- Prezydent Komorowski dzieli Polaków, bo z niektórymi chce rozmawiać, a z niektórymi nie - podkreślił w magazynie "W samo południe" Mariusz Błaszczak, przewodniczący klubu Prawa i Sprawiedliwość. - Swoimi wypowiedziami zamierzał zaś wciągnąć w konflikt Kościół. Gdyby nie jego decyzja, to krzyż pewnie stałby nadal przed Pałacem i nikomu by nie przeszkadzał – dodał.
Zaznaczył też, że upolitycznienie krzyża miało miejsce dopiero po tym, gdy Komorowski jako prezydent elekt zakwestionował jego obecność na Krakowskim Przedmieściu. Błaszczak uważa, że obywatele wolnego kraju mają prawo do tego, by spotykać się w celu upamiętnienia ofiar 10 kwietnia.
- Jeżeli władza utrudnia manifestowanie przez ludzi swoich poglądów to znaczy, że sytuacja nie jest dobra – dodał Błaszczak.
Gość Jedynki powiedział, że jego partia nie wypiera się ani krzyża ani jego obrońców spod Pałacu Prezydenckiego. Podkreślił, że mamy do czynienia z nagonką na jego ugrupowanie.
- Wkładano w usta Jarosława Kaczyńskiego słowa o "prawdziwych Polakach", których nie wypowiedział. Użył sformułowania "wolni Polacy" – przypomniał gość Wojciecha Mazowieckiego.
Zdaniem gościa Jedynki Bronisław Komorowski, jeszcze kiedy był marszałkiem Sejmu, brutalnie atakował Lecha Kaczyńskiego i to z tego powodu Jarosław Kaczyński zapowiedział, że nie będzie z nim rozmawiać. Nie oznacza to jednak, że nie uznaje go za prezydenta RP.
- PiS nie jest partią "prawdziwych Polaków", tylko ugrupowaniem o charakterze konserwatywnym, opierającym się na fundamencie nauki społecznej Kościoła - podkreślał Błaszczak.
Poseł PiS mówił, że jego ugrupowanie ma wyrazisty program, a okres jego rządów był czasem dobrym dla Polski, obniżono wtedy podatki, stworzono 200 tys. nowych miejsc pracy, przywrócono coroczną waloryzację rent i emerytur i nastąpił dynamiczny wzrost gospodarczy.
Odnosząc się do określenia "przemysł nienawiści", gość programu Pierwszego powiedział, że dotyczy ono agresywnych wypowiedzi wobec PiS i Jarosława Kaczyńskiego, takich osób jak: marszałek Stefan Niesiołowski, posłów Kazimierza Kutz i Janusza Palikota czy Andrzeja Wajdy. Przypomniał, że problem ten miał miejsce już wcześniej i objawiał się w niegodnym traktowaniu śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
(pp)