Ruch hipisowski to ogromna przemiana społeczna, kulturowa i obyczajowa. Hasła wolności, miłości i wolnej miłości. Dziś hipisi wielu kojarzą się z hasłami pokoju na świecie, kolorowymi ubraniami, długimi włosami, LSD i lekkim podejściem do życia. Ruch hipisowski to też muzyka, która stała się genialnym nośnikiem tamtych idei. O jednym z najlepszych twórców tego czasu: amerykańskim wokaliście, gitarzyście i kompozytorze - Jimim Hendrixie w Czwórce opowiada Zbigniew Hołdys.
- Jimi Hendrix nigdy nie trzymał się ustalonej aranżacji. Zawsze dokonywał włamania do obowiązujących zasad - mówi Hołdys.
Zasady łamali też polscy hipisi, którzy buntowali się przeciwko tzw. małej stabilizacji gomułkowskiej. - Ruch hipisowski w Polsce pojawił się pod koniec lat 50. Jego członkowie, osoby z nim związane, buntowali się przeciwko rzeczywistości tamtych lat - mówi Kamil Sipowicz, historyk, filozof, artysta, poeta, autor książki "Hipisi w PRL-u". - Nie zgadzali się na małe mieszkanko w bloku, mały samochodzik, regularne wizyty w kościele, obowiązek pracy czy nauki. Chcieli się od tego uwolnić i żyć według własnych zasad, czy według własnego braku zasad.
Wbrew pozorom komuny hipisowskie musiały być podporządkowane pewnym normom działania. Jak podkreśla gość "Ściągi z Popkultury" paradoksalnie przetrwały tylko te komuny dzieci kwiatów, które założyli ludzie najbardziej uporządkowani. - Wolność musiała być jakoś ograniczona, musiały istnieć jakieś zasady - mówi Kamil Sipowicz. - Pewne elementy organizacji są zawsze potrzebne, nawet w komunie hipisowskiej.
Gość Niny Karczmarewicz podkreśla, że polski ruch hipisów, siłą rzeczy, różnił się od amerykańskiego. Zaczynając od rzeczywistości politycznej, w której funkcjonowali hipisi z USA i Europy Zachodniej, a ci zza Żelaznej Kurtyny, po środki odurzające, po które sięgali, by osiągnąć stan nirwany.
(pj/kd)