Przed koncertem dyrygent opowiadał o swoim kluczu do odczytania muzyki niemieckiego kompozytora.
- Śledząc to, co się działo w roku, w którym Gluck napisał "Parysa i Helenę", trzeba patrzeć i analizować to, co się działo wcześniej. Dla mnie XVIII wiek jest epoką wielkiej tradycji belcanta klasycznego, które zrodziło się w XVII wieku, w momencie, kiedy do gry weszli kastraci. Oni nie tyle mieli monopol na piękne śpiewanie, co spowodowali gigantyczną konkurencję, w której udział brały kobiety. W rezultacie XVIII wiek to szaleństwo pięknego śpiewu, jako cudownego zjawiska - wyjaśniał w rozmowie z Anną Skulską.
Zdaniem Jana Tomasza Adamusa ludzie współcześnie przeceniają znaczenie librett XVIII-wiecznych. Składają się one na paradoks, który dobrze widać na przykładzie oper Glucka, powszechnie uznawanego, za wielkiego reformatora tego gatunku muzycznego.
- On stosuje nowoczesne środki muzyczne, jednocześnie sięgając po teksty, które nie nadają się na komponowanie rzeczywiście rewolucyjnych utworów. Gluck i inni z jego czasów sięgali po mitologiczne teksty, bo publiczność chciała mieć spokój. Ludzie czerpali przyjemność ze słuchania muzyki, dlatego chcieli, żeby opery były o jakichś odległych wydarzeniach i abstrakcyjnych postaciach. Nie chcieli być męczeni aktualnymi problemami społecznymi i politycznymi.
Według dyrygenta ten stan panuje i dziś. Więcej o współczesnej recepcji opery - w nagraniu audycji.
bch/jp