Francusko-turecka gra o Libię

Ostatnia aktualizacja: 27.06.2020 16:14
Po incydencie na Morzu Śródziemnym wzrasta napięcie na linii Paryż-Ankara. Turecki okręt miał zaatakować jednostkę francuską. Prezydent Macron mówi o niebezpiecznej grze Turcji. O co chodzi w tym konflikcie?
Libia, zdjęcie ilustracyjne
Libia, zdjęcie ilustracyjneFoto: Shutterstock.com/Plamen Galabov

Turecka interwencja w Libii doprowadziła do wzrostu napięć między Paryżem a Ankarą. Francja obawia się szczególnie, że doprowadzi ona do pojawienia się kolejnej fali uchodźców – piszą w piątek francuskie media.

Posłuchaj
50:16 2020_06_27 15_07_58_PR3_Swiat_i_ludzie.mp3 Czy konflikt Turcji i Francji zagraża stabilności NATO? (Świat i ludzie/Trójka)

 

"Le Figaro" pisze, że największe obawy Francji wynikają z tego, że prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan Erdogan będzie miał kontrolę na Libią, którą dziennik nazywa drugim, po Syrii, "kranem z emigrantami" do zalania Europy.
Radia France Info i RFI przypomniały w piątek rano niedawny incydent między francuską fregatą a okrętami tureckimi na Morzu Śródziemnym. Francuscy marynarze, podejrzewając, że okręt turecki, łamiąc embargo, wiezie broń do Libii, próbowali dokonać inspekcji, na co turecka jednostka odpowiedziała przygotowaniami do ostrzału fregaty.

– Nie ma tu mowy o konflikcie zbrojnym. To raczej incydent. Dochodzi do niego jednak między dwoma członkami NATO, co jest bardzo symptomatyczne. Ważniejsze są te deklaracje. Obie strony używają wobec siebie bardzo ostrego języka, co wynika z tego, że te kraje są w basenie Morza Śródziemnego mocarstwami regionalnymi i rywalizują. Libia jest jednym z ważnych obszarów tej rywalizacji. Turcja wspiera rząd w Trypolisie i jest to bardzo znaczące: oprócz marynarki wojennej są tam oficerowie, którzy szkolą wojska, najemnicy i drony. Bez tego wsparcia rząd by się nie utrzymał i nie mógłby przejść do kontrofensywy – mówi Adam Balcer, politolog z OSW.

Eksperci mówili w programach RFI oraz France Info, że głębszą przyczyną napięć jest umożliwiona przez Ankarę ofensywa sił rządu jedności narodowej na Syrtę, kontrolowaną przez samozwańczą Libijską Armię Narodową (ANL) generała Chalify Haftara. Turcja wydaje się być dzięki temu o dwa kroki od roponośnych terenów zwanych "naftowym półksiężycem", do których kluczem jest to miasto.

Haftar popierany był po cichu przez Francję, ponieważ zwalczał islamistów i w miarę skutecznie panował nad przemytem migrantów przez Libię do Europy.

Tymczasem na arenie międzynarodowej za legalną władzę uznawany jest rząd jedności narodowej (GNA) Fajiza Mustafy as-Saradża, ustanowiony w 2015 roku i popierany również przez ONZ.

Cytowany przez "Le Figaro" Tarek Megerisi z think tanku ECFR uznał, że "Francja lepiej niż ktokolwiek powinna była wiedzieć, że Haftar to nie jest koń, na którego należy stawiać. Nie jest on ani wielkim generałem, ani dobrym strategiem".

Również w "Le Figaro" dziennikarka Isabelle Lasserre ocenia jednak, że Paryż niepokoi to, iż ingerencja Turcji w konflikt libijski zmieniła układ, dała bowiem przewagę rządowi Saradża nad siłami Haftara, którego popierają Rosja, Egipt i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Według Lasserre "taka zmiana stosunków siły nie leży w interesie bezpieczeństwa Francji i Europy".
Komentatorka uważa, że Turcja, przy pomocy Bractwa Muzułmańskiego, pragnie wskrzesić Imperium Osmańskie w regionie, a w Syrcie "położyć rękę na bogatych polach libijskiej nafty".

– Na pewno, jeśli dochodzi do incydentów między dwoma członkami NATO, to nie może być mowy o wzmacnianiu się Paktu. Za wcześnie jednak, by absolutyzować to, co się wydarzyło. Między Turcją i Rosja dochodziło już, nawet poza Libią, do dużo poważniejszych incydentów ale strony dochodziły do modus vivendi. Francja nie jest najważniejszym rywalem Turcji na terenie Libii. To przede wszystkim spór turecko-rosyjski – dodaje Michał Potocki z "Dziennika Gazety Prawnej".

"To jednak sprawa migrantów przedostających się przez Libię jest pierwszym zmartwieniem francuskich władz, dostających z tego powodu zawrotu głowy. Stając się dominującym aktorem militarnym w Libii, Syria będzie mogła lada moment sterować drugim kranem z emigrantami w regionie i podwoić zdolność szantażowania UE" – pisze dziennikarka "Le Figaro".

Lasserre przypomina też niedawną wypowiedź francuskiego ministra spraw zagranicznych Jean-Yves’a Le Driana: "Nie można się zgodzić na to, by uchodźcy służyli Turcji jako środek nacisku na nas".

Zapraszamy do wysłuchania audycji, w której również:

  • Wybory parlamentarne w Serbii i przygniatające zwycięstwo partii prezydenckiej;
  • Czy Białorusini mają już dość Aleksandra Łukaszenki?
  • Już od 19 lat USA prowadzą wojnę z terrorem. Czy amerykanie są bliżej zwycięstwa?

***

Tytuł audycji: Świat i ludzie
Prowadzi: 
Michał Żakowski
Goście: Adam Balcer (politolog, analityk ds. Bałkanów i Turcji Ośrodka Studiów Wschodnich), Michał Potocki ("Dziennik Gazeta Prawna")
Data emisji: 27.06.2020
Godzina emisji: 15.08

IAR/ml

Czytaj także

Co dla amerykańskiej demokracji oznacza impeachment Donalda Trumpa?

Ostatnia aktualizacja: 21.12.2019 16:15
Postawienie przez Izbę Reprezentantów USA prezydenta Donalda Trumpa w stan oskarżenia całkowicie zdominowało amerykańskie media. Większość z nich zgadza się, że jest to historyczne wydarzenie, ale wskazuje na nikłe szanse na usunięcie prezydenta z urzędu przez Senat.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Co zapamiętamy z mijającego roku 2019?

Ostatnia aktualizacja: 28.12.2019 16:00
– Mijający rok widzę jako naciąganą strunę, która nie może pęknąć – przyznała Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w ostatnim w 2019 roku "Raporcie o stanie świata" . 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Bliski Wschód po zabójstwie Solejmaniego. "Irak stał się polem rozgrywek irańsko-amerykańskich"

Ostatnia aktualizacja: 04.01.2020 16:03
– Generał Ghasem Solejmani to bardzo ważna postać w irańskim establishmencie. Powiedziałbym, że był drugą osobą po Chameneim, nie prezydent. Prezydent jest do spraw administracyjnych i rządu. Solejmani scementował obecność irańską na Bliskim Wschodzie z wykorzystaniem milicji budowanych na lokalnych milicjach szyickich – ocenia Jan Natkański, były ambasador Polski w Egipcie i Sudanie. 
rozwiń zwiń