Anna Jantar o dłoń od kariery pianistki

Ostatnia aktualizacja: 01.06.2014 14:30
Gwiazda polskiej piosenki początkowo zupełnie inaczej planowała swoją karierę. Naprawdę nazywała się Anna Maria Szmeterling i od małego uczyła się gry na pianinie. O tym, dlaczego życie Anny Jantar potoczyło się zupełnie inaczej, opowiadała w "Trójkowym wehikule czasu" jej biografka - Mariola Pryzwan.
Audio
  • Mariola Pryzwan o nieznanych faktach z życia Anny Jantar (Trójkowy wehikuł czasu)
1976 rok. Anna Jantar podczas XIV Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu
1976 rok. Anna Jantar podczas XIV Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w OpoluFoto: PAP/CAF/Ryszard Okoński

Anna Szmeterling pochodziła z artystycznego, "wielkopolsko-kresowego" domu. - Te dwie kultury łączyły się w jej wychowaniu. Miała też starszego brata, który z kolei ciągnął ją w stronę poezji. Pisał wiersze i teksty piosenek, również dla siostry - opowiadała autorka książki "Bursztynowa dziewczyna. Anna Jantar we wspomnieniach" Mariola Pryzwan.

Mała Anna chodziła do szkoły muzycznej, była w klasie fortepianu. - Ale miała zbyt drobną dłoń, co było przeszkodą szczególnie w graniu jej ukochanego Chopina. Nie chciała być przeciętną pianistką, więc z tego zrezygnowała. Później myślała też o karierze aktorskiej, ale ostatecznie zdecydowała się na muzykę - opowiadała rozmówczyni Jerzego Sosnowskiego.

W 1969 roku artystka zaczęła śpiewać w zespole Waganci. Był to też początek jej znajomości z Jarosławem Kukulskim. - Znana jest opowieść o tym, jak babcia odprowadziła Annę do autokaru, którym ta miała jechać z Wagantami w pierwszą trasę koncertową. I kiedy starsza pani zobaczyła pierwszego chłopca, jej zdaniem godnego zaufania, przekazała wnuczkę z prośbą o opiekę. Chłopcem tym był Jarosław Kukulski i potraktował prośbę bardzo poważnie. Rok później byli już małżeństwem - mówiła Mariola Pryzwan.

W połowie 1972 roku Anna Szmeterling zaczęła funkcjonować już w świadomości publiczności i środowiska muzycznego jako Anna Jantar. To też czas, kiedy zdecydowała się na karierę solową.

Kiedy zginęła, miała 29 lat. Jej kariera, licząc od pierwszego wielkiego przeboju, zaśpiewanego pod pseudonimem Anna Jantar, trwała niespełna siedem lat. Debiutowała w zespołach big-bitowych, potem były jej najsłynniejsze piosenki, a tuż przed tragiczną śmiercią zaczęła niezwykle interesujące poszukiwania muzyczne, kosztując klimatów piosenki dramatycznej, rockowej, musicalowej... To te nagrania, w większości zapomniane (poza "Nic nie może wiecznie trwać") każą myśleć z melancholią, jak ważną postacią naszej estrady mogła się stać w następnej dekadzie...

Dlaczego Anna Szmeterling postanowiła zmienić nazwisko? Jakie były okoliczności jej tragicznej śmierci? Jakich planów artystycznych nie zdążyła zrealizować? O tym wszystkim usłyszeć można w nagraniu audycji.

Do słuchania "Trójkowego wehikułu czasu" w każdą sobotę między 15.00 a 16.00 zapraszają Agnieszka Obszańska i Jerzy Sosnowski.

W audycji nadaliśmy następujące piosenki (wszystkie po raz pierwszy w Wehikule):

1.       Polne Kwiaty: Po ten kwiat czerwony (1968) 2'41"

2.       Waganci: Razem z tobą (1971) 2'45"

3.       Anna Jantar: Tylko mnie poproś do tańca (1978) 4'53"

4.       Anna Jantar: Dlaczego nikt nie kocha nas (1979) 4'28"

5.       Anna Jantar (& Perfect): Spocząć (1979) 3'50"

6.       Budka Suflera: Słońca jakby mniej (1981) 4'51"

Do usłyszenia za tydzień!

(ei/mk)

Czytaj także

Anna Jantar - gwiazda pierwszej wielkości

Ostatnia aktualizacja: 10.06.2020 05:55
- Ania była osobą pogodną, szukającą jasnych stron życia w każdym jego momencie, w każdej sytuacji – mówił Andrzej Jaroszewski po tragicznej śmierci Anny Jantar.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Hybrydy. Bardziej "warszawkowatego" miejsca w stolicy nie było

Ostatnia aktualizacja: 25.05.2014 20:00
Przy ul. Mokotowskiej, w pałacyku, w którym przed stuleciem mieszkał Józef Ignacy Kraszewski, znalazł w roku 1957 siedzibę klub studencki. Za jego nazwę przyjęto tytuł jednej z powieści Kraszewskiego - Hybrydy. Opowiada o nim gość audycji "Trójkowy wehikuł czasu" Sławomir Rogowski.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jerzy Sosnowski demistyfikuje dekadę lat 60.

Ostatnia aktualizacja: 30.05.2014 02:56
- Były wówczas bandy na osiedlach i milicja, która robiła, co chciała. Odbywały się nieustające akademie ku czci przyjaźni polsko-radzieckiej, a za niewłaściwe poglądy szło się do więzienia - mówi Jerzy Sosnowski, który tym razem był gościem "Klubu Trójki". Dziennikarz wydał właśnie książkę "Spotkajmy się w Honolulu".
rozwiń zwiń