Płyta "Transoriental Orchestra" ujrzała światło dzienne dokładnie w dniu urodzin jej autorki, czyli 5 listopada. Kayah przyznała w Czwórce, że usłyszymy tam zarówno brzmienia bałkańskie, perskie, słowiańskie, czy afrykańskie, jak i żydowskie. Wokalistka zaś śpiewa m.in. po hebrajsku, w jidysz, ladino i arabsku. - Muzyczną podróż rozpoczynamy od Półwyspu Iberyjskiego, potem przez Andaluzję przenosimy się do Maroka, i dalej, do Izraela. Ale język polski również można usłyszeć na płycie - mówi wokalistka. -To nowatorski projekt, łączący wiele grup etnicznych i dialektów. Ich wspólnym mianownikiem jest dobra muzyka, oraz historia ludzkich sentymentów i emocji.
Kayah przyznaje, że pracując nad tak różnymi utworami, dowiedziała się wiele o świecie i o sobie samej. - Okazało się, że potrafię się sprawdzić w nieznanych sobie rejonach, i że one mnie fascynują - mówi wokalistka. - Nie sądziłam, że uda mi się odnaleźć w bardzo skomplikowanych rytmach, a prawdziwym wyzwaniem było śpiewanie w tylu różnych językach… Ale poległam na hebrajskim - dodaje ze śmiechem.
Impulsem do rozpoczęcia pracy nad materiałem okazało się zaproszenie do występu na festiwalu Warszawa Singera. Jak przyznaje kayah, efektem pracy jest płyta trudna, zmuszająca słuchacza do refleksji. - To nie są utwory "pod nóżkę" - pointuje wokalistka w "Ex Magazine". - Ale wszystko, co robię, adresuję do ludzi przez duże "L", ludzi z sercem i szczególną wrażliwością.
Czy krążkiem "Transoriental Orchestra" Kayah chce zdobyć świat? - Nie wiem, mam do tego dużo dystansu - mówi wokalistka. - Ta płyta ma ogromny potencjał i może coś się wydarzy, ale nie chcę nic mówić "na pewno". Warto jednak promować polską sztukę poza granicami naszego kraju, a ja zawsze miałam tendencję do przebijania głową muru i umożliwiania innym artystom wkraczania na nowe drogi. Może więc, jeśli mnie udałoby się "wyjść poza nasze granice", udałoby się także innym.
(kd)