Historia zespołu zaczęła się w 1999 roku. Początkowo tworzyło go czterech muzyków i stąd właśnie wzięła się nazwa "Klezmafour". W 2007 dołączył do nich perkusista Tomasz "Harry" Waldowski, ale mimo to dotychczasowa nazwa została zachowana.
- Akurat wtedy zdobyliśmy pierwszą nagrodę na Festiwalu "Nowa Tradycja". Powoli zaczynaliśmy być coraz bardziej znani i postanowiliśmy, że pozostaniemy "Klezmafour" - tłumaczył w "Sygnałach Dnia" Gabriel Tomczuk, kontrabasista.
Zespół ma na swoim koncie wiele innych wyróżnień, w tym międzynarodowych. W 2011 roku Kelzmafour, jako pierwszy polski zespół klezmerski, byli z trasą koncertową w USA.
Ich muzykę cechuje duża żywiołowość, dobrze widoczna zwłaszcza na żywo. "To istny huragan" - można przeczytać o koncertach zespołu.
- Do dziś często panuje mylne przekonanie, że muzyka klezmerska to coś smutnego, coś gotyckiego i podniosłego. A tak naprawdę jest to muzyka, przy której człowiek powinien się bawić i my chcemy to pokazywać - mówił Gabriel Tomczuk.
- Chasydzi np. bawią się przy muzyce. Towarzyszy temu silny element zaangażowania emocji w śpiew i resztę wykonania. Staramy się kreować w szerszym pojęciu to, że muzyka klezmerka może być niezłą ścieżką dźwiękową do dobrej imprezy - dodał Tomasz "Harry" Waldowski.
Na Festiwalu "Warszawa Singera" Klezmafour wystąpi po trzyletniej przerwie. Pierwszy z dwóch koncertów odbędzie się w sobotę w klubie "La Playa". Wstęp wolny.
Posłuchaj całej rozmowy Daniela Wydrycha z członkami zespołu.
pg