Nie mówił ani słowa po polsku, ale Polaków fotografował z bliska. Zdjęcia Geralda Howsona z Wschodniej Polski po raz pierwszy pokazuje lubelska Galeria NN.
- Patrzy inaczej niż fotografujący wówczas Polacy. Zauważa egzotykę powojennej Polski, z tragiczną historią wyrytą zmarszczkami na twarzach jej mieszkańców - pisze kurator wystawy Bogdan Frymorgen, który ze zdjęciami Howsona zetknął się przypadkowo.
Fotografa, dziś już starszego pana, poznał na londyńskim przyjęciu. Howson działał w Polsce na zlecenie jednego z brytyjskich magazynów, jednak przywiezione przez niego zdjęcia okazały się wtedy dla wydawcy "zbyt szorstkie i depresyjne".
Frymorgen otrzymał od Howsona mnóstwo negatywów. - W tym momencie zdałem sobie sprawę, że stoję wobec bardzo ważnego archiwum. Niewiele myśląc zabrałem ten skarb do domu - opowiada kurator wystawy ""Lajkarz z Londynu" w "Radiowym Domu Kultury".
Wywołane zdjęcia ukazały Lublin, który zatrzymał się w czasie. Howson fotografował sporo miejskich kościołów: siostry zakonne w długich habitach i żebraków siedzących na schodach świątyni.
- Fotografował bardzo wcześnie rano. Ten Lublin jest zamglony, na place zjeżdżają się drabiniaste wozy, pojawiają się pierwsi sprzedawcy owoców i warzyw - opowiada Frymorgen - Miał w plecaku tylko wysłużoną Leicę, maleńką przenośną ciemnię. Odbył, jak do dziś uważa, podróż swojego życia.
W tej chwili sporo galerii prezentuje archiwalną, polską fotografię. Warto wyróżnić projekt "Foto-soc-dizajn" w warszawskiej galerii Asymetria, o którym w "Radiowym Domu Kultury" opowiadaliśmy niedawno.
usc