Pracująca jako stewardessa od osiemnastu lat Joanna Bajer-Korneli dość późno zdecydowała, że właśnie to jest jej powołaniem. Do 16. roku myślała, że będzie stomatologiem. - Wtedy jednak mój tata, który był kapitanem w jednej z linii lotniczych, zabrał mnie na tydzień do Dubaju. Wówczas zorientowałam się, że dla stewardessy największym problemem jest znalezienie wolnego leżaka przy hotelowym basenie, albo to, jakie kolczyki kupić. I pomyślałam, że plomby i koronki to nie dla mnie - opowiedziała w "Audycji nr 1". Jeszcze jednym aspektem, który okazał się być decydujący, był fakt, że ludzie pracujący jako obsługa w samolotach mają niemal nieprzerwane wakacje w przeróżnych częściach świata.
Praca stewardessy to jednak nie tylko same przyjemności i profity. Zdarzają się też momenty, do których nie wraca się z uśmiechem. - Przeżyłam tsunami na Malediwach i to były prawdziwe chwile grozy, duży stres. O ile w samolocie czuję się pewnie i spokojnie, to czasem na ziemi, podczas podróży, dzieją się naprawdę niemiłe rzeczy - wyjaśniła.
PRZECZYTAJ: Katarzyna Tomiak - kobieta za sterami myśliwca <<<
Nie brakuje oczywiście sytuacji, w których pasażerowie zachowują się niewłaściwie. Część z nich po nadmiernym spożyciu alkoholu robi się agresywna, inni z kolei zaczynają się zanadto spoufalać. Jak stewardessy wtedy reagują? - Dajemy radę! Lata praktyki i doświadczeń. Czasem wystarczy po prostu uśmiech i podejście z humorem, czasem trochę więcej cierpliwości. Zresztą takich pasażerów nie jest wcale wielu - ucięła krótko Bajer-Korneli.
Więcej o specyfiki pracy stewardessy - w nagraniu "Audycji nr 1".
ac/kd