasami wraz z tymi osobami przechodzą z różnych obozów na przestrzeni lat, na przestrzeni różnych wyborów.
H.D.: Tak, to jest takie charakterystyczne zjawisko naszej sceny, nie tylko, że w komitetach honorowych mogą przechodzić, ale być. To tak jak w radach powoływanych przez prezydenta i premiera bywają te same osoby, więc jedno jakby nie wyklucza drugiego w świadomości Polaków czy tych osób.
K.G.: Czyli co? Na razie czekamy na ruch jednej ze stron, jeśli mówimy o dwóch cały czas.
H.D.: Myślę, że przynajmniej te parę godzin do godziny pierwszej. Zobaczymy, jakie będzie pierwsze słowo Jarosława Kaczyńskiego po tym dosyć długotrwałym milczeniu.
K.G.: Dziękujemy bardzo, panie profesorze. Prof. Henryk Domański, gość Sygnałów Dnia.
H.D.: Dziękuję.
(stenogram J.M.)