Krwawe protesty w Azji. Birma, Bangkok, Hongkong. Kto ucierpi, a kto zyska?

Ostatnia aktualizacja: 30.03.2021 23:05
Od wybuchu protestów w Birmie, w lutym tego roku, życie straciło już kilkaset osób. Rośnie siła społecznego sprzeciwu i nasilają się też brutalne zachowania wojskowej junty. Jak zakończy się spór o przejęcie władzy? Czy Chiny wykorzystają protesty, by umocnić swoją pozycję w regionie i zaostrzyć rywalizację ze Stanami Zjednoczonymi? 
Protest przeciwko zamachowi stanu w Birmie
Protest przeciwko zamachowi stanu w BirmieFoto: Robert Bociaga Olk Bon/shutterstock

PAP Antony Blinken 1200.jpg
Relacje USA-Chiny. Czekają nas kolejne tarcia?

Posłuchaj
54:22 2021_03_30 22_04_50_PR3_Klub_Trojki.mp3 Birma, Bangkok, Hongkong. Azja protestuje (Klub Trójki)

Azja protestuje

– W ciągu dwóch miesięcy w protestującej Birmie zginęło ponad czterysta osób. W sobotę armia otworzyła ogień, zabijając ponad stu demonstrantów, w tym dzieci. Siła sprzeciwu rośnie od czasu aresztowania Aung San Suu Kyii, liderki ugrupowań przeciwnych wojsku. To nie jest jedyna odsłona protestów w tej części Azji. W Bangkoku demonstrowano przeciwko skorumpowanemu królowi, a protesty przeciwko Pekinowi w Hongkongu domknęło nowe chińskie prawo, w zasadzie odbierające temu miastu quasi-autonomię – usłyszeliśmy w "Klubie Trójki".

– Podczas jednej z demonstracji w Tajlandii uczestnicy mieli ze sobą banery nawiązujące do idei tzw. Sojuszu mlecznej herbaty, czyli luźnego zrzeszenia ruchów prodemokratycznych w Hongkongu, na Tajwanie, w Tajlandii, Indiach i Birmie. Wielu przyniosło portrety birmańskiej liderki Aung San Suu Kyii, a w tłumie widziano także birmańskich pracowników napływowych. Co się dzieje w Azji południowo-wschodniej? Co robią tam Chiny? – pytał w audycji Michał Żakowski. 

Co się dzieje teraz w BIRMIE? / ŚWIATOWA HISTORIA

Aung San Suu Kyi

– Junta nie była w stanie znieść Aung San Suu Kyii i postanowiła zakończyć trwający, quasi-demokratyczny eksperyment. Trzeba zaznaczyć, ze pozycja armii w tym układzie nie była zła. San Suu Kyia w sposób bardzo inteligentny odcinała armię od władzy, przywilejów i fruktów. Swoim działaniem nie przekraczała jednak pewnych granic. Wszystko to było w dalszym ciągu bardzo korzystne dla armii. Generałowie zaryzykowali dobry układ dla podjęcia zamachu stanu. Jest kilka interpretacji takiego stanu rzeczy. Podkreśla się, złe relacje międzyludzkie oraz polityczne "cośzacoś". Wiele osób zwraca również uwagę na to, że generałowie nie docenili siły ogromnego sprzeciwu społeczeństwa. Mieli nadzieję przeprowadzić delikatną korektę kursu i wrócić do układu, który obowiązywał pięć lat wcześniej. Tak się jednak nie stało. Wybuch gniewu w społeczeństwie ich zaskoczył. Nie wiemy dokładnie, dlatego zdecydowali się na taki krok. Widzimy jednak, że doprowadził on do powrotu pewnych postaw i stanowisk, które obowiązywały w społeczeństwie dziesięć lat temu – wyjaśniał doktor Michał Lubina z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 Wtedy układ wydawał się prosty. Byli dobrzy ludzie San Suu Kyii i źli generałowie znajdujący się po drugiej stronie barykady. Mimo że byli przeciwnikami, starali się wypracować taktyczne porozumienie. Zachód żył wtedy nadzieją, że dojdzie do demokracji. Wchodząc do polityki, Aung San Suu Kyi walczyła o władzę w Birmie. Chciała kontynuować dzieło swojego ojca, który wywalczył dla państwa niepodległość. Za wszelką cenę starała się zostać jego politycznie zgodną córką. Swój rozgłos wykorzystywała w walce z generałami, wzmacniając tym samym swoją pozycję – dodał ekspert.

Pucz w Birmie / Good Times Bad Times PL 

Najbliższa przyszłość

– Zanosi się na tragiczną sytuację kilku tysięcy młodych ludzi, którzy protestowali. Wielu z nich będzie musiało uciekać z kraju najszybciej jak to możliwe. W przeciwnym razie zostaną przemieleni przez te wielką, chińską maszynę. Nowe prawo działa brutalnie. Nie są to działania krwawe, ale ich efekt ma być mrożący. Chodzi w nim o kompletne zastraszenie populacji i zmuszenie do wyjazdu tych, którym się to nie podoba. Na granicy czeka kilka milionów osób, które chętnie zajmą miejsce wyjeżdżających. Pekin pogodził się z tym, że część osób opuści miasto. W ten sposób liczy na rozładowanie napięcia. To wszystko przyczyni się też do utworzenia ekonomicznych powiązań Hongkongu z Zatoką Perłową – mówił doktor Michał Bogusz z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Aung San Suu Kyi appears in Myanmar court on video - BBC News / BBC News

Działanie wojska

– Trudno sobie wyobrazić mniej subtelny sposób działania niż ten, który widzimy. O wojskowej juncie mówi się, że są wojownikami, nie politykami. Całe życie spędzili na wojnie z partyzantami na pograniczach dżungli i gór. Są bezwzględni. Nie ma dla nich różnicy między cywilem a partyzantem, więc traktują ich tak samo. Nie mają litości dla nikogo. W tym przypadku polityka jest przedłużeniem wojny. Stąd wynikają szokujące zagrania, takie jak to w Dzień Armii, kiedy to otworzyli ogień do swoich obywateli. W birmańskiej, wojskowej telewizji nadano komunikat, który zachęcał ludzi do tego, by nie wychodzili z domów, jeśli jest im miłe ich życie. Wszystko wyglądało groteskowo z miłą muzyką w tle. Tylko generałowie birmańscy mogą tak się zachować. Poza tym to oni mają broń i nie wahają się jej użyć – podsumował dr Michał Lubina.


***

Tytuł audycji: Klub Trójki
Prowadzi: 
Michał Żakowski
Goście: 
dr Michał Bogusz (Ośrodek Studiów Wschodnich), dr Michał Lubina (Uniwersytet Jagielloński)
Data emisji: 30.02.2021 
Godzina emisji: 22.04


Czytaj także

Dwie wojny. 10 lat konfliktu w Syrii i Libii

Ostatnia aktualizacja: 23.03.2021 23:00
W Damaszku dyktator utrzymał się przy władzy, Muammar Kaddafi został stracony przez rebeliantów. W Libii jest szansa na pokój, natomiast Syria cały czas znajduje się w ogniu zbrojnego konfliktu. 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Polska – wróg numer jeden Łukaszenki?

Ostatnia aktualizacja: 27.03.2021 14:06
- Polacy w propagandzie Łukaszenki funkcjonują jako piąta kolumna, separatyści dążący do oderwania zachodniej części kraju od Białorusi. Ta narracja ma uzasadnić, dlaczego reżim tak ostro postępuje z Polakami, mniejszością polską, czy też z opozycją, która jest łączona z tym rzekomym polskim separatyzmem – wyjaśnia Zbigniew Parafianowicz z działu zagranicznego "Dziennika Gazety Prawnej".
rozwiń zwiń