Pojawiły się dopiero pod koniec dziewiętnastego wieku. Jednak od tego czasu zdążyły zostać jednym z symboli tej dziedziny sztuki. Programy teatralne – bo to o nich dyskutowali goście kolejnej audycji z cyklu "Loża teatralna Andrzeja Matula" – wydają się dziś jednak gatunkiem, którego formuła powoli się wyczerpuje. A może chodzi tu jedynie, po prostu, o brak środków na bogate publikacje, które towarzyszą spektaklom?
– Najpierw był afisz zapowiadający premierę. Zdarzało się, że drukowany codziennie, repertuar często się zmieniał – przywołała historię gatunku Dorota Buchwald. Potem przyszły druki, które – bardzo szybko, bo jeszcze przed I wojną – obrastały w przeróżne reklamy, towarzyszące informacjom o przedstawieniu. Później oczywiście powstawały programy teatralne złożone z tekstów o charakterze interpretacyjnym, przywołujące konteksty dzieła, zawierające szkice częstokroć znanych i cenionych krytyków.
W latach 90. w Polsce, jak wspominała prof. Barbara Osterloff, programy teatralne ponownie opanował żywioł reklamy. Dziś jest tak, że publikacje bogate w teksty wydaje niewiele teatrów – przede wszystkim te operowe, choć są też interesujące przykłady programów, które mogłyby funkcjonować jako osobne książki (mówiąc o tej, jak określono, "eksplozji schyłku”, przywołano w audycji publikacje TR Warszawy).
O programach teatralnych rozmawiali w audycji Andrzeja Matula: prof. Barbara Osterloff, Dorota Buchwald, Konrad Szczebiot, Paweł Płoski oraz Paweł Chynowski.