Słuchają go dzikie koty

Ostatnia aktualizacja: 03.03.2013 09:31
- Nie problem rozzłościć tygrysa, problemem jest go uspokoić. Zwierzęta czują, że człowiek ma w sobie siłę, nie tylko w głos, ale i psychikę - opowiada Jacek Mikulski trener dzikich zwierząt.
Audio
  • Jacek Mikulski, trener dzikich kotów w "Godzinie prawdy" - 1 marca 2013
Premiera zimowego sezonu w Cyrku Krone. Monachium, Niemcy, 25.12.2010
Premiera zimowego sezonu w Cyrku Krone. Monachium, Niemcy, 25.12.2010Foto: fot. PAP/DPA/Andreas Gebert

Niezwiązany z żadnym cyrkiem na stałe z trenowanymi przez siebie zwierzętami podróżuje po całym świecie. - W tej chwili mam ich sześć: białego tygrysa, złotego tygrysa, dwa tygrysy bengalskie i dwa białe lwy. Każdy z nich zjada dziennie 8 kg mięsa, prócz tego witaminy, jajka, mleko.Treningi mamy trzy razy dziennie - mówi Jacek Mikulski o swojej codziennej pracy, którą wykonuje już od kilkudziesięciu lat.

Jego przygoda z dzikimi kotami zaczęła się w stanie wojennym, podjął pracę, która wtedy dawała szansę na uzyskanie paszportu - pracę w cyrku. - Przydzielono mnie, jako pracownika technicznego, do dzikich zwierząt. Już na pierwszym wyjeździe, po trzech tygodniach zachorował ówczesny trener i przejąłem jego obowiązki - wspomina w rozmowie z Michałem Olszańskim.

Nawiązywanie relacji ze zwierzętami odbywa się od ich wczesnego dzieciństwa, od karmienia butelką, od nadania imienia. Zdarza się jednak, że po kilku latach zwierzę atakuje trenera. - Zawsze jesteśmy  przygotowani na to, że coś może się stać, zawsze mamy coś do obrony, nigdy nie ufamy zwierzętom na 100 procent. Jeśli zwierzę atakuje człowieka lub inne zwierzę zawsze to z czegoś wynika - ludzkiej słabości, błędu, naszego braku ostrożności lub praw natury - podkreśla trener.
Przez pierwsze 1,5 roku zwierzęta stopniowo się przyzwyczają do świateł, muzyki, areny, przejazdu samochodem. - Gdy mają 2,5 do 3 lat zaczyna się ustalanie "kto tu panuje". Samcom jest wszystko jedno, prowokatorkami są samice.
Jak podkreśla w tej pracy nie chodzi tylko o to, by zwierzeta opanowały program i dobrze wypadły na arenie. Trzeba też pilnować, by zwierzęta nie atakowały siebie wzajemnie. - Cały czas do każdego z nich trzeba mówić, mówić, mówić. Dużo krzyczę. Zwierzęta czują, że człowiek ma w sobie siłę, nie tylko głos, ale i psychikę. Ktoś tu musi być królem - mówi Jacek Mikulski. Tę pracę dobrze słychać w jego głosie.

Układając program trener czerpie z naturalnych zachowań zwierząt. - Chodzenie na dwóch łapach to po prostu zatrzymanie w ataku, turlanie i ryk też są dla kotów naturalne. Nie ma u mnie obręczy ognia. Staram się zapewnić zwierzętom najlepsze warunki życia i wszystko czego potrzebują - podkreśla.
A jakie jest ryzyko? - Porozrywane barki, zszyty bok, czaszka, przyszyta ręka - pan Jacek padł ofiarą ataku tygrysicy, ale nie zaprzestał pracy, ani nie zemścił się na zwierzęciu. O dwóch takich atakach, a także innym tygrysie, który stanął w jego obronie oraz tym, jaką naturę mają pantery, jak zwierzęta reagują na muzykę i jakie zachowanie świadczy o rosnącej agresji - opowiadał w "Godzinie prawdy". Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

"Godzina prawdy" na antenie Trójki w każdy piątek w samo południe.

Zobacz więcej na temat: Michał Olszański

Czytaj także

Łagry oczami dziecka: "lesoruby nas lubili"

Ostatnia aktualizacja: 09.02.2013 12:00
W 1940 r. 6-letnia wówczas Felicja Konarska, razem z rodziną została wywieziona na daleką północ Rosji. Wcześniej, z trójką rodzeństwa i rodzicami, mieszkała w dużym gospodarstwie w Osadzie Ostrowskiej. Jej sielankowe dzieciństwo zostało brutalnie przerwane.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Jezus był buntownikiem"

Ostatnia aktualizacja: 14.02.2013 21:48
Maria Peszek opowiedziała o wahaniach związanych z macierzyństwem, a także o miłości swojego życia. - Edek to współtwórca moich płyt, porządkuje mnie, choć czasem ze złości rzucam talerzami - zdradziła Michałowi Olszańskiemu artystka.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Uciekli z PRL, by wygrać 100 dolarów

Ostatnia aktualizacja: 22.02.2013 23:00
- Z szarej, burej Polski roku 1985, z jej pustymi sklepami, dostaliśmy się do krainy czarów. Przez pierwsze trzy godziny w Szwecji chodziliśmy i oglądaliśmy wszystko wielkimi oczami - opowiada jeden z braci, bohaterów najsłynniejszej ucieczki z Polski lat 80.
rozwiń zwiń