Logo Polskiego Radia
Dwójka
Bartosz Chmielewski 02.05.2014

"Krakowiacy i Górale", czyli nieśmiertelne wołanie o pokój między ludźmi

- Po premierze mówiono wprost, że Krakowiacy to Polacy, a Górale to Moskale - o historycznych inscenizacjach słynnego wodewilu z muzyką Jana Stefaniego do libretta Wojciecha Bogusławskiego opowiadała w Dwójce prof. Anna Kuligowska-Korzeniewska.
Członkowie Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca Mazowsze podczas próby inscenizacji opery Wojciecha Bogusławskiego Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale w reżyserii Andrzeja StrzeleckiegoCzłonkowie Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca "Mazowsze" podczas próby inscenizacji opery Wojciecha Bogusławskiego "Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale" w reżyserii Andrzeja StrzeleckiegoPAP/Jakub Kamiński

"Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale" Wojciecha Bogusławskiego jest nazywany pierwszą polską operą narodową. Dzieło swoją premierę miało 1 marca 1794 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie. Polska była wtedy już po dwóch rozbiorach i zbierały się nad nią kolejne czarne chmury. - Traktuje się tę operę jako pobudkę do powstania kościuszkowskiego - opowiadała historyk teatru prof. Anna Kuligowska-Korzeniewska. - W listopadzie 1793 roku Bogusławski znalazł się na tajnym zebraniu na Podgórzu w Krakowie. Miał słyszeć jak Kościuszko przemawiał, że bronią przyszłych Polaków będą kosy, a strojem narodowym będzie strój krakowski, motywy te wplótł do swojego libretta.

Sama opera nie odnosiła się wprost do ówczesnej sytuacji politycznej. Ot zwykła komedia miłosna, w której żona młynarza próbuje odbić narzeczonego swojej pasierbicy. Mimo to, po premierze publiczność nie miała wątpliwości, iż cała historia jest alegorią.

- Mówiono wprost, że Krakowiacy to Polacy, a Górale to Moskale. Trudno dziś dojść czy taka była intencja Bogusławskiego. W finale nawoływał po prostu do życia w zgodzie i pokoju: Nie dajcie się gorszyć światu, Nie ma zysku w takim boju, Który czyni krzywdę bratu - cytowała.

Co do patriotycznej wymowy tego dzieła wątpliwości nie mieli rosyjscy zaborcy, którzy zakazali wystawiania go Bogusławskiemu na scenie, pod groźbą zesłania na Sybir.

Po rozbiorze Polski wodewil na długie lata zaginął i został odnaleziony dopiero w 1929 roku przez Leona Schillera. Tuż po II wojnie światowej reżyser wkupił się tym przedstawieniem w łaskę nowej komunistycznej władzy. - Schiller wystawił "Krakowiaków i Górali" w listopadzie roku 1946, tuż przed sławetnym plebiscytem, w którym nowe władze nawoływały do głosowania 3xTak - opowiadała prof. Anna Kuligowska-Korzeniewska. - Spektakl stał się tubą propagandową ówczesnych sił komunistycznej lewicy. Podczas przedstawienia wyśpiewywano wprost, żeby głosować zgodnie z wytycznymi komunistów.

Jeszcze inne strofy dopisano do "Krakowiaków i Górali" już w roku 1991, w spektaklu wyreżyserowanym przez Krzysztofa Kolbergera. - Wojciech Młynarski dopisał końcowy kuplet, w którym nawoływał, przy wielkim entuzjazmie publiczności, zmęczonej ówczesnymi walkami obozu solidarnościowego, do życia w zgodzie i spokoju...

Więcej na temat pamiętnych inscenizacji "Krakowiaków i Górali" - w nagraniu audycji "Notatnik Dwójki" przygotowanej przez Tomasza Mościckiego.

bch/asz

tagi: opera