Jacek Kurski

Ostatnia aktualizacja: 11.10.2007 08:13
Jedyną nadzieją Donalda Tuska i LiD-u na zaistnienie we władzy jest PO-LiD, taka PO-LiD-owania godna koalicja, dlatego, że doświadczenie samorządowe jest bardzo zapalające wyobraźnię. Tacy ludzie, jak Jan Rokita nie będą tego żyrować.
Audio

- Jacek Kurski z PiS jest w studiu radiowym w Gdańsku. Dzień dobry Panie pośle.

- Witam Pana. Witam Państwa.

- Jak Pan ocenia akcję policji, która została przeprowadzona w Kazimierzu Dolnym - wyprowadzenie byłych betanek. Dobrze to zostało zrobione?

- Generalnie sprawa jest bardzo przykra i jest wewnętrzną sprawą Kościoła katolickiego. Nie słyszałem po tych relacjach telewizyjnych niczego skandalizującego, czy żeby były jakieś błędy w sztuce. Wydaje mi się, że trudno mieć zastrzeżenia do działań policji.

- Dlaczego w ogóle takie wydarzenie zdarzyło się? Czy można było jakoś tego uniknąć?

- Prawo wielkich liczb. Jeżeli jest pewna spora zbiorowość, a przecież księży jest w Polsce 24 tys., a zakonnic jest przecież dużo więcej, to w takiej liczbie mogą się zdarzyć jakieś wyjątkowe sytuacje i bardzo odosobnione. To pierwszy tego typu przypadek od bardzo wielu lat. Wydaje mi się, że to było - minęło.

- A nie jest to symptom jakiejś choroby np. w tym zakonie? Powinniśmy natychmiast zapomnieć o tej sprawie?

- To jest na tyle sprawa wewnętrzna Kościoła, że każdy świecki ...

- Już nie wewnętrzna, jednak wylało się poza Kościół.

- Tak. Ale ja nie czuję się upoważniony do doradzania Kościołowi, czy biskupowi Życińskiemu. Na pewno trzeba więcej czasu poświęcać sprawom na terenie swojej diecezji niż może jakimś innym zaangażowaniom. To taka jedyna rada dla księdza arcybiskupa, ale nie miałbym śmiałości w ogóle mówić cokolwiek więcej.

- Przejdźmy do innych porad. Wygląda na to, że chyba powinniśmy przeprosić Aleksandra Kwaśniewskiego - wszyscy, którzy podejrzewali, że mógł mieć w Szczecinie jakiś problem z alkoholem. Pojawiło się wytłumaczenie, że to jest wirus z zagranicy. Jak mówi Wojciech Olejniczak - jakieś chorubsko, bakterie. Były prezydent mówi - to wirus z Filipin. Pan wierzy w to wyjaśnienie?

- Szczerze mówiąc, mało wierzę, bo na tej samej zasadzie należałoby przeprosić Aleksandra Kwaśniewskiego już po tym, jak okazało się, że jego niedyspozycja w Charkowie była wynikiem 'zespołu goleni', czy też trzeba przeprosić pana Lecha Wałęsę, czy też jego syna za 'pomroczność jasną'. Nie dajmy się zwariować. Uważam, że tu lepiej stanąć w prawdzie, przyznać się - zdarzyło się, nadużyłem - koniec, kropka. A nie wymyślać na poczekaniu jakieś choroby. Bo już słyszałem taki dowcip o pijaczkach zataczających się gdzieś pod budką z piwem, że oni też właśnie wrócili z Filipin.

- Pan zna pijaczków spod budki z piwem?

- Nie. Taki dowcip już słyszałem wczoraj wieczorem w Gdańsku, jak ludzie pijani do siebie mówili - właśnie wróciłem z Filipin. Myślę, że społeczeństwo również nie uwierzy w tego rodzaju wytłumaczenie. To bardzo przykra sytuacja. Mówię to również jako człowiek obozu przeciwnego politycznie Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, dlatego, że widok słaniającego się na nogach i coś tam bełkoczącego Aleksandra Kwaśniewskiego jest przykry nawet dla nas, ludzi, którzy głosowali przeciwko jego prezydenturze. Był przez 10 lat prezydentem, nosi w sobie cząstkę majestatu RP, czasem reprezentuje Polskę zagranicą. Musi coś z tym zrobić. To jest bardzo poważna sprawa.

- Sytuacja jest bardzo poważna. Mamy do czynienia z bardzo twardymi zaprzeczeniami. Poważni politycy - tacy jak Olejniczak, Kwaśniewski - mówią, że to był wirus. Powszechne odczucie jest inne. To jest pytanie, czy może jednak należy uwierzyć, przyjąć to z dobrą wiarą. Jeśli nie, to musimy uznać, że ktoś w żywe oczy, w kontrze do pewnych obrazów, pewnych tonów wypowiedzi, także zapachów, po prostu kłamie.

- Myślę, że to jest wynik braku doświadczenia młodych przywódców SLD - Wojciecha Olejniczaka, że idą w zaparte. Skoro odpowiadają za wynik wyborczy LiD-u w tej kampanii, to robią wszystko, żeby iść do końca w zaparte, nie mają pomysłu jak się zachować, gdyby się miano przyznać do niedyspozycji i do pewnego uzależnienia Aleksandra Kwaśniewskiego. Myślę, że to jest błąd Wojciecha Olejniczaka i każda prawda jest lepsza niż ściemnianie.

- Jak w takim razie brzmi ta prawda?

- Zawsze jest ta jedna tysięczna szansy, że być może tam rzeczywiście coś jest. Ale naprawdę trudno mi uwierzyć. Odnoszę wrażenie - podobnie, jak premier - że oglądaliśmy w telewizji człowieka naprawdę niedysponowanego z powodu nadużycia alkoholu. To naprawdę bardzo przykra sprawa. Ja nie odczuwam, jako człowiek przeciwny politycznie Aleksandrowi Kwaśniewskiemu żadnej satysfakcji z tego powodu. To jest były prezydent i naprawdę coś powinien z tym zrobić. Alkohol tak - alkoholizm nie.

- Pan na twardo stawia tezę, że to jest problem z alkoholem? Pan to podtrzymuje?

- Mamy kampanię wyborczą. Mamy ostrożność procesową. Ja mówię, że odnoszę takie wrażenie. Jest to wrażenie zbieżne z wrażeniem pana premiera Jarosława Kaczyńskiego. To już tak dla zupełnego bezpieczeństwa procesowego.

- Jeśli to jest prawda, jeśli ten problem rzeczywiście istnieje, to co powinien zrobić były prezydent i jego otoczenie? Urlop? Wycofanie się?

- Trzeba walczyć z tą chorobą. Myślę, że akurat Wojciech Olejniczak nie docenia pewnej łagodności i wyrozumiałości polskiego społeczeństwa. Społeczeństwo mamy takie - jak ja znam nasz naród - że jeżeli się coś powie szczerze, prawdziwie, stanie w prawdzie przed ludźmi, to się znajdzie w społeczeństwie całkiem wielu zwolenników, nawet nowych zwolenników tej postawy i solidarności z człowiekiem w trudnej pozycji. Lepsza prawda niż jakiekolwiek ściemnianie.

- Wycofanie się ma towarzyszyć tej prawdzie?

- Na pewno na jakiś czas. Albo tak żelazna autodyscyplina, która przy wystąpieniach publicznych nie pozwoli byłemu prezydentowi tak się zachowywać. Na pewno tu powinna być jakaś forma terapii.

- Jeśli Pan mówi o stanięciu w prawdzie, to chyba Janusz Korwin-Mikke też powinien w tej prawdzie stanąć. Wczoraj zaprzeczał doniesieniom "Dziennika", który opisał scenę z prawyborów we Wrześni, gdzie Janusz Korwin-Mikke miał wyszydzać niepełnosprawne dziecko. "Dziennik" dziś dotarł do kolejnych świadków. Jeden z nich mówi tak - mówił, że dzieci niepełnosprawne powinny być w osobnych klasach, bo się źle czują w tych normalnych. Potem podobno padły następne stwierdzenia - Polska nie jest dla murzynów. Czy Janusz Korwin-Mikke powinien jakoś wyjaśnić tę sprawę? A jeśli zaprzecza, to co powinna zrobić jego partia? Jak powinien cały świat polityki zareagować? Rzadko się zdarza, żeby to polityczne starcie, ten polityczny twardy język został tak wprost skierowany do osoby, która siedzi na dole, pod mównicą i przysłuchuje się temu na wózku dla niepełnosprawnych.

- Są dwie płaszczyzny tego problemu. Po pierwsze - czy to prawda, bo Janusz Korwin-Mikke też idzie teraz w zaparte. A druga - jeśli to prawda, to oczywiście tego rodzaju poglądy powinny raz na zawsze eliminować z poważnej polityki, bo jest to rzecz tak skandaliczna i sprzeczna z naszymi wartościami - nawet nie tylko katolickimi, chrześcijańskimi - po prostu ogólnoludzkimi, żeby postponować osobę chorą, na wózku, dziecko. Po prostu nie mogę sobie tego pomieścić w głowie. Wszystko zależy od tego, czy to prawda, czy nieprawda. Janusz Korwin-Mikke twierdzi, że nieprawda. Ja na podstawie jego autorstwa wpisów do blogu internetowego ...

- W tej właśnie sprawie?

- W tej sprawie, odnoszę wrażenie, że jednak coś na rzeczy jest. To jest wielki problem Romana Giertycha. Troszeczkę jest tu ukarany za swoją przewrotność, bo ze znanej sympatii Romana Giertycha do mnie akurat ja kandyduję z drugiego miejsca w Gdańsku - Roman Giertych był uprzejmy zesłać tu Janusza Korwina-Mikke na 'jedynkę' LPR-u do Gdańska, żeby trochę zamieszał w elektoracie PiS-u. Myślę, że sam siebie Roman Giertych ukarał tą kandydaturą, dlatego, że z takimi poglądami nie ma co liczyć na jakiekolwiek głosy, nawet przy tak znanym nazwisku. Tym bardziej ubolewam, że osobiście zawsze lubiłem pewną oryginalność Janusza Korwine-Mikke i tak jego pozycję Don Kichota polskiej polityki, przynajmniej w tym obszarze liberalno-konserwatywnym.

- Janusz Korwin-Mikke do polityki powrócił. Wyszedł z niej Jan Rokita. Ale udzielił dziś pierwszego wywiadu po swoim wycofaniu się. A to jest wywiad - jak twierdzi - niepolityczny. I mówi tak - mam poczucie, że te wszystkie oferty, które się pojawiają w stosunku do niego, nie są jakby do niego. To jest tak, jakby siedział na przedstawieniu, aktorzy krzyczeli do niego, żeby wszedł na scenę, bo trwa wojna, trzeba pomóc, ale przecież on wie, że to wcale nie jest do niego i że to jest tylko teatr. Pan myśli, że Jan Rokita tak przechadzając się po rynkach w poszczególnych miast - był w Szczecinie, ma być we Wrocławiu - jest w tej polityce, czy w niej nie jest? Wyszedł na stałe? Wróci? Jeśli tak, to gdzie?

- Odnoszę wrażenie, że rzeczywiście wróci i że ten jego gest z wycofaniem się przed wyborami z listy PO był tak naprawdę stawką i obliczony na wydarzenia po wyborach. Myślę, że w ten sposób Jan Rokita chciał być takim żywym symbolem PO-PiS-u, tzn. politykiem, który pozostaje w jakiś sposób lojalny wobec własnej partii, bo zadeklarował, że będzie na nią głosował, jednocześnie mającego żonę tuż za premierem Kaczyńskim na liście PiS-u w Warszawie. Czyli taki żywy, chodzący PO-PiS.

- Tak, jak Marcinkiewicz?

- Tak, jak Marcinkiewicz. Rokita to robi w bardziej sympatyczny sposób, aczkolwiek też chwilami troszeczkę teatralny - w pozytywnym tego słowa sensie. Myślę, że Jan Rokita pomyślał sobie tak, że być może po wyborach będzie w ten sposób, że PiS i PO uzyskają podobną liczbę głosów. Nie będzie żadnej alternatywy innej niż PO-PiS. I wtedy będzie poszukiwanie ważnych ludzi do PO-PiS-u.

- Do łączenia?

- Tak. Do łączenia. Któż wtedy lepiej będzie się nadawał do łączenia niż żywy symbol PO-PiS-u?

- To jest dobra analiza? Równie prawdopodobny jest przecież PO-LiD, koalicja PO z lewicą. PO-PiS to byłby sojusz dwóch wrogów z ostatnich dwóch lat - jednak coś dziwnego.

- Widziałem już życiu przed wyborami wrogów, którzy potem byli przyjaciółmi. Co prawda to się źle kończyło - myślę tu o AWS-ie i UW. Pamiętam okrzyki, że 'Balcerowicz musi odejść' już w kwietniu, czy w marcu 1997 roku, że 'konstytucja to targowica' - ta przyjęta w 1997 roku. A potem widziałem, niezbyt udaną, nawet tragicznie nieudaną, koalicję AWS-UW. To się zdarza. Natomiast nie należy oczywiście przesadzać z tego rodzaju eksperymentami. Co do PO-LiD-u, to oczywiście jedyną nadzieją Donalda Tuska i LiD-u na zaistnienie we władzy jest oczywiście PO-LiD, taka PO-LiD-owania godna koalicja, dlatego, że doświadczenie tutaj samorządowe jest bardzo zapalające wyobraźnię, tzn. udało się 'przegonić' PiS z władzy w Warszawie, ale za cenę tego, że PO poszła razem z postkomunistami. Udało się zdobyć im władzę w wielu sejmikach, ale za cenę tego, że poszli z postkomunistami. Donald Tusk, któremu przed oczyma stanęło widmo kolejnej klęski i utraty władzy nad PO, bo to nie jest towarzystwo, które będzie trzecią, kolejną kadencję wytrzymywało w opozycji - myślę, że wtedy już rozliczyłoby Donalda Tuska, Donald Tusk poszedł po rozum do głowy i oczywiście bierze bardzo poważnie pod uwagę koalicję PO-LiD. I wtedy tacy ludzie, jak Jan Rokita - to też jest jeden z możliwych scenariuszy - oczywiście nie będą tego żyrować. I ta grupa antykomunistów w PO - pewnie mniejsza już teraz niż w poprzedniej kadencji, ale jednak jakoś obecna - byłaby skłonna do poważnych projektów z PiS. Jan Rokita ma tu kilka możliwości. Jest człowiekiem zbyt młodym w polityce, żeby odchodzić. To jest taki wiek, kiedy już wszystko się w zasadzie wie i przeżyło, a jest się jeszcze na tyle młodym, że ma się siłę wiosłować. Stawiam tezę, że Jan Rokita będzie w naszej polityce odgrywał niemałą rolę, aczkolwiek chyba nie aż tak wielką, na jaką by liczył.

- Pewnie obejrzy też piątkową debatę Tusk-Kaczyński. Sądzi Pan, że ta debata może być takim najmocniejszym akcentem tej kampanii, takim magic pointem, który o czymś rozstrzygnie, o czymś przesądzi, wykaże zwycięzcę?

- Pewnie po tych niedyspozycjach Aleksandra Kwaśniewskiego, o których mówiliśmy 10 minut temu, pewnie ta debata będzie ważna, być może nawet bardzo ważna. Jestem spokojny o tę debatę, bo jeśli z Donaldem Tuskiem radził sobie Lech Kaczyński, 2 lata temu w debatach przedprezydenckich, to myślę, że jeszcze lepiej radzące sobie w starciach, w polemikach, Jarosław Kaczyński - myślę, że akurat tu pan prezydent nie obrazi się na mnie za tę ocenę - poradzi sobie jeszcze lepiej i tym bardziej. Trzymam kciuki za Jarosława Kaczyńskiego, ale jestem dziwnie spokojny o wynik tej debaty. Na pewno będzie bardzo ciekawa.

- Dziękuję bardzo. Jacek Kurski, polityk PiS-u, w studiu w Gdańsku. Kłaniam się. Miłego dnia.

- Dziękuję bardzo. Miłego dnia.

Czytaj także

"Panu to ja mogę nogę podać", czyli co przesądza?

Ostatnia aktualizacja: 21.03.2010 07:34
Medialne debaty polityczne to już nieodłączny element każdej kampanii prezydenckiej czy parlamentarnej. Sztaby kampanijne wiedzą, że wówczas gra toczy się o wysoką stawkę.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Nie przyłożymy ręki do odbierania zdobyczy socjalnych

Ostatnia aktualizacja: 13.08.2009 08:48
Nie jest rolą opozycji suflowanie władzy, kiedy ta wyciąga rękę po jakiekolwiek zdobycze socjalne ludzi. Nie będziemy do tego przykładać ręki.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Naszym orężem jest prawda i tylko prawda jest ciekawa

Ostatnia aktualizacja: 20.04.2009 09:02
Był kontrakt dla firmy sen. Misiaka, było 58 milionów nagród dla urzędników w Warszawie, trzecia informacja o firmie żony jednego z ministrów jest prawdą.
rozwiń zwiń