O nowej powieści Jaroslava Rudisza rozmawiały w Dwójkowej "Czytelni" także Magdalena Miecznicka oraz, prowadząca audycję, Małgorzata Szymankiewicz.
Wbrew tytułowi "Koniec punku w Helsinkach" nie jest książką opowiadającą o Finlandii. To rzecz o Czechosłowacji i NRD, a także o współczesnych Niemczech i Czechach. Główny bohater Ole ma czterdzieści lat i jest właścicielem jednego z ostatnich barów, gdzie można palić, a matki z wózkami nie mają wstępu. Do jedzenia w tytułowych Helsinkach podaje się wyłącznie solankę i rolmopsy. Jako wieczne dziecko enerdowskiej epoki punku, Ole nie potrafi odnaleźć się w nowych, wspaniałych czasach. Walcząc z demonami przeszłości, próbuje sobie wmówić, że pragnie tylko świętego spokoju. To jednak ostatnia rzecz, którą los ma Olemu do zaoferowania.
Powieść Rudisza ma jeszcze dwóch bohaterów: to zbuntowane nastolatki, jedna dorastająca jednak w latach 80., a druga współcześnie. Nonkonformizm prowadzi pierwszą do bufetu, gdzie czyści ona potem flaki, a drugą - do prawdziwej katastrofy... - Rudiš w ciekawy sposób splata losy trójki bohaterów. Świetnie skonstruowana powieść - zachwala Magdalena Miecznicka. - To nie kryminał, lecz obraz zbuntowanych środowisk w dwóch różnych epokach. Ale czyta się to niemal jak trylogię Stiega Larssona - dodaje.
Dla polskiego czytelnika zaskakujący może być fakt, że punkowy bunt kosztował młodych w innych krajach bloku wschodniego o wiele więcej niż w Polsce. - W PRL władze traktowały punk jak wentyl bezpieczeństwa. W Czechosłowacji albo NRD za kolczyk w nosie można było wylecieć ze szkoły, a za pójście na koncert iść do pierdla - podkreśla Piotr Kofta.
***
Jaroslav Rudiš jest bardzo popularnym w Czechach pisarzem, autorem dramatu, komiksów i scenarzystą. Dwie jego wcześniejsze powieści zostały zekranizowane. Przez wiele lat mieszkał na pograniczu polsko-czeskim, obecnie jest prażaninem