Koniec pszczół oznacza koniec człowieka

Ostatnia aktualizacja: 19.05.2011 09:55
- Jeśli pszczoły znikną, człowiekowi pozostaną cztery lata życia – tak powiedział niegdyś Albert Einstein.
Audio

Dzisiaj naukowcy biją na alarm, tych owadów jest coraz mniej i nikt nie wie, jak przeciwdziałać ich zagładzie.

Jedna trzecia produktów spożywczych powstaje przy współudziale pszczół.

Trudno wyobrazić sobie jak wyglądałby rynek żywności, gdyby ich zabrakło. Już teraz zmuszeni jesteśmy poważnie zmierzyć się z tym problemem, bo pszczoły na świecie masowo wymierają, a naukowcy nie wiedzą jak zatrzymać ten proces.

Według Tadeusza Sabata, prezesa Polskiego Związku Pszczelarskiego, w Polsce mamy pod tym względem nieco lepszą sytuację, bo przez lata stosowano tu mniej chemii niż na Zachodzie. Od kilkunastu lat jednak zjawisko śmierci pszczół jest także obserwowane w naszym kraju. Ma to związek głównie z używanymi powszechnie w rolnictwie nawozami, które okazały się bardzo toksyczne dla tych owadów. Gdy zabraknie pszczół, nie wyrośnie wiele owoców i warzyw, co wiąże się, między innymi, z poważnym zubożeniem ludzkiego jadłospisu. 

-  Człowiek nie poradzi sobie z zapylaniem roślin bez tych owadów. Próbowali to zrobić Chińczycy i mimo liczebności tej nacji nie udało się – zauważa gość audycji.

Tadeusz Sabat podkreśla, że obecnie dla wielu dzieci jedyną szansą na zobaczenie prawdziwego motyla jest szkolny podręcznik. Nie można więc dopuścić, by ten proces nadal postępował.

Przedstawiciel PSL Stanisław Żelichowski z Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska jest świadomy znaczenia pszczół dla ludzkiej cywilizacji. Jednak w jego opinii człowiek jest zdolny pokonać kryzys związany z ich wymieraniem. - Kiedyś Wielka Brytania miała problem ze zbyt dużą liczbą koni, które stanowiły środek transportu. Obawiano się, że ich nawóz wydzielający szkodliwe substancje zabije Brytyjczyków. Nic takiego się nie stało, bo wkrótce wynaleziono samochód – mówi polityk. Dodaje z optymizmem, że ludzkość nieraz wychodziła z trudnych sytuacji, gdy uświadomiła sobie zagrożenie.

Profesor Magdalena Fikus, biochemik z PAN masowe wymieranie pszczół wiąże z "wyścigiem szczurów". - Człowiek w tak zwanych cywilizowanych krajach nastawił się na zysk i dużą konsumpcję. Nie wszędzie jest to osiągalne, więc rozpoczął się wyścig.

Jednak w tej kwestii, podobnie jak poseł PSL, profesor Magdalena Fikus jest umiarkowaną optymistką. Przypomina, że obecnie nie ma już 99 procent gatunków, które niegdyś żyły, powstają za to nowe. Człowiek powinien przewidzieć skutki swoich działań i być może zmienić swoje zachowanie, póki jeszcze nie jest za późno – radzi.

Optymizm gościa Trójki wynika również z faktu końca epoki masowego wykorzystywania w rolnictwie trujących pestycydów i herbicydów. - Czas chemii się kończy, ma szansę rozpocząć się za to epoka ochrony biologicznej z udziałem biedronek i genetycznej modyfikacji.

Nie wszyscy jednak widzą przed rodzajem ludzkim świetlaną przyszłość. - Niewątpliwie wisi nad nami czarna chmura – tak zdaniem wróżki Eleni z Białegostoku można określić to, co dzieje się teraz ze światem. Ile zatem lat pozostało jeszcze ludzkości? Tego wróżka zdradzić nie może.

Aby wysłuchać całej rozmowy, wystarczy kliknąć w ikonę dźwięku w boksie "Posłuchaj" w ramce po prawej stronie.

Audycji "Za, a nawet przeciw" można słuchać od poniedziałku do czwartku tuż po godz. 12.00.

(dmc)

 

 

Czytaj także

Apokalipsa pszczół

Ostatnia aktualizacja: 16.02.2011 21:05
Ule opustoszeją, miód zdrożeje, a rolnictwo podupadnie - straszą pszczelarze. Wszystko przez toksyczną substancję.
rozwiń zwiń