Poronienie - czas zabliźnia rany, ale blizna pozostaje

Ostatnia aktualizacja: 10.04.2013 09:30
- Trzeba przeżyć każdy dzień roku, każdą porę roku, każde święto bez tego dziecka i dopiero wtedy można się zacząć godzić z jego stratą, czyli musi minąć rok. Warto to uświadamiać - mówi pani Maria, która straciła synka w 9. miesiącu ciąży.
Audio
  • Poronienie - czas zabliźnia rany, ale blizna pozostaje (Matka Polka Feministka/Trójka)
Poronienie - czas zabliźnia rany, ale blizna pozostaje
Foto: Glow Images/East News

Pani Maria straciła swoją pierwszą ciążę w 36. tygodniu, czyli na samym początku 9 miesiąca. - Dwa tygodnie wcześniej byłam na wizycie u lekarza i  wszystko było w porządku. Potem dowiedzieliśmy się, że dziecku nie bije serce i że trzeba jechać do szpitala, żeby wywołać poród i urodzić dziecko, które już nie żyje - opowiada.

Jedną  z najtrudniejszych rzeczy do zaakceptowania dla pani Marii była świadomość, że być może, gdyby poczuła, że coś jest nie tak, mogłaby uratować ciążę.  - Czas na pewno pomaga, trochę zabliźnia rany, ale blizna pozostaje - mówi. Niedługo po stracie dziecka zaszła w drugą ciążę. - Była dla mnie bardzo trudnym doświadczeniem,  bo doświadczeniem stałego lęku - wspomina. Na szczęście urodziła zdrową dziewczynkę Zosię, która ma teraz 3 lata.

Proces żegnania się z Jasiem, bo tak miał się nazywać syn, pani Maria ma już za sobą. - Natomiast ja mam poczucie, że mam więcej niż Zosię, że mam też starszego syna Jasia. Dopiero po pewnym czasie przyszła świadomość, że on będzie zawsze moim synem  - mówi.

Teraz pani Maria jest w trzeciej ciąży i pomaga innym kobietom, które poroniły.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy, którą przeprowadziła Joanna Mielewczyk.

Gdyby i Państwo chcieli się podzielić swoimi doświadczeniami zapraszamy do kontaktu: matkapolka@polskieradio.pl

Audycja Joanny Mielewczyk gości na antenie w każdy wtorek o godz. 16.35.

Zobacz więcej na temat: ciąża dzieci

Czytaj także

"Miałam umrzeć albo być bezpłodna. A jest Bożydarek"

Ostatnia aktualizacja: 05.02.2013 08:19
Taką ksywkę ma w rodzinie pani Anny jej druga córeczka. Dziewczynka urodziła się po zdiagnozowaniu o kobiety nowotworu. Lekarze mówili o fatalnych statystykach, miała być bezpłodna, mogła umrzeć. – Tymczasem żyję i mam czwórkę dzieci – mówi bohaterka reportażu w radiowej Jedynce.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Trudna droga do rodzicielstwa

Ostatnia aktualizacja: 12.02.2013 17:47
- Myślę, że są miliony takich historii, że mamy walczą o swoje dzieci, ojcowie walczą o swoje dzieci. Nasza jest o tyle inna, że bardzo dużo się działo w tym czasie, ale warto było - mówi pani Emilia, która wraz z panem Tomkiem opowiadała Joannie Mielewczyk o trudnej drodze do rodzicielstwa.
rozwiń zwiń