Jerzy Bralczyk o zdaniach polskich

Ostatnia aktualizacja: 23.06.2015 13:35
Autor książki (czy raczej księgi) zatytułowanej "500 zdań polskich" będzie gościem Jerzego Sosnowskiego w "Klubie Trójki".
Prof.  Jerzy Bralczyk na okładce swojej książki 500 zdań polskich
Prof. Jerzy Bralczyk na okładce swojej książki "500 zdań polskich"Foto: mat. prasowe

"Co moje nie moje, podobnież kradzione!" - stwierdza z rozpaczą bohater "Transatlantyku" Witolda Gombrowicza, gdy mu udowodniono, że ciągle kogoś cytuje. Ta formuła odnosi się do wielu zdań, które wygłaszamy: tak często używamy gotowców! Są nimi przysłowia, powiedzonka, frazy z filmów, z reklam, z literatury, z dowcipów. W melancholii pytamy: "Co się stało z naszą klasą?"; oczywistość potwierdzamy, mówiąc: "Koń, jaki jest, każdy widzi", a gdy chcemy skończyć jakąś kwestię, ciśnie nam się na usta fraza: "To by było na tyle" (i zwykle nie pamiętamy, że to błąd, zrobiony niegdyś świadomie przez satyryka).

Niektórych zdań tego rodzaju sami nie używamy, ale je rozpoznajemy - nie trzeba być historykiem literatury, żeby pamiętać, skąd pochodzi: "Litwo! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie", a jeśli ktoś nie zna pogróżki: "Nie ze mną te numery, Brunner", to widocznie całe życie spędził poza Polską…

Profesor Jerzy Bralczyk zgromadził w jednym miejscu pół tysiąca takich zdań, najsłynniejszych zdań w języku polskim - i opatrzył erudycyjnym (a zarazem zabawnym) komentarzem. Powstała w ten sposób książka, czy księga raczej, zatytułowana "500 zdań polskich", zbierająca zresztą i rozszerzająca wcześniejsze publikacje autora na ten sam temat.

Następnie profesor Jerzy Bralczyk przyjął nasze zaproszenie – i dziś będzie gościem "Klubu Trójki". Będziemy go pytać, bo KTO PYTA, NIE BŁĄDZI, a choć o wszystkim powiedzieć nie zdążymy, to przecież NIE CHODZI O TO, BY ZŁOWIĆ KRÓLICZKA, ALE BY GONIĆ GO. TEN TYP TAK MA, że rozmowa z nim zawsze jest ciekawa. Zapraszamy więc Państwa - GOŚĆ W DOM, BÓG W DOM - i POLECAMY SIĘ ŁASKAWEJ PAMIĘCI.

Audycję wyemitujemy (we wtorek) od godz 21.05 do 22.00.

Sylwia Héjj i Jerzy Sosnowski