Anna Grodzka z Ruchu Palikota powiedziała, że język kształtuje rzeczywistość i powinien także wyrażać relacje pomiędzy mężczyznami i kobietami.
Jej zdaniem, poloniści powinni zastanowić się nad tym, jak go dopasować do nowych realiów.
Zdaniem Krystyny Pawłowicz z PiS słownik języka polskiego nie przewiduje takich odmian zawodów lub funkcji jak: minister, chirurg czy prezydent.
- Z prawnego punktu widzenia konstytucja nigdzie nie używa określeń: marszałkini, posłanka czy prezydentka. Prezydent, poseł itd. to są określenia urzędu, które sprawuje się niezależnie od płci – tłumaczyła.
Irmina Kotiuk, prawniczka, pytała, czy żeby używać żeńskich form tych urzędów należałoby zmienić konstytucję i wszystkie akty prawne.
Katarzyna Bratkowska, z Porozumienia Kobiet 8 marca, polonistka w Liceum im. J. Kuronia podkreśliła, że o tym, co jest poprawne w gramatyce decyduje ostatecznie uzus językowy. Dodała, że cała masa żeńskich końcówek jest uznawana za całkiem poprawne.
Kazimiera Szczuka zauważyła, że obecnie mamy do czynienia z męską dominacją w języku, co ma na celu utrzymania "męskiej władzy".
- Język ma na celu pilnowanie fallokratycznego porządku. Moim zdaniem język nie może być martwy, sztuczny, urzędowy, jest on bowiem naszym darem – zauważyła.
Audycję prowadził Robert Kowalski
(pp)