– To także zachowania związane z naszymi intymnymi sprawami, na przykład podświadome wydłubywanie różnych rzeczy z różnych zakamarków ciała – mówi psycholog i trener osobisty, Miłosz Brzeziński. – Ale trzeba zaznaczyć, że jeśli komuś coś przeszkadza w naszym zachowaniu, to najczęściej dzieje się to na poziomie interpretacji. Bo, jak mówi stare przysłowie, nie denerwują nas ludzie, tylko historia, jaką sobie o nich dopowiadamy. Nie to, co oni rzeczywiście zrobili, tylko to, jak to zinterpretujemy, co pomyślimy, że chcieli nam przez to powiedzieć.
Największy problem polega na tym, iż zazwyczaj istnienia swoich martwych punktów zupełnie sobie nie uświadamiamy, więc nie rozumiemy przyczyn pustki wokół siebie. Przecież jesteśmy mili i pomocni, tymczasem ciągle czujemy się samotni. Martwy punkt zdecydowanie łatwiej zauważyć u innych ludzi niż u siebie.
Więcej psychologicznych ciekawostek i porad: wywiady z Miłoszem Brzezińskim <<<
- Nie ma szansy, byśmy wypatrzyli u siebie wszystkie swoje martwe punkty – mówi Brzeziński. – Musielibyśmy bowiem cały czas skupiać się na tym, co uznajemy za normalne. W końcu obarczylibyśmy podejrzeniami każdy najmniejszy ruch, który wykonujemy.
Cechy zwane martwymi punktami uaktywniają się z reguły w ramach odpowiedzi na martwe punkty innych osób, z którymi akurat przebywamy, rozmawiamy. – To działa tak: jeśli ja lubię dużo mówić, to gadatliwość przeszkadza mi u innych – podsumowuje Brzeziński.
(kd)