Podaruj życie

Jedynka
Iza Mazurek 13.10.2010
Punkt pobrań krwi
Punkt pobrań krwi, foto: biuroprasowe.ing.bank.pl

Pobieranie szpiku nie boli i jest zupełnie bezpieczne dla dawcy.

- Nie ma chyba większej radości, jak podarowanie komuś życia. Tym bardziej, że pobieranie szpiku nie boli i jest całkowicie bezpieczne dla dawcy - mówi w "Sygnałach Dnia" prof. Alicja Chybicka, kierownik Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku Onkologii i Chematologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Do produkcji szpiku kostnego służą komórki macierzyste układu krwiotwórczego. Pobiera się je ze szpiku, z krwi obwodowej lub z krwi pępowinowej. Każdy organizm walczy z nowymi wszczepionymi komórkami, chce je odrzucić.

- Dlatego do transplantacji szpiku kwalifikowani są dorośli i dzieci, którym ta procedura może uratować życie. Nie ma innego sposobu na ratowanie życia – wyjaśnia prof. Chybicka.

Najlepszym dawcą jest ktoś z rodziny, w przypadku dzieci - brat lub siostra. Niestety jedynie 25 proc. chorych może mieć dawcę rodzinnego, ponieważ trudno znaleźć takie same komórki.

- Nasz najmłodszy dawca rodzinny miał sześć miesięcy, a trzymiesięcznemu dziecku przeszczepiliśmy szpik - mówi prof. Chybicka.

Dawcą szpiku może zostać każdy, kto nie przekroczył 55. roku życia i jest zdrowy. Trzeba wypełnić ankietę dotyczącą zdrowia i przejść kontrolę lekarską.

Gość Krzysztofa Grzesiowskiego i Wiesława Molaka zapewnia, że pobieranie szpiku lub komórek macierzystych nie boli. Jeśli jest to pobranie krwi obwodowej, to wygląda jak zwykłe pobranie krwi z żyły łokciowej.

We wszystkich stacjach krwiodawstwa można uzyskać informacje, gdzie jest bank komórek macierzystych. Zasada jest taka, żeby zapisać się do banku najbliżej miejsca zamieszkania.

Zgłoszenie się na dawcę komórek macierzystych wiąże się z tym, że wpisuje się go do światowego rejestru dawców.

- Szukanie właściwego szpiku to jak szukanie igły w stogu siana. Co najmniej sto osób szuka szpiku teraz w Polsce i nie wiadomo, czy go znajdą. Takie szukanie na całym świecie dawcy z pasującym genetycznym kodem dla umierającego dziecka, to akt rozpaczy - wyjaśnia prof. Chybicka.

(im)

Krzysztof Grzesiowski: Ciekawa rzecz, proszę państwa, oto pierwsze próby leczniczego wykorzystania szpiku kostnego miały miejsce już pod koniec XIX wieku, miały one jednak zasadniczo odmienny charakter od współczesnych zabiegów. Niektórzy lekarze zalecali po prostu spożywanie szpiku zwierzęcego przy niektórych typach niedokrwistości. Dziś 13 dzień października, od roku 2002 to Dzień Dawcy Szpiku.

We wrocławskim studiu Sygnałów Dnia pani prof. Alicja Chybicka, kierownik Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu. Dzień dobry, pani profesor.

Prof. Alicja Chybicka: Dzień dobry panom, dzień dobry państwu.

K.G.: Ciekawy pomysł ten XIX-wieczny, przyzna pani.

A.Ch.: No, bardzo ciekawy, tylko chyba mało skuteczny.

K.G.: No właśnie.

A.Ch.: Nasz żołądek ma kwasy i te komórki porozkłada. I oczywiście może to mieć jakiś walor spożywczy i na tym koniec, może trochę żelaza do organizmu się dostanie. Natomiast to nijak się ma do tego, co w tej chwili potrafią zrobić komórki macierzyste pobrane ze szpiku zdrowego człowieka czy też z jego krwi obwodowej. Bo tak naprawdę to my dokonujemy nie transplantacji szpiku, tylko dokonujemy transplantacji komórek macierzystych układu krwiotwórczego. I one mogą pochodzić z trzech źródeł: ze szpiku i wtedy to naprawdę jest przeszczep szpiku, z krwi obwodowej albo z krwi pępowinowej. To jest to, co ostatnio jest stosunkowo modne, część łożyska, czyli pępowina, w której znajduje się pępowinowa krew, zwykle wyrzuca się to do kubła, można tę krew zbankować i ona może ratować życie ludzkie. Bo procedura transplantacji komórek krwiotwórczych jest procedurą tylko i wyłącznie ratującą życie. Ona sama w sobie jest obarczona dosyć wysoką śmiertelnością. Dlaczego? Dlatego że przeszczepiona komórka od kogoś obcego czy też nawet od rodziny jest czymś dla organizmu obcym. I to jest rzeczą oczywistą, że organizm, pomimo zgodności w układzie HLA, która jest badana, będzie próbował odrzucić to, co obce, no i niestety to, co przeszczepimy, też próbuje walczyć z gospodarzem. I to się nazywa „choroba przeszczep przeciw gospodarzowi”.

W związku z tym do transplantacji komórek krwiotwórczych kwalifikowani są chorzy, zarówno dzieci, jak i dorośli, którym ta procedura może uratować życie. Mało tego, nie ma innej, lepszej metody, która to życie mogłaby uratować. I w klinice, którą mam zaszczyt kierować, dokonaliśmy ponad 800 transplantacji komórek układu krwiotwórczego i bardzo wiele dzieci jest na tym świecie dzięki właśnie tej procedurze.

Problem polega na tym, że tylko 25% zgodnie z prawami Mendla ogólnie wszystkim znanymi może mieć dawcę rodzinnego, bo to jest dawca najlepszy, zwykle brat albo siostra. Tak jak powiedziałam, niestety, ta szansa, że się go będzie miało, jest bardzo mała. I my wielokrotnie w klinice mieliśmy rodziny, na przykład cztero-, pięciodzietne, a jednak ta pieczątka genetyczna została tak odbita, że żadne z tych dzieci nie jest do siebie podobne w układzie HLA i nie nadawało się na dawcę, a czasem bywało tak, że było tylko dwoje dzieci i identycznie się rozłożył materiał genetyczny i jedno dziecko mogło być dawcą dla drugiego.

K.G.: Pani profesor, o to chciałem zapytać. Kto może zostać dawcą szpiku, jakie warunki trzeba spełnić?

A.Ch.: Dawcą szpiku może zostać każdy, pod warunkiem że nie przekroczył 55. roku życia, tu wiek jest pewną barierą, i druga bariera to jest ta osoba musi być osobą zdrową. A zatem kwalifikacji dokonuje lekarz. Najpierw wypełnia się ankietę, w której trzeba napisać o swoich chorobach, ewentualnych dolegliwościach i przed procedurą oddania komórek macierzystych takiego dawcę musi oglądnąć lekarz. Chcę podkreślić, że procedura jest absolutnie bezpieczna dla dawcy. Nasz najmłodszy dawca rodzinny miał 6 miesięcy. A zatem nie ma się czego obawiać, a dzieci, u których dokonywaliśmy przeszczepów, te najmłodsze miały 3 i 2,5 miesiąca i żyją i mają się dobrze.

K.G.: Czyli to nie jest procedura bolesna.

A.Ch.: To nie jest w ogóle procedura bolesna. Jeśli ktoś bardzo się boi, to może dać się uśpić, czyli pobiera się szpik w narkozie, ale odbywa się to w ten sposób, że zostają za przeproszeniem dziurki w siedzeniu, ponieważ to się pobiera igłą. Nie ma żadnego rąbania kości, bo kiedyś mnie zapytali studenci, a było to w czasie jednej z takich akcji, czy będą musieli mieć operację plastyczną po oddaniu szpiku kostnego, bo to się tak kojarzy.

K.G.: No, kość to kość.

A.Ch.: Natomiast pobiera się igłą i nie jest to absolutnie zabieg bolesny, szczególnie jeżeli jest to metoda pobierania z krwi obwodowej. Wówczas wygląda to dokładnie tak samo jak oddanie krwi. Pacjent ma wkłucie do żyły łokciowej i siedzi sobie, ogląda telewizję czy też czyta gazetę, a maszyna, która obok niego stoi, a nazywa się separator komórkowy, odbiera od niego komórki macierzyste, oddając wszystko pozostałe, czyli krwinki czerwone, białe i płytki krwi. I szkoda jest naprawdę żadna, tego w ogóle się nie odczuwa. Ale początek jest prosty...

K.G.: Pani profesor, jeśli ktoś zdecydowałby się, słuchając na przykład naszej rozmowy, zdecydowałby się właśnie być dawcą szpiku, to gdzie powinien trafić?

A.Ch.: Ponieważ słuchają nas wszyscy Polacy, w każdym mieście jest klinika hematologii, większym oczywiście mieście, a w wielu jeszcze mniejszych znajdują się stacje krwiodawstwa. Tam można uzyskać informację, gdzie jest najbliższy bank, który magazynuje komórki macierzyste i równocześnie dokonuje zapisu do tego grona osób, które mogą zostać potencjalnie dawcami.

Bo nie powiedziałam jeszcze tego, że początek jest bardzo prosty – oddaje się malutką próbkę krwi, wypełnia się ankietę, ta próbka krwi jest badana w układzie HLA, a następnie imię, nazwisko tego dawcy jest wprowadzane do światowego banku dawców. Bo zgłoszenie się na dawcę komórek macierzystych oznacza, że może się zdarzyć, że gdzieś w dalekim świecie będzie ktoś potrzebujący i wówczas dany kraj poprosi danego dawcę o oddanie komórek. To się może zdarzyć w każdej chwili, w każdym okresie. My już mieliśmy takie sytuacje, że dzieci, które potrzebowały natychmiast rachunku, dawca na przykład wyjeżdżał na urlop, były święta albo jakieś inne wydarzenia w życiu tego dawcy, które powodowały, że on natychmiast nie był dyspozycyjny.

Zasada jest taka: pobranie szpiku powinno odbyć się w miejscu najbliższym miejscu zamieszkania dawcy, czyli jeśli dawca jest z Wrocławia, we Wrocławiu; jeśli dawca jest z Warszawy, w Warszawie; jeśli dawca jest ze Szczecina, w Szczecinie. Nie ma czegoś takiego, niezależnie od tego, gdzie znajduje się biorca, to komórki macierzyste lecą, płyną, jadą samochodem do tego biorcy. Nie jedzie absolutnie tam dawca. I to powoduje pewien komfort, bo nie wymaga tego, żeby dawca, który najczęściej pracuje, uczy się albo coś innego na co dzień robi, musiał się z tego miejsca oddalać.

K.G.: I jeszcze jedno, pani profesor, na zakończenie. Ile osób czeka na przeszczep szpiku w naszym kraju? I jak długo się czeka?

A.Ch.: Czeka bardzo wiele osób. Procedura szukania szpiku w banku dawców ja zawsze mówię, że to jest szukanie igły w stogu siana. Otóż na pewno co najmniej sto osób na terenie naszego kraju w tej chwili poszukuje dla siebie dawcy i czy go znajdzie, to jest zagadka.

Na całe szczęście u dzieci jest troszeczkę o tyle lepiej, że istnieje procedura, która nazywa się procedurą haploidentyczną, czyli można pobrać szpik czy komórki macierzyste od matki lub ojca, one wiadomo, że są niezgodne, bo jesteśmy każdy z nas mieszanką genów swoich rodziców, ale w tej chwili istnieją takie leki i możliwości, że można zapewnić zasiedlenie się tych komórek u dziecka. Jest to akt rozpaczy, kiedy na całym świecie nie ma dla pacjenta dawcy, a jego życie jest zagrożone, a takie sytuacje się zdarzają.

I chcę jedno powiedzieć. Jak napisała jedna z matek, nikt, kto nie jest matką lub ojcem, nikt, komu jego dziecko nie umierało na rękach, nie wie, jakie to straszne. To jakby gasło światło na ziemi, jakby kończył się świat, jakby nie było już nic. Ja myślę, że tak myślą wszyscy członkowie rodzin, niezależnie od tego, czy odchodzi dziecko, czy odchodzi dorosły, kiedy kogoś tracą. I dlatego warto zostać dawcą, aby takich tragedii ludziom oszczędzić. A naprawdę koszt ze strony tego dawcy w sensie zdrowotnym jest żaden. I myślę, że nie ma większej przyjemności jak... przyjemności, radości, no i fantastycznej postawy, jak uratowanie komuś życia.

K.G.: To był apel profesor Alicji Chybickiej, kierownika Katedry i Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Akademii Medycznej we Wrocławiu. Pani profesor, dziękujemy za rozmowę.

(J.M.)

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 0
    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!

Bądź z nami w kontakcie:

09:00 - 12:00CZTERY PORY ROKUSłuchaj na żywo
Oglądaj na żywo
Wkrótce: Lektury Jedynki

Polecamy:

Dziarski Dziadek zdradza receptę na długowieczność

"Dziarski Dziadek" zdradza receptę na długowieczność

- Bez diety i aktywności ruchowej organizm z trudnością przebija się przez życie - mówił w radiowej Jedynce 92-letni Antoni Huczyński, który wraz z wnukiem Michałem Skurowskim wydali właśnie książkę "Mój sposób na długowieczność".