X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Jedynka

Ile waży sztabka złota?

13.05.2011
Dowiedzą się ci, którzy w najbliższy weekend odwiedzą oddział NBP w Opolu. Trwają tam dni otwarte.
Posłuchaj
11'21 Biznes

W tygodniu bank odwiedzają uczniowie z opolskich szkół.- W sobotę i w niedzielę od godz. 10 do 15 otwieramy oddział dla wszystkich chętnych, którzy będą chcieli zobaczyć, czym zajmuje się NBP – poinformował Sławomir Kusz z opolskiego oddziału Narodowego Banku Polskiego.

Oprócz sztabki złota zwiedzający będą mogli między innymi obejrzeć banknoty i dowiedzieć się jak rozróżnić oryginał od falsyfikatu.- Chcemy pokazać także najpiękniejsze monety świata, wyemitowane przez NBP – zdradził Kusz.

Pierwszy raz w Opolu zostanie pokazany również tzw.maping 3D. - To są projekcje animowane, rysowane, to może zainteresować szczególne młodych ludzi – wyraził opinię gość Jedynki.

Jak tłumaczył Kusz, dni otwarte są organizowane między innymi po to, aby uświadamiać młodych ludzi, czym jest Narodowy Bank Polski i jaki ma wpływ na ichkieszeń. - Dni otwarte są akcją edukacyjną. Wszyscy utożsamiają nas z bańkowością, ale my nie jesteśmy bankiem komercyjnym – tłumaczył. I podkreślił, że Narodowy Bank Polski jest bankiem banków i bankiem naszego państwa.  - Dbamy o to, aby ich pieniądze nie traciły wartości. O tym trzeba mówić ludziom – stwierdził.

NBP organizuje tego typu akcje między innymi po to, by edukować społeczeństwo. – Żeby ludzie byli świadomi tego, że ekonomia jest nieodłącznym elementem ich życia – tłumaczył Kusz.

Edukacja – edukacją, jednak duża rolę w tym przypadku odgrywa zwykła, ludzka ciekawość. Jak zdradził Sławomir Kusz z opolskiego oddziału Narodowego Banku Polskiego niezmiennie największym zainteresowaniem cieszy się sztabka złota. Sztabka warta prawie dwa miliony złotych.

Tego, ile waży, dowiedzą się Ci, którzy odwiedzą opolski oddział Narodowego Banku Polskiego.

Za dwa tygodnie swoje podwoje otworzy oddział banku w Kielcach.

Rozmawiał Janusz Maćkowiak

 

(mb)

Aby wysłuchać całej rozmowy , wystarczy wybrać "Biznes" w boksie "Posłuchaj" w ramce po prawej stronie.

"Sygnałów Dnia" można słuchać w dni powszednie od godz. 6:00.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Wybory prezydenckie 2015 - najnowsze informacje

Czytaj także

Gorączka złota k. Jeleniej Góry

Zakończył się pierwszy etap wierceń poszukiwawczych złóż złota, prowadzonych przez warszawską firmę Gepco w Radzimowicach koło Jeleniej Góry.

Wykonano już trzy odwierty, jesienią zostaną wykonane jeszcze trzy.
Warszawska spółka "Gepco Geologia i Ochrona Środowiska" ma obecnie jedyną w Polsce ważną koncesję na poszukiwanie złóż rud zawierających złoto oraz srebro, arsen i miedź.

Koncesję dotyczącą okolic Radzimowic i Wojcieszowa k. Jeleniej Góry wydano w listopadzie 2007 r. i jest ważna do stycznia 2013 r.

W kraju nie została wydana żadna koncesja jedynie na poszukiwanie lub wydobywanie złota, resort nie prowadzi też żadnego postępowania o udzielenie takich koncesji.

Gepco należy do australijskiego koncernu Northern Mining.

- Koncesja obejmuje obszar prawie 11 km kw. na górze Żeleźniak i jest naszym zdaniem najlepsza w Polsce - powiedział Jarosław Kanasiewicz, który jest wiceprezesem spółki.

- Jest jeszcze za wcześnie, by mówić o wynikach poszukiwań. Wiercenia musiały się skończyć do końca kwietnia, ponieważ koncesja obejmuje obszar chroniony w ramach unijnego programu Natura 2000 i prace nie mogą być prowadzone w okresie wegetacji roślin - wyjaśnił.

- „Okno” na wiercenia mamy od późnej jesieni przez zimę, do wczesnej wiosny - dodał.

W Radzimowicach jest złoże polimetaliczne - złoże z zawartością wielu metali w różnych jego partiach.

- Złoże w górze Żeleźniak było eksploatowane już w XVI wieku. Wydobycie zarzucono w latach dwudziestych XX wieku. W tym czasie ze złóż wydobywano - w różnych okresach - cynk, ołów, miedź, srebro, złoto i arsen. W kopalni pracowała m.in. pierwsza w Sudetach maszyna parowa, która tłoczyła powietrze do sztolni -opisuje historię rejonu.


- Po II wojnie światowej Rosjanie szukali tu rud uranowych, a później przygotowywano wydobycie rud miedzi. Plany powstania kopalni miedzi zarzucono, gdy odkryto złoża w regionie Głogowa i Lubina, obecnie eksploatowane przez KGHM Polska Miedź - wyjaśnił.


ab

Czytaj także

Chiny mogą kupić złoto za bilion dolarów

W kwietniu cena złota biła rekord aż 15 razy. Inwestorzy poszukiwali alternatywy wobec dolara amerykańskiego, którego wartość była najniższa od 2009 roku.

Dynamicznie rosną rezerwy walutowe Chin - to powód do zadowolenia a zarazem problem dla rządu w Pekinie.

Chińskie rezerwy walutowe są już warte ponad trzy biliony dolarów. Jednak do pełni zadowolenia w Pekinie jest daleko, bowiem 2/3 z tych rezerw jest ulokowane w aktywach denominowanych w dolarach amerykańskich. Taka struktura portfela stanowi wielkie ryzyko, wobec tracącej na wartości i zaufaniu amerykańskiej walucie.

Pojawiły się pogłoski, że Chiny mogą przeznaczyć bilion dolarów na zakup złota. Za taką kwotę można kupić 20 tysięcy ton tego kruszcu, co stanowi produkcję wszystkich kopalń na świecie z 8 lat. Chiny są obecnie największym producentem złota dostarczając na rynek około 300 ton tego kruszcu rocznie. Zatem rodzima produkcja może wystarczyć na ulokowanie w rezerwach 15 mld dolarów. A przecież chińskie rezerwy walutowe rosną w znacznie szybszym tempie, w tym roku mogą sięgnąć 3,5 bln dolarów. Pekin planuje utworzenie specjalnego funduszu państwowego, który zajmowałby się skupowaniem złota.

Obecnie Bank Ludowy Chin posiada 1054 ton złota, co stanowi zaledwie 1,6 proc. rezerw walutowych. Dla porównania, w krajach wysoko rozwiniętych udział złota w rezerwach stanowi kilkadziesiąt procent, np. w Stanach Zjednoczonych czy Niemczech ponad 70 proc.

W 2010 roku banki centralne po raz pierwszy od 21 lat kupiły więcej złota niż sprzedały. Jest to głównie efekt spadku zaufania do dolara amerykańskiego.

Szczególny udział w rosnącym popycie mają banki krajów rozwijających, które posiadają z reguły niskie udziały złota w rezerwach - w 2010 roku kupiły 87 ton złota.

- Jeżeli nastąpi przyspieszenie zakupów złota przez banki centralne to możemy się spodziewać osiągnięcia ceny złota na poziomie 2000 dolarów za uncję jeszcze w tym roku - powiedział Robert McEwen z U.S. Gold Corp. Euro Pacific Capital’s Michael Pento, który dokładnie przewidział cenę złota w ostatnich dwóch latach.

Biorąc pod uwagę sytuację Chin, które przy gospodarce rozwijającej się w tempie bliskim 10 proc. i wysokiej nadwyżce handlowej gromadzą kolejne miliardy dolarów w rezerwach, można spodziewać się wzrostów ceny złota do nie znanych w historii poziomów.

 

Investors TFI/ab

Czytaj także

Czy Ben Bernanke powstrzyma kolejne rekordy złota?

Złoto od tygodnia zmaga się z poziomem 1500 dolarów za uncję. W poniedziałek w środku dnia przekroczyło już nawet 1518 dolarów, jednak zaraz potem osunęło się z powrotem poniżej 1500.

Czy fundamenty dają podstawy do utrzymania się wzrostów cen?

Słabnący dolar, niedawne obniżenie perspektywy ratingu Stanów Zjednoczonych oraz perspektywa rychłego oficjalnego bankructwa Grecji pozytywnie wpływają na nastroje na rynku metali szlachetnych. Fala wzrostów z początku tygodnia ma też związek ze spekulacjami dotyczącymi utworzenia przez Chiny specjalnego funduszu, który miałby inwestować środki pochodzące z rezerw walutowych w kruszce i surowce energetyczne. Złotu niewątpliwie pomagało też srebro, które pobiło dwa dni temu rekord wszech czasów z 1980, podnosząc go do 49,79 dolara za uncję.

Wymienione przed chwilą czynniki, choć niewątpliwie korzystnie wpływają na zainteresowanie inwestowaniem w metale szlachetne, nie mają wcale oczywistego przełożenia na fundamenty tego rynku. Ostrzeżenie, którego udzieliła agencja Standard & Poor’s amerykańskiemu rządowi jest mocno spóźnione i nie przynosi żadnej nowej informacji o stanie finansów publicznych Stanów Zjednoczonych. Nie od dziś wiadomo, że Amerykanie mają ogromny deficyt budżetowy, którego załatanie będzie w najbliższych latach wymagało wiele wysiłku. Choć sytuacja niewątpliwie jest poważna, to widmo bankructwa amerykańskiego rządu jest wciąż bardzo odległe. Obniżenie ratingu rzeczywiście by je zwiększyło, ale sama perspektywa obniżenia jest tylko potwierdzeniem tego, co już i tak wszyscy wiedzą.

Większe znaczenie przywiązywałbym do informacji o rychłym bankructwie Grecji. Nie będzie ono na pewno odebrane jako dobra wiadomość dla europejskiej waluty. Pociągnie za sobą napięcia w europejskim systemie bankowym oraz przywróci spekulacje na temat ewentualnego rozpadu strefy euro. Główna alternatywa wobec słabnącego dolara straci na prestiżu i zapewne także na wartości. Naturalne więc, że oczekuje się wzrostu zainteresowania innymi lokatami kapitału, szczególnie takim, które są odporne na problemy z wypłacalnością rządów. Złoto, które oczywiście zalicza się do tej grupy, także na tym skorzysta.

Czy przełoży się to na wzrost udziału złota w rezerwach walutowych krajów BRIC? Często wskazuje się, że dla krajów strefy euro udział ten przekracza 60 proc., a w USA nawet 70 proc., podczas gdy Indie mają jedynie 8 proc. rezerw walutowych ulokowanych w kruszcu, Rosja 7 proc., zaś Chiny i Brazylia jedynie odpowiednio 2 proc. i 0,5 proc.. Nie wyciągałbym jednak z tego wniosku, że kraje rozwijające się będą próbowały dogonić kraje rozwinięte pod względem posiadanych rezerw złota.

Przede wszystkim kraje strefy euro i USA posiadają złoto, które jest pozostałością częściowej wymienialności walut na kruszec, która obowiązywała po obu stronach Atlantyku do 1971 roku. Trudno więc z sensem mówić o jakimś udziale złota w rezerwach walutowych, zwłaszcza w odniesieniu do krajów, które ani tych rezerw specjalnie nie posiadają ani ich nie potrzebują (ze względu na rozmiary swoich gospodarek i płynne kursy swoich walut).

Poza tym rezerwy walutowe, jeżeli mają w ogóle do odegrania we współczesnych gospodarkach jakąkolwiek rolę, muszą być cały czas w gotowości do użycia. Do obrony waluty krajowej przed gwałtownym załamaniem nie nadają się środki zainwestowane w niepłynne instrumenty. W krytycznej chwili rząd potrzebuje dolarów lub euro, a nie akcji, nieruchomości bądź złota. Choć tamte instrumenty mogą być bardziej dochodowe niż obligacje, to z punku widzenia zarządzania rezerwami istotniejsza jest pewność, że 100 mld dolarów ulokowanych w papiery amerykańskiego rządu można bez przeszkód szybko zamienić na gotówkę. Próba zaś sprzedaży złota wartości 100 mld dolarów wywołałaby kilkudziesięcioprocentową przecenę na rynku kruszcu, przez co kraj pozyskałby znacznie mniej gotówki, niż początkowo zakładano.

Dlaczego więc banki krajów rozwijających się od 2007 zwiększają swoje rezerwy złota? Najprawdopodobniej chcą po prostu zarobić na drożejących kruszcach. Złoto jest dopuszczane jako element strategii zarządzania rezerwami i działy odpowiedzialne za to w bankach chcą pochwalić się dobrymi wynikami. Na razie takie inwestycje były dla banków opłacalne, ale trzeba pamiętać, że i one będą chciały kiedyś zrealizować zyski. W żadnym razie nie należy więc zakładać, że zakupy dokonywane przez ostatnie cztery lata to dopiero początek długofalowych przemian. Za jakiś czas, gdy ceny kruszcu wyhamują, sektor oficjalny ponownie zasili podaż.

Doniesienia medialne, które wsparły gorączkę złota, przynosząc inwestorom nowy rekord cenowy, stanowią jedynie część prawdy o tym rynku. Mało kto na przykład wie, że podaż złota także znajduje się na rekordowym poziomie. Nie chodzi przy tym o recykling złota, który oczywiście jest bardzo popularny ze względu na wysokie ceny kruszcu, lecz o wydobycie metalu w kopalniach. W zeszłym roku na powierzchni znalazło się dodatkowe 2689 ton złota. W tym roku prognozuje się wzrost o kolejne prawie 4 proc..

Wbrew obawom, że kopalnie skazane są na wydobycie coraz mniejszych ilości kruszcu, podaż dzięki wysokim cenom także przeżywa renesans. Pytanie tylko, jak zachowa się rynek, gdy zabraknie w końcu chętnych inwestorów. Koszy wydobycia są na tyle niskie, że kopalnie są w stanie produkować takie same ilości nawet przy cenie 900 dolarów za uncję. Spadek zainteresowania inwestorów, mimo kolejnych rekordów cenowych, widać wyraźnie w spadku aktywów funduszy ETF lokujących środki w fizyczny kruszec. W pierwszym kwartale tego roku skurczyły się o 56 ton. Inwestorzy są wyraźnie coraz mniej chętni do zwiększania swojego olbrzymiego zaangażowania i myślą o realizacji zysków.

Informacji źle wróżących cenie złota, którym trudniej jakoś jest przebić się do mediów nie brakuje. Od niedawna dostępne dane dotyczące popytu jubilerskiego netto w 2010 roku pokazały, że w USA i w Europie był on ujemny. Oznacza to, że więcej oddawano biżuterii do recyklingu niż nabywano nowej. Świadczy to dobitnie o tym, że popyt na wyroby jubilerskie nie wytrzymuje tak wysokiego poziomu cen. Wprawdzie można pocieszać się, że sytuacja w Indiach i w Chinach jest pod tym względem zupełnie inna. Ujemne realne stopy procentowe zachęcają do zakupów kruszców, które nie tracą na wartości tak jak słabo oprocentowane depozyty bankowe. Co jednak, gdy polityka monetarna zostanie w tych krajach wyraźnie zaostrzona, co stanie się zapewne jeszcze w tym roku?

Ewentualna korekta z tym związana, to dopiero przedsmak tego, jak zareaguje rynek złota na długo oczekiwane podwyżki stóp Fed. Przy obecnym poziomie emocji związanych z inwestycjami w złoto, hossę na dobre może dopiero zakończyć Ben Bernanke. Wskazówkę, kiedy to się stanie, można będzie być może usłyszeć na dzisiejszej konferencji po posiedzeniu Rezerwy Federalnej. Jeżeli komunikat będzie jastrzębi, wzrosty cen kruszców zostaną na jakiś czas zatrzymane. Z kolei zapowiedź trzeciej rundy polityki ilościowego łagodzenia (zakupu obligacji za wykreowane przez Fed pieniądze) skieruje złoto ku kolejnym rekordom.

 

Wealth Solutions/ab



Czytaj także

Surowcowy krach może pogrążyć giełdy

Nawet wytrawny inwestor, który niejedno już przeżył, miał prawo nie wierzyć własnym oczom, patrząc w czwartek wieczorem na 10 proc. spadek notowań ropy naftowej, 12 proc. tąpnięcie srebra oraz 3 proc. zniżkę cen złota.

Na to, co działo się w czwartek wieczorem na surowcowych rynkach trudno znaleźć określenie lepsze niż krach. Tak duże spadki zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat. A przecież nic się nie stało. Japonii nie nawiedziło kolejne trzęsienie ziemi, fanatycy Bin Ladena nie zaatakowali Ameryki, w żadnym zakątku świata nie zauważono śladów żadnego kataklizmu. To tylko inwestorzy przetarli oczy i zobaczyli, że ceny ropy naftowej i miedzi niewiele mają wspólnego z kondycją globalnej gospodarki, a rekordy na rynku złota, a przede wszystkim srebra to nic innego, jak spekulacyjna bańka. Najsilniej oczy przecierali posiadacze długich pozycji na kontraktach terminowych, patrząc, jak pękają stop lossy, a natarczywe głosy maklerów w telefonach domagają się uzupełnienia topniejących depozytów.

Wczoraj można było zobaczyć, jak niewiele trzeba, by doszło do radykalnej konfrontacji złudzeń z rzeczywistością. Wystarczył zbieg trzech niezbyt dramatycznych informacji: nieoczekiwanego spadku zamówień niemieckiego przemysłu o 4 proc. wzrostu liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych Amerykanów do 474 tys. oraz powstrzymania się Europejskiego Banku Centralnego przed kolejną podwyżką stóp procentowych, co spowodowało umocnienie się dolara.

Wall Street na ten zestaw zareagowała dość spokojnie. Spadki indeksów w ciągu dwóch pierwszych godzin handlu nie przekraczały 0,6 proc. Później na moment wskaźniki wyszły nawet nad kreskę. W końcu jednak wydarzenia na rynku surowcowym zrobiły wrażenie i na posiadaczach akcji. Ostatecznie Dow Jones stracił 1,1 proc., a S&P500 poszedł w dół o 0,9 proc. Dramatu nie ma, ale trudno zaprzeczyć, że spadkowa korekta ma się coraz lepiej.

Dziś rano zmiany cen surowców wróciły już do rozsądnej skali. Widać jednak, że czwartkowe szaleństwo zrobiło wrażenie na inwestorach w Azji. Na plusie zalazł się jedynie indeks w Bombaju. Na większości parkietów spadki sięgały 0,5-0,6 proc. Liderem była Korea, gdzie wskaźnik tracił chwilami 1,9 proc. Nikkei, po świątecznej przerwie zniżkował o 1,5 proc.

Kontrakty na amerykańskie indeksy zyskiwały po 0,2 proc. Dziś jednak ważne będą trzy kwestie: reakcja europejskich inwestorów na surowcową przecenę, informacja o dynamice produkcji przemysłowej w strefie euro i raport o zmianie liczby miejsc pracy w amerykańskim sektorze pozarolniczym. Posiadacze akcji i grający na zwyżkę nie będą w komfortowej sytuacji.

 

 

Open Finance/ab