Kilkanaście saren padło w Świętokrzyskiem. Winny prawdopodobnie zakazany pestycyd

Ostatnia aktualizacja: 21.05.2020 08:54
W województwie świętokrzyskim tylko w ciągu ostatnich kilku dni znaleziono aż 17 martwych saren, które padły z powodu oprysków stosowanych w sadach. –Sekcja zwłok oraz badania morfologiczne wskazują na to, że wszystkie były zatrute środkiem Lindan, stosowanym w ogrodnictwie i leśnictwie do ochrony roślin – informuje wiceprezes zarządu głównego Straży Ochrony i Ratownictwa Zwierząt Łukasz Bała.
Audio
  • Kilkanaście saren zatrutych zakazanym pestycydem (Zapraszamy do Trójki – ranek)
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: shutterstock.com/mountainpix

Lindan to pestycyd będący składnikiem preparatów do zwalczania szkodników, stosowanych w ogrodnictwie przemysłowym i nadleśnictwie. Jest szkodliwy zarówno dla zwierząt, jak i dla ludzi, na których działa rakotwórczo, a nawet może zagrażać życiu. Na liściach utrzymuje się do dwóch godzin, zwłaszcza gdy dzień jest mniej słoneczny. Sarny padły prawdopodobnie wskutek bezpośredniego kontaktu z Lindanem. Szacuje się, że nastąpiło to w ciągu czterech, do sześciu godzin od spożycia. Ktokolwiek wykorzystał ten środek na swoim terenie, zrobił to nielegalnie, ponieważ Lindan został w Polsce zakazany 30 lat temu.

Najwięcej saren padło na terenie powiatu sandomierskiego, m.in. w gminach Samborzec, Koprzywnica, Klimontów oraz Łoniów. – Jeżeli ktokolwiek stosuje środek ochrony roślin, gdzie substancją czynną jest Lindan, czyli substancja czynna w środkach takich jak DDT, ciężko nazwać go sadownikiem. Każdy sadownik zdaje sobie sprawę z tego, że ośrodki ochrony należy stosować tak, by nie szkodziły one środowisku ani ludziom – mówi Piotr Lipiński, dyrektor sandomierskiego oddziału Ośrodka Doradztwa Rolniczego. – Wszyscy sadownicy, którzy mają za sobą kurs stosowania środków ochrony roślin prowadzony np. przez nasz ośrodek, ma sprzęt do opryskiwania z atestem. W związku z tym uważam, że nie powinien robić takich rzeczy – dodaje.

Zdjęcie ilustracyjne (foto: shutterstock.com/Tommy Lee Walker) Zdjęcie ilustracyjne (foto: shutterstock.com/Tommy Lee Walker)

To, w jaki sposób nielegalny pestycyd znalazł się na terenach, na których padły sarny, pozostaje w sferze domysłów. Są podejrzenia, że ktoś skorzystał z dawnych, przechowywanych do dziś zapasów Lindanu. Nie wiadomo również, jak odnaleźć osobę odpowiedzialną za śmierć zwierząt. – W takiej sytuacji nie możemy nic zrobić. Przypadki saren miały miejsce na dużym obszarze. Nie wiemy, czy to był jeden gospodarz, który miał dużo pól czy może kilku gospodarzy, którzy korzystali z jednego środka – zastanawia się Łukasz Bała.

Jak informuje wiceprezes zarządu głównego Straży Ochrony i Ratownictwa, podobne przypadki pojawiły się także w Małopolsce.

***

Tytuł audycji: Zapraszamy do Trójki – ranek
Prowadzi: Piotr Łodej
Autorka materiału reporterskiego: Grażyna Szlęzak-Wójcik (Radio Kielce)
Data emisji: 21.05.2020
Godzina emisji: 8.44

kr

Czytaj także

Pożar w Biebrzańskim Parku Narodowym – główna linia ognia została ugaszona

Ostatnia aktualizacja: 23.04.2020 09:30
W niedzielę 19 kwietnia w Biebrzańskim Parku Narodowym wybuchł pożar. Ogień objął w sumie około 6 tysięcy hektarów lasu, łąk i torfowisk. Kierownik Biebrzańskiego Parku Narodowego Artur Wilk podczas rozmowy w Trójce podkreślił, że sytuacja jest w tej chwili opanowana.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Uwaga na niedźwiedzie w… Zakopanem

Ostatnia aktualizacja: 20.05.2020 09:00
Obudziły się niedźwiedzie. Monitorowane przez przyrodników gawry opustoszały, a same zwierzęta pojawiają się coraz bliżej ludzi.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Poleski Park Narodowy wysycha. Jak wpływa to na tamtejszą faunę?

Ostatnia aktualizacja: 20.05.2020 16:20
Jeszcze kilka lat temu nie można było wyobrazić sobie Poleskiego Parku Narodowego bez wody, jednak susza obniżyła znacząco jej stan. Bagna, rozlewiska, mokradła wysychają, a to niejednokrotnie dom dla rzadkich gatunków zwierząt.  Wody brakuje już od kwietnia. Boimy się o przyszłość naszych mokradeł i gatunków roślin i zwierząt z nimi związanych – mówi dyrektor parku Jarosław Szymański.
rozwiń zwiń