Czwórka
Joanna Łopat
01.10.2013
"Wanna z kolumnadą" - ważna książka o nieważnych dla Polaków sprawach
- Osiemdziesiąt dwa procent Polaków uważa, że ich okolica jest ładna. To dane CBOS. Ja mam inne wrażenie. Jestem w pozostałych osiemnastu, wśród tych, którzy zdają sobie sprawę z problemu - mówi Filip Springer, autor książki "Wanna z kolumnadą".
Fragment okładki książki Filipa Springera pt."Wanna z kolumnadą"materiały prasowe/ Wydawnictwo Czarne
Posłuchaj
-
Filip Springer mówi o polskiej przestrzeni i "Wannie z kolumnadą" (Stacja Kultura/ Czwórka).
Czytaj także
Dla wielu ludzi estetyka nie jest istotna. Od brzydoty nie umrzemy. Dlatego Filip Springer twierdzi, że "ta książka nie jest ważna". - Zdaję sobie sprawę z tego, że nie zrewolucjonizuję naszego myślenia o przestrzeni - mówi Filip Springer.
Ale z tego pozornie nieinteresującego nikogo problemu, powstała opowieść o kraju, w którym żyjemy i ludziach, którzy tworzą naszą rzeczywistość. Trochę straszną, ale i czasami śmieszną. Straszne są informacje, które przywołuje autor.
- W polskich ministerstwach kompleksowym myśleniem o urbanistyce zajmuje się siedem – dziesięć osób. W Wielkiej Brytanii natomiast nad ładem przestrzennym pracuje siedmiuset urzędników. Mamy ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, ale nikt nie myśli kompleksowo.
To zaskakujące jeśli uświadomimy sobie, że polska ustawa o planowaniu przestrzennym sprzed wojny była wzorem dla niemieckich urbanistów. - Oni korzystali z tego wzorca. W Polsce, po wojnie, stworzono plany centralne, natomiast po 1989 roku w ogóle zrezygnowano z planowania - wyjaśnia reporter.
Dlatego w opowieści Filipa Springera ład przestrzenny, to coś "o czym każdy w Polsce słyszał, ale nikt od dawna tego nie widział". Widzimy natomiast dominujące wszędzie pastelowe kolory.
- Ukochaliśmy sobie ten kolorek. Bo w Polsce kolorowo znaczy ładniej. Dlatego gdy dzwoniłem do spółdzielni z pytaniem: dlaczego jest różowo? Większość ludzi była dumna z tego wyboru - wspomina Filip Springer.
Okazuje się, że wyboru koloru dokonują nie architekci, ale panie w sekretariacie. Bo tak jest taniej. A od pomalowania na różowo katastrofy budowlanej nie będzie. - Nie da się ukryć - żartuje Filip i dodaje, że przy okazji dowiedział się, że na bloku z piramidami, mają być jeszcze domalowane wielbłądy.
- Te rozmowy były dla mnie lekcją pokory. Nie ma co się śmiać. Większości się to podoba. Mi się nie podoba. Ale kimże ja jestem, żebym miał narzucać innym swoje zdanie - wyznaje gość audycji "Stacja Kultura".
jl