Były szef Biura Ochrony Rządu wspomina funkcjonariuszy BOR, którzy zginęli w katastrofie prezydenckiego TU-154 M.
- Wszystkich ich przyjmowałem do służby. Do BOR-u jest bardzo trudno się dostać, jest ostra selekcja i były nawet żarty, że jest cała szuflada oczekujących. Trzeba posiadać odpowiednie warunki i poza doskonałym wyszkoleniem fizycznym, trzeba także posiadać odpowiednie cechy psychiczne jak m.in. odporność na stres. Jest cały szereg warunków, które trzeba spełnić, by móc zostać funkcjonariuszem BOR - mówi gen. Mirosław Gawor.
- My mówimy w BOR, że tego zawodu nie da się nauczyć na podstawie podręczników. Tego zawodu uczy się od starszych kolegów. I dopiero później jest się delegowanym do wykonywania obowiązków służbowych w tzw. grupach obronnych przy prezydencie, premierze i innych ważnych osobach w państwie - dodaje Mirosław Gawor.
W katastrofie samolotu zginęli:
- ppłk Jarosław Florczak,
- kpt. Dariusz Michałowski,
- por. Paweł Janeczek,
- ppor. Piotr Nosek,
- st. chor. Artur Francuz,
- chor. Jacek Surówka,
- chor. Paweł Krajewski,
- chor. Marek Uleryk,
- mł. chor. Agnieszka Pogródka–Węcławek.
*
Krzysztof Grzesiowski: W naszym studiu były szef Biura Ochrony Rządu Mirosław Gawor. Dzień dobry, panie generale.
Gen. Mirosław Gawor: Dzień dobry panu.
K.G.: Znał pan ich wszystkich?
M.G.: Wszystkich przyjmowałem do służby.
K.G.: Jacy byli? Tak jak powiedział gen. Janicki?
M.G.: Oczywiście, że tak. No cóż tutaj można dodać jeszcze w takiej chwili? Jest jakby sprawą powszechnie wiadomą, że by dostać się do Biura Ochrony Rządu, bo my zawsze żartowaliśmy, zresztą to był taki żart, który znajdował pełne potwierdzenie w rzeczywistości, że w BOR-ze jest zawsze pełna szuflada oczekujących, żeby przejść selekcję i zostać funkcjonariuszem Biura Ochrony Rządu, trzeba spełnić określone warunki. I poza znakomitym wyszkoleniem fizycznym, trzeba jeszcze do tego posiadać odpowiadać odpowiednie cechy psychiczne, odpowiednią odporność, odporność na stres. Tak że to jest cały szereg powiedziałbym warunków, które trzeba spełnić. To jest po pierwsze. Po drugie po przejściu okresu szkolenia, bo w tej, jak my to określamy, firmie tego zawodu nie da się nauczyć na podstawie podręczników. Tego zawodu uczy się od starszych kolegów i tutaj nabywając doświadczenie, korzystając czy czerpiąc z ich doświadczenia i później jest się delegowanym do wykonywania obowiązków służbowych w tzw. grupach ochronnych, które pracują przy prezydencie, premierze, marszałkach sejmu, senatu, delegacjach zagranicznych i ichże odpowiednikach.
No i to byli wszyscy chłopcy, którzy już ten etap mieli za sobą bądź byli w trakcie. Bycie w bezpośredniej ochronie prezydenta czy premiera po pierwsze – że jest to przede wszystkim zaszczytem, jest to taka powiedziałbym nieformalna, bo ja zawsze unikałem tego słowa, elita Biura Ochrony Rządu, ponieważ my jesteśmy służbą, która działa zespołowo, to ma być zespół, to ma być dobrze pracująca, naoliwiona maszyna, która zafunkcjonuje jako całość. Dla nas wszystkich oczywiście ogrom tego... jeden oficer ochrony nie poradziłby sobie z takim zadaniem. Większość z tych chłopaków już spełniała rolę instruktorów, mogła być wychowawcami młodszego pokolenia, dlatego część z nich jest mi znanych bardzo dobrze, bo z częścią z nich pracowałem przez dłuższe lata, a z częścią z nich pracowałem krócej. W związku z tym jakby są mi mniej znani. Ale tutaj w zasadzie o każdym z nich można powiedzieć, zaczynając od początku: Florek, bo bardziej w Biurze Ochrony Rządu posługujemy się nie nazwiskami, nie imionami, tylko... można to interpretować różnie, czy to jest przydomek, czy to jest ksywa, bo to jest po prostu łatwiejsze do kontaktu, do transmisji radiowej, bo tamci chłopcy są na stałe na łączności radiowej i po prostu to skraca tę transmisję, a poza tym buduje pewne więzi. Poza tym to, co już wspomniałem, że te zespoły działają na zasadzie wzajemnego zaufania. Mimo tego, że jest to firma zhierarchizowana, jednostka zhierarchizowana, to tam się działa na podstawie wzajemnego zaufania, tam jeden musi polegać na drugim i być pewnym tego, co on może zrobić, na co można liczyć. I tutaj zaczynając od góry: Florek, podpułkownik Florowski – to był taki chłopak, który wcześniej pracował w zespole ochronnym u prezydenta Kwaśniewskiego, później, trzy lata temu czy cztery, jak się zaczęło nie najlepiej dziać w Biurze Ochrony Rządu, po prostu odszedł ze służby i dwa lata temu wrócił, dwa lata temu wrócił, sprawdzał się już w roli oficera odpowiedzialnego za zabezpieczenie i przygotowanie zabezpieczenia całości operacji. On trzy dni wcześniej był z premierem Tuskiem tam, w tym miejscu.
K.G.: Ale tę listę, którą cytowałem przed chwilą, hierarchicznie rzecz biorąc, od najstarszego stopniem, czyli od podpułkownika...
M.G.: Mogę się wtrącić?
K.G.: Tak.
M.G.: To znaczy najstarszy stopniem i hierarchicznie to był biskup polowy Tadeusz Płoski. On przez pięć lat...
K.G.: Uwzględniamy.
M.G.: ...przez pięć czy sześć lat był również „borowikiem”.
K.G.: Ale kończy tę listę młodszy chorąży Agnieszka Pogródka-Węcławek. Kobieta, jedyna kobieta.
M.G.: Tak, tutaj jest jakby pewne przekłamanie, to, co poszło w informacjach publicznych, bo ona osiem lat to ona była w służbie, ale pracowała w Biurze Ochrony Rządu znacznie dłużej, pracowała jako cywil, jako pracownik cywilny, była sekretarką, dokształcała się. I po skończeniu szkół, kursów została skierowana na stewardessę. I teraz sprawa jest dla nas wszystkich oczywiście... ogrom tego jest nieszczęściem, jest tragedią, ale przychodzą do Biura Ochrony Rządu, godząc się na tę służbę, każdy z nas godzi się na tego typu ryzyko, każdy z nas podejmował to ryzyko i wszyscy nowi, którzy będą przychodzili, też będą się musieli z tym pogodzić, bo inaczej nie da się tam pracować. Zresztą kodeks oficera Biura Ochrony Rządu mówi, że jeżeli zawiodą wszystkie inne możliwości, to ma ratować życie, używając własnego ciała czy zasłaniając osobę ochranianą własnym ciałem.
K.G.: Chyba ważne jest to, co powiedział generał Mariusz Janicki parę minut temu, że wszyscy, którzy byli na pokładzie tego samolotu, delegacja, oni tam mogli być, a funkcjonariusze BOR-u musieli być, bo to jest ich praca, tak? To jest taka służba.
M.G.: To jest ich praca, to jest taka służba. Poza tym ja sam tym samolotem leciałem pewnie ponad sto razy. Ja w tym miejscu byłem kilka razy w Smoleńsku, ja to miejsce znam, dlatego tak jak zacząłem mówić, że każdy z nas godząc się na tę służbę, podejmuje takie ryzyko. No i po tych tragicznych wydarzeniach w Iraku, kiedy w Biurze Ochrony Rządu został posadowiony olbrzymi kamień zwieńczony orłem, na którym jest umieszczone nazwisko porucznika, który zginął wtedy w tym zamachu irackim, cała rodzina BOR-owska myślała czy miała nadzieję, że długo, długo nie trzeba będzie tej listy uzupełniać.
K.G.: A tu trzeba będzie aż o tyle nazwisk. Dziękujemy bardzo, panie generale.
M.G.: Dziękuję.
(J.M.)