Według danych Bisnode Polska, w naszym kraju działa ok. 21 tysięcy tzw. second-handów, czyli sklepów z używaną odzieżą. Z badania TNS OBOB zaś wynika, że używane ubrania kupuje regularnie 42 procent, a sporadycznie - 13 procent Polaków.
- Przez większość dni mamy tłumy, kolejki są cały czas. Apogeum następuje w soboty, wówczas pojawia się najwięcej klientów - mówi Monika Sprawka, kierownik jednego z takich sklepów w Lublinie. - Przychodzą do nas ludzie w bardzo różnym wieku, zarówno starsi, jak i zupełnie młodzi.
Jak przyznają stylistki Anna Marciniak, Magdalena Potok, moda na kupowanie odzieży w drugim obiegu nie powraca - ona po prostu nigdy nie minęła. I choć niska cena ubrań w takich miejscach jest jednym z argumentów, Polakom, którzy tam przychodzą, najwyraźniej chodzi nie tylko o nią. - Kiedyś lubiliśmy wyglądać tak samo, wszyscy ubierali się więc w czarne swetry. Dziś ludzie chcą mieć niepowtarzalne rzeczy, nosić się ciekawie, niebanalnie i kolorowo. Duże, sieciowe sklepy im tego nie zapewniają, więc pozostają second-handy - mówią goście "4 do 4".
(kd/pj)