Nie tylko "Dziewczyna o perłowych włosach"

Ostatnia aktualizacja: 13.02.2012 16:00
- W latach siedemdziesiątych przed Węgierskim Instytutem Kultury w Warszawie ustawiały się kolejki po nowe płyty Omegi czy Lokomotiv GT - wspomina w "Trójkowym wehikule czasu" Wojciech Maziarski.
Audio
Węgierska grupa OMEGA, 2010
Węgierska grupa OMEGA, 2010Foto: fot. Wikimedia Commons/Jarba/lic. CC

Pejzaż dźwiękowy PRL-u lat 70. byłby niekompletny, gdyby nie wspomnieć o ówczesnej miłości Polaków do węgierskiego rocka. W 1974 roku podczas polskiej trasy koncertowej dwóch grup: węgierskiej Omegi oraz naszego SBB, polski zespół, okrzyknięty wtedy rewelacją sezonu, występował PRZED Omegą (czyli to Omega zajmowała pozycję gwiazdy; co prawda na Węgrzech byłoby odwrotnie). Tamtejsi wykonawcy mieli tutaj rzeszę fanów, którzy cenili ich prawie na równi (a w paru przypadkach rzeczywiście na równi) z zespołami z Zachodu. Dlaczego?

- To było okno na zachodnie trendy kulturowe reprezentowane w obrębie bloku wschodniego - wyjaśnia hungarysta i redaktor naczelny tygodnika "Newsweek Polska" Wojciech Maziarski. - U nas po 1968. roku panował zamordyzm, nie było polskiego rocka ani dostępu do muzyki anglosaskiej. Na Węgrzech wręcz przeciwnie: epoka Kadarowska oparta była na zasadzie "kto nie jest przeciw nam, ten jest z nami". Nowoczesny hard rock bez zaangażowanych politycznie tekstów był więc akceptowany.

I pod postacią koncertów oraz płyty importowany do PRL. Wojciech Maziarski oraz, prowadzący audycję, Jerzy Sosnowski wspominają podział polskiej młodzieży na fanów Lokomotiv GT oraz Omegi, a także legendarne wydanie czwartego albumu omegi w metalowym opakowaniu (po latach okazało się, że po prostu... zabrakło papierowych kopert).

W "Trójkowym wehikule czasu" zabrzmiały utwory o tak egzotycznych tytułach, jak "Szólj rám ha hangasan énekelek", "Varázslatos, fehér kő", czy "Gyöngyhajú lány", a także obszerny fragment kultowego musicalu "Zmyślony raport z amerykańksiego festiwalu muzyki pop". Rzecz z muzyką Omegi oparta został na powieści Tibora Déry - słynnego węgierskiego prozaika i opozycjonisty. Pod płaszczykiem tragicznej intrygi miłosnej musical (i powieść) nawiązywały do losow narodu węgierskiego po 1956 roku. Nic dziwnego, że w kraju o niespełna dziesięciomilionowej populacji spektakl ten obejrzało... dziesięć milionów osób.

Audycję wzbogaciły archiwalne nagrania radiowe dokumentujące oficjalną przyjaźń polsko-węgierską oraz wizytę zespołu Omega w Warszawie w 1975 roku. Posłuchajcie.