Kazimierz Czaplicki

Ostatnia aktualizacja: 05.06.2009 08:13
Z sekretarzem Państwowej Komisji Wyborczej i kierownikiem Krajowego Biura Wyborczego Kazimierzem Czaplickim rozmawia Damian Kwiek.
Audio

Z sekretarzem Państwowej Komisji Wyborczej i kierownikiem Krajowego Biura Wyborczego Kazimierzem Czaplickim rozmawia Damian Kwiek.

 

Jaka jest relacja pomiędzy Państwową Komisją Wyborczą a Krajowym Biurem Wyborczym?

 

Państwowa Komisja wyborcza jest stałym organem wyborczym, a więc ciałem uchwałodawczym, natomiast Krajowe Biuro Wyborcze jest aparatem urzędniczym PKW. Kierownik KBW z mocy ustawy jest jednocześnie sekretarzem PKW, a więc KBW zapewnia finansowe, organizacyjne, gospodarcze działania PKW.

 

Za nami już prawie cała kampania wyborcza. Kandydaci byli tym razem zdyscyplinowani?

 

Kandydaci, komitety niczym nas tak naprawdę nie zaskoczyli, są to stare grzechy polegające na rozmieszczaniu plakatów, ulotek w miejscach niedozwolonych lub bez zgody zarządcy, na przykład na latarniach i temu podobnych obiektach.

Przyczepy były popularne…

 

Można powiedzieć, nic nowego.

 

Jak wiele sygnałów do państwa dotarło o różnego rodzaju nadużyciach? Jak wiele przypadków okazało się potem złamaniem prawa?

 

Do PKW docierają oczywiści sygnały najpoważniejsze, natomiast Komisja się tymi sprawami wprost nie zajmuje. Zachowanie porządku wyborczego, w tym rozumieniu, że umieszczanie plakatów badają służby miejskie, i w przypadku stwierdzenia naruszeń prawa kierują sprawę do policji bądź prokuratora.

 

Ale przypadki podejrzeń złamania prawa wyborczego do państwa, jak rozumiem, również docierały, bo pewnie wyborcy dzwonili?

 

Tak, oczywiście, wtedy przekazywaliśmy odpowiednio sprawy. Tych spraw sporo było, ale nie powiedziałbym, że było więcej niż na przykład w poprzedniej kadencji w 2007 roku.

 

Ale to państwo liczyli w dziesiątkach, setkach, tysiącach?

 

Trudno tak powiedzieć liczbowo. My mówimy o zjawisku, zjawisko jest takie jak zwykle – to są te stare grzechy komitetów i kandydatów.

 

Jeszcze przed kampanią wyborczą pojawiały się plakaty, które sprawiały wrażenie kryptoreklamy wyborczej, kandydaci pokazywali się w kontekście europejskim, nie było to sensu stricte reklama wyborcza – nie mogła być, bo kampania nie rozpoczęła się, ale to mrugnięcie okiem w stronę wyborów było dość oczywiste. To było złamanie prawa?

 

To było na tyle złamanie prawa, że tego nie powinno się robić, natomiast jeżeli już się robiło, to wydatki związane z tego rodzaju kryptoreklamą powinny być wliczane do sprawozdań finansowych komitetów wyborczych. Bo jeżeli osoba publiczna później kandyduje, to jest oczywiste, że to, co robi wcześniej, nie pozostaje bez związku z jej kandydowaniem.

A udaje się egzekwować potem takie przypadki?

 

Bardzo często tak.

Za kilkanaście godzin – cisza wyborcza. Co kandydatom wolno w trakcie ciszy?

 

Kandydatom wolno robić wszystko poza agitowaniem na rzecz swojej osoby.

 

To biorąc pod uwagę to, co ich interesuje, to niewiele.  

 

No niewiele. Życie publiczne niestety nie zamiera w tym okresie, więc osoby publiczne, które kandydują , powinny wykonywać swoje funkcje normalnie, natomiast nie mogą w żaden sposób naprowadzać wyborcy na trop, że oto ja kandyduję lub popierajcie kandydatów, których ja popieram. A zatem nie można również w żaden sposób aktywnie prowadzić agitacji wyborczej poprzez rozwieszanie plakatów, rozdawanie ulotek czy organizowanie zgromadzeń, manifestacji, pochodów – to wszystko jest zabronione.

 

A kandydat może pojawić się w miejscu publicznym, jeśli jest jakieś wydarzenie, on go nie organizuje, ale pojawia się tam, pokazuje, ładnie ubrany, w garniturze… to wolno?

 

Oczywiście, są imprezy sportowe, rozrywkowe, w których kandydaci mogą się pokazywać, ale – jak podkreślam – nie mogą eksponować swojej osoby.

 

Nie mogą przekroczyć cienkiej linii, jak rozumiem. A jeżeli kandydat pojawi się w telewizji przypadkiem przy takiej okazji, to coś zmienia?

 

Nie, nic nie zmienia oczywiście.

 

W poprzednich kampaniach wyborczych zdarzały się takie sytuacje, że na przykład w sobotę do skrzynek e-mailowych docierały reklamy wyborcze. Czy to jest złamanie prawa wyborczego? Czy to jest agitacja?

 

Jeżeli są to reklamy wyborcze w rozumieniu przepisów prawa wyborczego, zachęcają do głosowania na konkretnych kandydatów, to niewątpliwie jest to złamanie ciszy wyborczej.

 

Na jakie przypadki wyborcy powinni szczególnie zwracać uwagę? O jakich przypadkach powinni informować? I czy właśnie Krajowe Biuro czy może raczej policję?

 

Najczęściej w okresie ciszy wyborczej, przynajmniej tak wynika z dotychczasowych doświadczeń, mamy do czynienia ze zrywaniem plakatów lub naklejaniem nowych plakatów, czy tez rozdawaniem ulotek, to jest taka jakby najłatwiejsza droga do tej niedozwolonej agitacji wyborczej, w takich sytuacjach wyborca powinien niewątpliwie zawiadomić najbliższy posterunek policji.

 

Wyobraźmy sobie, że jest już niedziela, trwa głosowanie. W jakich wypadkach to głosowanie może zostać przedłużone?

 

Głosowanie może być przedłużone w sytuacjach nadzwyczajnych. Nadzwyczajną sytuacją będzie na przykład katastrofa budowlana – odpukać, oczywiście, żeby się nie zdarzyła – kataklizm, czyli klęska żywiołowa, jakiś huragan zniszczy część lokalu wyborczego. To są sytuacje nadzwyczajne. Nie jest sytuacją nadzwyczajną, gdy nie może Komisja Obwodowa dostać się do lokalu, bo ktoś zaspał, klucza nie ma, zaciął się zamek. Wtedy trzeba po prostu te drzwi wyważyć i rozpocząć głosowanie normalnie, a służby odpowiedzialne za przygotowanie lokali powinny te drzwi naprawić w tym czasie. A więc tego rodzaju sytuacje nie mogą skutkować przedłużeniem głosowania.

 

Przed panem na stole leży ordynacja wyborcza, niebieska książeczka… Czy w niej jest napisane, o ile maksymalnie może być przedłużone głosowanie?

 

Ordynacja mówi tylko tyle, że Komisja Obwodowa może przedłużyć głosowanie w zależności od potrzeb. Jeżeli przykładowo przerwa w głosowaniu trwałaby dwie godziny, to wtedy o dwie godziny można przedłużać. Ale trzeba do tego podchodzić bardzo racjonalnie, realnie i z taką pewną dozą przekonania, że przecież nie można w nieskończoność przedłużać wyborów.

 

Miejmy nadzieję, że w ogóle takiej konieczności nie będzie. A kiedy już głosowanie skończy się, państwo przeliczą głosy, kiedy poznamy wyniki?

 

PKW spodziewa się, że oficjalne obwieszczenie wyników będzie możliwe w godzinach późnopopołudniowych już w poniedziałek.

 

Jak potem te głosy będą przeliczane na mandaty? Jaki to jest system? Czy da się to prosto wytłumaczyć?

 

Może tak bardzo prosto to nie, ale najogólniej mówiąc, wybieramy 50 posłów do PE, te 50 mandatów w pierwszej kolejności PKW podzieli między te komitety wyborcze, na które listy okręgowe w skali kraju oddano co najmniej 5% ważnych głosów. Następnie z puli przypadającej danemu komitetowi wyborczemu zostaną podzielone mandaty pomiędzy okręgi wyborcze, w których listy były zarejestrowane. Im więcej głosów na daną listę w danym okręgu padło, tym więcej mandatów otrzyma.

Czyli nie ma sztywnego podziału, nie ma z góry przyznanej liczby mandatów dla danych okręgów, tylko wynika to z frekwencji w tych okręgach i jest to liczone w drugiej kolejności, po przeliczeniu frekwencji ogólnopolskiej.

 

Tak jest.

Czyli to dopuszcza, jak rozumiem, sytuację, w której jeden z kandydatów może zdobyć rekordową liczbę głosów w całym kraju, ale jeśli pozostałe czynniki źle się złożą, może nie wejść do europarlamentu?

 

Taką mieliśmy sytuację w poprzednich wyborach. Natomiast trzeba zwrócić uwagę, że tego rodzaju system podziału mandatów powoduje, iż w okręgach wyborczych liczba mandatów z tego ostatniego podziału jest bardzo zróżnicowana, na przykład w województwie, w okręgu kujawsko-pomorskim w 2004 roku był obsadzony tylko jeden mandat poselski, natomiast w województwie śląskim – osiem.

 

Powiedział pan, że Polsce przysługuje 50 mandatów, ale jeśli wszedłby w życie traktat lizboński, będziemy mieli tych mandatów byłoby o jeden więcej. W jaki sposób zostałoby to wyrównane? Byłyby wybory uzupełniające?

 

Nie, wybory do europarlamentu odbywają się w systemie proporcjonalnym, a zatem nie wyobrażam sobie, aby można było w całym kraju głosować na jeden tylko mandat. Najprostszą drogą byłoby uchwalenie przez Sejm specjalnej ustawy incydentalnej, która by określiła sposób obsadzenia tego dodatkowego mandatu. Wydaje się, że to byłoby bardzo proste, PKW na podstawie wyników wyborów przeprowadzonych 7 czerwca ustaliłaby jakiemu komitetowi ten dodatkowy mandat przypada, a później, w którym okręgu, i któremu kandydatowi.

Czytaj także

Mieli czas do północy. Na placu boju zostało 10

Ostatnia aktualizacja: 06.05.2010 23:55
Sekretarz Państwowej Komisji Wyborczej Kazimierz Czaplicki poinformował, że PKW zarejestrowała do tej pory trzech kandydatów na prezydenta.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Tylko jeden kandydat złożył wymagane podpisy

Ostatnia aktualizacja: 04.05.2010 14:55
Choć największe partie polityczne deklarują, że zebrały już wymaganą liczbę podpisów z poparciem dla ich kandydatów na prezydenta, do tej pory zaledwie jeden komitet złożył wymagane podpisy w Państwowej Komisji Wyborczej. Do PKW wpłynęły listy z podpisami pod kandydaturą Waldemara Pawlaka.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Krótkie terminy są dużym utrudnieniem dla komitetów"

Ostatnia aktualizacja: 22.04.2010 07:35
Wybory prezydenckie odbędą się 20 czerwca, a ewentualna druga tura - 4 lipca.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Ruszyła machina wyborcza

Ostatnia aktualizacja: 22.04.2010 07:15
Ruszyła machina wyborcza - mówi w "Sygnałach Dnia" Kazimierz Czaplicki, sekretarz Państwowej Komisji Wyborczej i przypomina, że terminy są napięte. Dlatego PKW będzie pracowała również w soboty i niedzielę, kiedy zwykle nie pracuje. Chce w ten sposób umożliwić komitetom wyborczym składanie dokumentów.
rozwiń zwiń