Dziennikarz mówił w audycji "Świat w Jedynce", że sytuacja Ukraińców mieszkających przy granicy z Rosją jest bardzo skomplikowana. Część z nich pracuje w Rosji. Dlatego ewentualny konflikt zbrojny byłby dla nich tragedią.
- Ludzie nie robili na mnie wrażenia, że obawiają się wkroczenia wojsk. Bardziej boją się, że na granicy powstanie mur taki jak był w Berlinie. Dla nich to dramatyczna sytuacja - mówił Henryk Jarosz.
Wojna, czy demonstracja siły? [relacja] >>>
Według niego, nie jest też prawdą, że takie miasta jak Donieck dążą do przyłączenia do Rosji. By udowodnić swoją tezę korespondent podał proste dane: w Doniecku mieszka około miliona osób, na prorosyjskie demonstracje przychodziło co najwyżej 5 tysięcy mieszkańców. Jarosz uważa, że wobec tego aneksja wschodniej Ukrainy przez Rosję nie wydaje się sprawą tak prostą, jak to było w przypadku Krymu, gdzie większość ludzi była za włączeniem w skład Federacji Rosyjskiej.
Korespondent ARD mówił, że mieszkańcy wschodniej i południowej Ukrainy dążą do federacji. - Chcą sami decydować o tym, jak mają być wydawane ich pieniądze i kto zarządza ich rejonem, dlatego chcą oderwania od Kijowa - przekonywał gość Michała Żakowskiego.
Kryzys na Ukrainie: serwis specjalny >>>
W połowie marca Rosja dokonała aneksji Krymu. W wygłoszonym w tamtych dniach orędziu prezydent Rosji mówił, że po upadku ZSRR naród rosyjski stał się jednym z najbardziej rozdzielonych narodów świata. - Miliony ludzi położyły się spać w jednym państwie, a obudziły w innym, stając się mniejszością narodową. Naród rosyjski stał się jednym z największych, jeśli nie największym rozdzielonym narodem na świecie - podkreślił.
Zapowiedział, że Rosja zawsze będzie bronić interesów rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy metodami politycznymi, dyplomatycznymi i prawnymi. - Ale to Ukraina powinna być zainteresowana tym, aby prawa i interesy ludzi były szanowane. Stanowi to rękojmię stabilności, ukraińskiej państwowości i terytorialnej integralności państwa - pouczał swoich sąsiadów.
Przejęcie półwyspu nie zakończyło rosyjskich manewrów wojskowych przy zachodniej granicy. Zdaniem amerykańskiego Pentagonu w tych regionach skoncentrowano około 30 tysięcy wojsk, gotowych do ataku w każdym momencie. Rząd w Kijowie mówi nawet o 100 tysiącach żołnierzy stacjonujących po rosyjskiej stronie granicy.
Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!
(asop, pg)