– Dobrze jest mieć Irenę Kwiatkowską jako punkt odniesienia. Ona zawsze była perfekcyjna, przychodziła do studia przygotowana i natychmiast zaczynała pracę – opowiada Roman Dziewoński, autor książki "Irena Kwiatkowska i znani sprawcy". – Praca, praca, praca. Dopiero potem był czas na inne rzeczy.
I dodaje, że słynna aktorka ceniła zwłaszcza radio i radiowców. Za profesjonalizm. Książka służy właśnie przypomnieniu osób, z którymi współpracowała.
– Irena Kwiatkowska – w porządku! Ale sprawcy? Zawsze przecież byli nieznani. Ich ujawnienie, wybiórcze i subiektywne, jest jednak nieodzowne – tłumaczy autor. Jak mówi, to taki wcinek ginącego gatunku w koło młyńskie mijającego czasu. Większość i tak tego nie zauważy. Sprawcy, którzy pojawili się na orbicie – wokół Kwiatkowskiej – należą dziś już do sfery "niemodnych przyjemności", wspominając piosenkę Aznavoura. Irena Kwiatkowska nie chciała "uwieczniającej biografii". Według niej zresztą "nie było o czym pisać"! Zgodziła się na wykorzystaniu pamiątek związanych ze swoją pracą pod pretekstem uwiecznienia ludzi, którzy ja otaczali. "Kwiatkowska jako pretekst. Akceptuję" – powiedziała.
Rozmawiał Zbigniew Krajewski.