Logo Polskiego Radia
Dwójka
Bartosz Chmielewski 20.02.2014

Igrzyska za zasługi, czyli sport na politycznym łańcuchu

- Były igrzyska dużo bardziej skażone i obciążone polityką niż te rozgrywające się w Soczi. Na szczęście tu nic nie wybucha, nie wzięto żadnych zakładników... - mówił w Dwójce Bogdan Chruścicki, komentator sportowy.
Zimowe Igrzyska Olimpijskie - Soczi 2014. Zawodniczki na trasie rywalizacji biathlonowych sztafet mieszanych.Zimowe Igrzyska Olimpijskie - Soczi 2014. Zawodniczki na trasie rywalizacji biathlonowych sztafet mieszanych.PAP/ Grzegorz Momot

Twórca współczesnych igrzysk - baron Pierre de Coubertin - patrzył na swoje dzieło w  sposób idealistyczny. Kiedy proponował wskrzeszenie olimpiady w 1892 roku, liczył przede wszystkim na to, że staną się one zastępczym środkiem wojen przy jednoczesnym zakazie angażowania ich w politykę.

Tymczasem regułą stało się, że sportowym zmaganiom towarzyszą zakulisowe rozgrywki polityków, którzy często w niegodny sposób próbują rozgrywać sukcesami lub porażkami swoich rodaków. Ci nierzadko zmuszeni byli walczyć nie tylko o medale.

– W 1952 roku reprezentacja piłkarska ZSRR, która brała udział w letnich igrzyskach po raz pierwszy, przegrała finałowy mecz z Jugosławią. Dla piłkarzy, którzy występowali na boisku, skończyło się to źle, bo zostali zesłani na Syberię. Stalin nie mógł im darować tego, że przegrali z wrogą mu politycznie Jugosławią - opowiadał w "Rozmowach po zmroku" komentator sportowy Bogdan Chruścicki.

Pozasportowe względy często towarzyszyły wyborowi gospodarzy międzynarodowych zawodów sportowych. Letnie igrzyska w 1920 roku przyznano Belgii, która w tamtym czasie nie była przygotowana na przeprowadzenie tak dużej imprezy. - W ten sposób Międzynarodowy Komitet Olimpijski chciał jednak podziękować Belgom za bohaterstwo podczas I wojny światowej - opowiadał w audycji Jacka Wakara prof. dr hab. Jerzy Kochanowski z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

Inną motywacją kierował się MKOL w 1999 roku, kiedy to jego delegaci zastanawiali się w Seulu, komu przyznać organizację igrzysk zimowych w roku 2006. - Wydawało się, że kandydatura Szwajcarów nie podlega najmniejszej dyskusji, była zdecydowanie najlepsza pod każdym względem - wspominał Bogdan Chruścicki. - Byłem o tym przekonany do czasu spotkania się z moim irlandzkim przyjacielem, który zdradził mi, że Juan Antonio Samaranch nie może darować Szwajcarom tego, że ujawnili aferę korupcyjną w związku z igrzyskami w Salt Lake City. W trybie pilnym została wyciągnięta więc kandydatura Turynu, która była beznadziejna z punktu widzenia organizacyjnego. Większość Turyńczyków nawet nie wiedziała, że ich miasto kandyduje do organizacji igrzysk. Okazało się jednak, że podczas głosowania Turyn wygrał bez najmniejszych problemów...

Więcej o tym, jak instrumentalnie traktowano sport w historii igrzysk olimpijskich, w nagraniu audycji z udziałem Bogdana Chruścickiego - komentatora sportowego, prof. dr hab. Jerzego Kochanowskiego z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz Piotra Skwiecińskiego - dziennikarza i publicysty.

Audycję przygotował Jacek Wakar.
bch/jp