Logo Polskiego Radia
Jedynka
Marlena Borawska 14.06.2010

Bezpieczna prezydencka debata

Chociaż formuła wczorajszej debaty prezydenckiej była zachowawcza, dobrze, że do niej doszło.

Waldemar Pawlak, kandydat na prezydenta uważa, że dobrze, że odbyła się debata. - Ważne, że wyborcy mogli poznać bezpośrednio swoich kandydatów - mówił w Jedynce.

Według niego przebieg debaty był "bezpieczny". - Debata dawała szansę na zaprezentowanie swoich poglądów - mówi. - Ale można byłoby sobie równie dobrze powiedzieć, że jest minuta na prezentację swoich poglądów, następnie pół minuty na odniesienie się do wypowiedzi innych uczestników - dodaje. W takiej sytuacji byłaby szansa walki na argumenty.

W końcówce kampanii prezydenckiej zamierza zająć się tematami, które on jako prezes PSL uważa za ważne, czyli ekologią i sprawami kobiet.

Platforma Obywatelska chce po pierwszej turze wyborów nowelizacji ustawy medialnej - umożliwi to KRRiT, już w nowym składzie, na dokonanie zmian w radach nadzorczych mediów publicznych. Pawlak powiedział, że PO straciła zaufanie pracując nad ustawami dotyczącymi mediów publicznych. – Dlatego ze strony PSL będziemy proponowali w tej kwestii porozumienie ponad podziałami – mówi. – Media publiczne powinny być mediami, gdzie w odpowiedniej proporcji prezentuje się poglądy wszystkich opcji politycznych – dodaje.

Jest zdziwiony, że w parlamencie, gdzie są cztery partie, nie może dojść do porozumienia w tej kwestii. – Widać wyraźnie, że dwa zwalczające się ugrupowania, są destrukcyjne dla kraju i mediów - powiedział.

(łk)


*

  • Grzegorz Ślubowski: Czas na nasz komentarz. W studiu jest Zuzanna Dąbrowska

    Zuzanna Dąbrowska: Dzień dobry.

    G.S.: I jej gość: Waldemar Pawlak, Prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego i kandydat na prezydenta.

    Waldemar Pawlak: Dzień dobry państwu...

    Z.D.: Kandydat popierany przez Polskie Stronnictwo Ludowe, dodajmy. Panie prezesie, zostańmy trochę przy temacie medialnym. Wczoraj odbyła się debata w telewizji publicznej, debata czterech kandydatów. Nie chcę dodawać żadnego przymiotnika, powiedzmy, że to są kandydaci popierani przez partie parlamentarne. Jakie wrażenia?

    W.P.: Bardzo się cieszę, bo w tym wymiarze takim praktycznym to, co jest dla mnie bardzo ważne, to znaczy dialog, porozumienie, to, co jest tym głównym przesłaniem mojej kampanii, zostało przyjęta także przez innych kandydatów. Można by powiedzieć, że zaczęli mówić moim głosem. Natomiast nie zawsze hasła i zapowiedzi się zgadzają, bo jeżeli się mówi o zgodzie, a potem tak dość agresywnie się zaczepia innych kandydatów, to tutaj widać ten pewien dysonans. Ważne jest, że ta debata się odbyła, ważne, że wyborcy mogli poznać bezpośrednio poglądy swoich kandydatów. I teraz najistotniejsze, żeby pokazać, że prezydent to nie jest tylko reprezentant jednego czy drugiego środowiska politycznego, że prezydent może być osobą budującą silną wspólnotę narodową.

    Z.D.: Niektórzy komentatorzy troszkę narzekali, że debata była taka wycyzelowana, że każdy miał tę minutkę na ustosunkowanie się do konkretnych kwestii, no ale taki jest los mediów publicznych. Tutaj trzeba być i transparentnym, i niesłychanie sprawiedliwym. Czy panu jako uczestnikowi sama formuła się podobała?

    W.P.: Ona była taka bezpieczna, to znaczy, że dawała szansę na zaprezentowanie swoich poglądów, nie było tam czegoś tak na przykład słodkiego, jak ad vocem z początku naszej transformacji, bo można było sobie równie dobrze powiedzieć, że jest minuta na prezentację swoich poglądów i potem pół minuty na przykład na odniesienie się do zaprezentowanych przez innych uczestników, wtedy miałaby ta debata charakter bardziej takiego sporu i dyskusji o sile własnych i innych argumentów. Ale na pewno ważne, że się odbyła, bo był moment taki, gdzie jeden z kandydatów praktycznie do ostatniej chwili unikał tego spotkania, potem okazało się, że jednak przybył. Warto też...

    Z.D.: Bronisław Komorowski w ostatniej chwili się zdecydował.

    W.P.: Ale warto też zwrócić uwagę, że była też debata na Uniwersytecie Warszawskim i było z kolei ośmiu kandydatów i dwóch innych nie przybyło, co skutkowało tym, że w mediach, także w mediach publicznych niestety nie było bezpośredniej relacji, były tylko potem skróty albo odtworzenie w późnych godzinach.

    Z.D.: Czekamy na formalną decyzję wykonującego obowiązki prezydenta Bronisława Komorowskiego w sprawie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Słyszeliśmy w materiale reporterskim, że Platforma chce szybko, czyli już po I turze wyborów prezydenckich, przegłosować nowelizację ustawy medialnej, co ma na celu umożliwienie Krajowej Radzie w nowym składzie dokonania zmian w radach nadzorczych mediów publicznych. Czy może liczyć w tym zamiarze na PSL?

    W.P.: Platforma straciła wiarygodność przy pracach nad ustawami dotyczącymi mediów publicznych poprzednio, bo było dość szerokie uzgodnienie, takie, które zawierało w sobie kompromis, porozumienie partii parlamentarnych i w ostatniej chwili ta ustawa została wywrócona, co także wpłynęło na dość trudną, żeby nie powiedzieć, chwilami katastrofalną sytuację w mediach publicznych, bo zakwestionowanie abonamentu, nie dając nic w zamian, doprowadziło do jednak bardzo trudnej sytuacji w mediach publicznych.

    Ze strony PSL będziemy prezentowali propozycję kompromisu, porozumienia ponad podziałami, ale obejmującego realne polityczne ugrupowania, które są w parlamencie. Nie może być jakiegoś takiego opowiadania o apolityczności, jakiejś tam pozorów zupełnie niezależności, a potem zakwestionowanie zakulisowo tylko własnych przedsięwzięć i sympatii. Media publiczne powinny być mediami, w których w odpowiedniej proporcji są prezentowane wszystkie liczące się poglądy polityczne. To są media publiczne i to jest nasze publiczne dobro. Nie może być tak, że jakimiś zagrywkami czy pogrywkami próbuje się te media zawłaszczać.

    Z.D.: Ale czy to znaczy, że będziecie chcieli jako koalicjant odsunąć debatę na temat przedłożenia Platformy Obywatelskiej, tej ustawy zmieniającej...

    W.P.: W tej sprawie, pani redaktor, nie było na razie żadnej dyskusji w koalicji. Ja żałuję, że w parlamencie, gdzie są cztery partie, nie może dojść do jakiegoś zdroworozsądkowego porozumienia, bo w moim przekonaniu to jest i możliwe, i dość proste, jeżeli byłaby elementarna dobra wola. Tu widać wyraźnie, że dwa zwalczające się ugrupowania są bardzo destrukcyjne dla kraju, dla mediów, bo próbują zdominować różne obszary, nie licząc się z kosztami. Media publiczne powinny być obszarem swobodnej, otwartej debaty różnych ugrupowań, różnych poglądów, to powinna być wspólna dbałość i gwarancja ze strony wszystkich ugrupowań parlamentarnych i nie ma tu miejsca na forsowanie takich tylko jednostronnych pomysłów czy rozwiązań.

    Z.D.: Jakie fajerwerki szykuje pan na sam koniec kampanii? Zostało nam niespełna pięć dni.

    W.P.: Ostatni dzień kampanii, to znaczy piątek, będą trzy takie wydarzenia, które z mojej strony mają duże znacznie. Pierwsze to spotkanie z panią komisarz Connie Hedegaart, komisarz ds. klimatu. Tu bardzo ważne będzie to przesłanie, że czas przejść na zieloną stronę mocy, będziemy rozmawiali o tym także w kontekście europejskim i polskim. Później spotkanie z ministrem spraw zagranicznych Brazylii i prezentacja tej oferty, która dotyczy współpracy Polski, Brazylii, Polski jako kraju reprezentującego region Europy Środkowo-Wschodniej i Brazylii jako kraju, który jest bardzo dynamiczny w Ameryce Łacińskiej. To może być ciekawe, nowe otwarcie.

    I wieczór jest bardzo sympatyczny, bardzo taki wymowny, bo jest spotkanie, kongres kobiet i panie będą pytały kandydatów na prezydenta. To będzie też taka debata, ale organizowana już przez środowisko, które promuje właśnie w tej chwili większą aktywność, większe mobilizowanie i znaczenie kobiet w działalności publicznej i w polityce również.

    Z.D.: To będzie trudna końcówka kampanii. Dziękuję bardzo za rozmowę.

    W.P.: Szczególnie że kandydują tylko faceci, więc tutaj panie na pewno ustawią wysoko poprzeczkę.

    Z.D.: No właśnie, dziesięciu. Dziękuję bardzo.

    (J.M.)