Prywatnie pogodny i uśmiechnięty, budził postrach wśród Amerykanów i Meksykanów. Człowiek o życiorysie naznaczonym osobistymi tragediami stał się legendą Dzikiego Zachodu i wraz z nim umarła część tego niezwykłego świata.
17 lutego 1909 roku zmarł Goyahkla, co w języku Apaczów oznacza "Ten, który ziewa", lepiej znany pod przydomkiem Geronimo, przywódca ostatniego zrywu wojennego Indian Ameryki Północnej.
Geronimo przyszedł na świat 16 czerwca 1829 roku na pograniczu amerykańsko-meksykańskim (dzisiejsze stany Nowy Meksyk i Arizona). Pochodził z plemienia Apaczów.
- Apacze, wbrew temu, co czytaliśmy u Karola Maya, to nie było plemię pokojowe, mieszkające w stałych domostwach - mówiła prof. Ewa Nowicka w audycji poświęconej sylwetce Geronimo. - Apacze, wraz z Nawahami, przybyli na te tereny dosyć późno, ok. 700 lat temu, z chłodnych lasów Kanady (…) Dużą rolę w ich życiu odgrywali wodzowie wojenni.
Takim wodzem stał się Geronimo w 1858 roku. Wówczas to meksykańscy żołnierze dokonali masakry rodzinnej wioski legendarnego Indianina. Zginęła cała rodzina Geronimo: żona i trójka małych dzieci. Osobista tragedia napędziła jego wolę walki z meksykańskimi, a później amerykańskimi żołnierzami na niemal 30 lat.
Geronimo (pierwszy z prawej) i jego wojownicy w 1886 roku, fot.Camillus S. Fly, źr. Wikimedia Commons/dp
Nieustraszony i sprytny
- Przede wszystkim zasłynął tym, że był nieustraszony. Po drugie tym, że był niesłychanie sprytny. To był człowiek, który umiał wspaniale okłamywać przeciwnika - wyjaśniała legendę wodza Apaczów prof. Ewa Nowicka.
Kilkakrotnie trafiał do niewoli gen. George'a Crooka, ale udawało mu się z niej uciec, by ponownie chwycić za broń. Ostatni raz poddał się 4 września 1886 roku gen. Nelsonowi Milesowi. Wraz z innymi Apaczami deportowano go na Florydę, stamtąd przewieziono do Alabamy, po czym ostatecznie osadzono w tzw. Terytorium Indiańskim (obecna Oklahoma) – specjalnie wydzielonej strefie, która miała być zamieszkiwana wyłącznie przez rdzennych mieszkańców Ameryki.
Na zdjęciu: Geronimo u kresu życia, źr. Wikimedia Commons/dp
Budowniczy własnej legendy
Tam niegdysiejszy postrach białych wiódł życie farmera. Zajął się uprawą melonów i kukurydzy. Tam też zajął się budowaniem własnej legendy: dyktował swoją biografię, pozował do fotografii i portretów, był obecny przy inauguracji kadencji prezydenta Theodore’a Roosvelta i rozdawał autografy podczas Wystawy Światowej w 1904 roku.
- To był człowiek dobry. Kochał dzieci, był przywiązany do rodziny, był schludny i nie znosił brudu - mówił na antenie Polskiego Radia Aleksander Sudak, autor książek o tematyce indiańskiej.
Smutny koniec legendy Dzikiego Zachodu
- Geronimo właściwie nie mógł się zmienić - wyjaśniała prof. Ewa Nowicka. - Nie było czegoś pośredniego między życiem wojownika, myśliwego, a życiem, które proponowali biali.
Być może to właśnie odejście od tradycyjnego koczowniczego trybu życia wpędziły Geronimo na starość w uzależnienie od hazardu i alkoholu. Ostatecznie to właśnie "woda ognista" przyniosła mu zgubę: pijany spędził noc na mroźnym deszczu i zmożony gorączką zmarł 17 lutego 1909.
Posłuchaj audycji "Geronimo - ostatni walczący Apacz".
bm