X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Jedynka

Spalarnie odpadów w Polsce

04.02.2010
0 0 0
W kilkunastu polskich miastach trwają prace nad projektami budowy spalarni śmieci. Będzie w nich można wykorzystać odpady, których nie da się inaczej przetworzyć.
Posłuchaj
03'17

Spalarnie budzą jednak wiele kontrowersji. Pojawiają się głosy, że szkodzą środowisku, ale ich powstanie jest nieuniknione - ze względu na normy, które narzuca nam Unia Europejska. Na razie w Polsce jest tylko jedna spalarnia - na warszawskim Targówku - i tam właśnie wybrała się Alicja Dusza:

Każdego dnia do warszawskiej spalarni przyjeżdża kilkanaście ciężarówek po brzegi wypchanych śmieciami. Razem przywożą nawet 200 ton śmieci dziennie, ale żeby odpady zostały spalone, muszą wcześniej przejść skomplikowana drogę.

Krzysztof Stańczak z Zakładu Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych w Warszawie: - Pierwszym etapem jest budynek wag, śmieciarka jest tutaj ważona przed i po rozładunku. Następnie chwytakiem łupinowym odpady są podawane na pierwszą linię segregacji. Panowie z tych jeszcze zmieszanych odpadów komunalnych starają się odzyskać złom, szkło i to, co może nam uszkodzić linię technologiczną.

To jest serce spalarni?

Krzysztof Stańczak: - To jest piec – serce spalarni, aczkolwiek drugim sercem jest nastawnia, gdzie panowie monitorują cały ten proces spalania. Temperatura w piecu około 1100 stopni, spalamy na dobę około 120-130 ton.

To nie jest chyba duża spalarnia?

Janusz Malczewski – dyrektor Warszawskiej Spalarni Odpadów Komunalnych: - Bardzo mała. W ogóle, żeby taki obiekt miał rację bytu i był opłacalny, to powinno się utylizować powyżej 100 tysięcy ton rocznie, a tu spalamy tylko 40 tysięcy ton.

Takie spalarnie w Polsce to przyszłość, pana zdaniem?

Janusz Malczewski: - Do końca grudnia musimy zagospodarować, poza składowiskami, 25% odpadów komunalnych. Forma taka jak spalarnie jest najtańszą z tych, które w tej chwili są znane.

To jedyne wyjście, żeby uniknąć płacenia kar – mówi ekspert ds. energetyki prof. Krzysztof Żmijewski.

Prof. Krzysztof Żmijewski: - Przepisy unijne mówią, że już niedługo nie będzie można odpadów, które się nadają do spalenia, składować. Mówi się, że ta kara będzie rzędu 200 tysięcy euro dziennie. To nie jest tak, że przed nami stoi jakiś wybór, czy możemy to zrobić czy nie.

Budowy spalarni planowane są w 12 miastach, ale protestują mieszkańcy, którzy obawiają się, że wytwarzane spaliny będą przyczyniały się do chorób. To niesłuszne obawy – mówi ekspert ds. ochrony środowiska i energii odnawialnej Józef Neterowicz.

Józef Neterowicz: - Od 10 lat technologie usuwania tych dioksyn już istnieją i teraz jest ich w spalinach pochodzących z komina tyle, ile jest z dwóch papierosów wypalanych przez ludzi. To wszystko w tej chwili musi być monitorowane.

Również prof. Witold Zatoński z Centrum Onkologii w Warszawie tłumaczy, że spalarnie nie przyczynią się do częstszego zapadania na nowotwory.

Prof. Witold Zatoński: - Chcielibyśmy mieć czyste ulice bez śmieci, ale nie daj Boże, żeby była spalarnia w tej dzielnicy, w które ja mieszkam – musimy iść na jakiś kompromis. Jestem przekonany, że dokonuje się wszelkiej staranności, żeby tę emisję zredukować do minimum.

Obawy mieszkańców wynikają z tego, że w latach 80-tych rzeczywiście spalarnie były szkodliwe, ale obecnie działają w oparciu o bardzo rygorystyczne normy i nie ma zagrożenia dla mieszkańców.

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Wybory prezydenckie 2015 - najnowsze informacje

Czytaj także

Spalarnia odpadów w Olsztynie

Ma kosztować ponad 500 milionów złotych. Są już na ten cel zarezerwowane unijne pieniądze - ponad 300 milionów złotych. Projekt systemu zagospodarowania odpadów komunalnych w Olsztynie, bo tak oficjalnie nazywa się przedsięwzięcie dotyczące spalarni odpadów, od roku figuruje na liście tzw. kluczowych projektów unijnych.
Posłuchaj
03'31

Wciąż jednak trwa dyskusja, jaki ostatecznie kształt ma przybrać ta inwestycja, aby przede wszystkim była opłacalna. Mirosław Sochacki:

Teoretycznie jej budowa jest już przesądzona, choć dyskusje co do jej zasadności nie ustają. Żeby była opłacalna musi obejmować jak największy obszar i jak największą liczbę mieszkańców. Na razie, obejmując 37 warmińsko-mazurskich gmin, taka jest.

Ryszard Szymański – w-ce prezes Zakładu Gospodarki Odpadami Komunalnymi w Olsztynie: - To jest projekt chyba największy w Polsce, jeśli chodzi o terytorium, to jest 550 tysięcy mieszkańców.

Dariusz Sylwestrzak – specjalista z olsztyńskiego SGOK-u: - Spalarnia to jest technologia unieszkodliwiania odpadów, ale też technologia produkcji energii elektrycznej i energii cieplnej. Z tego zakładu, z tych spalonych śmieci będziemy mogli ogrzać i oświetlić 10 tysięcy mieszkań w Olsztynie, także to jest aspekt ekonomiczny. To jest tzw. „zielona energia”. Nie tylko unieszkodliwiamy odpady, ale my je również wykorzystujemy technologicznie, ekonomicznie.

Za budowa spalarni przemawiają doświadczenia skandynawskie.

Dariusz Sylwestrzak: - W Danii, która cierpiała głód i biedę, na początku XX wieku rząd zauważył, że ci najbiedniejsi mieszkańcy palą śmieciami. Powzięto decyzję, że skoro ci mieszkańcy mogą palić, to może lepiej to robić w sposób zorganizowany. Zbudowano spalarnię, dzisiaj w Danii spala się ponad 80% odpadów. Dania ma największą koncentrację spalarni i najwyższy stopień tej technologii unieszkodliwiania odpadów, ale jednocześnie najniższy stopień składowania odpadów.

Sprawę komplikuje jednak wilgotność i skład naszych odpadów.

Dr Marek Agopsowicz z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego: - Dlatego, że tak jak zakładano w projekcie, że ma być spalanie autotermiczne, a więc bez dodatkowego paliwa, czyli kaloryczność odpadów pokryje zapotrzebowanie na uzyskanie odpowiedniej temperatury. W Polsce kaloryczność odpadów jest niższa niż w Europie Zachodniej i są pewne zabiegi technologiczne, które pozwalają na oddzielenie tego co się nie pali, to co jest mokre, a spalanie tylko tego, co jest suche i wysokokaloryczne. Natomiast ja mam zarzut do tego projektu przyjętej technologii, że ta technologia nie przewiduje wstępnego przygotowania odpadów. Kaloryczność tych odpadów nie pozwoli na autotermiczne spalanie i trzeba będzie dorzucać dodatkowego paliwa.

A to podrożyłoby proces utylizacji. Potrzebna więc jest, być może jeszcze, podsuszarnia – sugerują specjaliści.

Hanna Teodorowicz z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie: - W jakim kształcie będzie ten projekt zrealizowany, tak naprawdę dowiemy się w momencie, kiedy otrzymamy ostateczne studium wykonalności. 20 lutego mamy zapoznać się z draftem tego ostatecznego studium wykonalności, będziemy wtedy znać więcej szczegółów.

Decyzje w sprawie olsztyńskiej spalarni muszą zapaść do końca marca.

0 0 0

Czytaj także

Gospodarka odpadami w Parczewie

Mieszkańcy gminy Parczew w województwie lubelskim, którzy do końca marca nie podpiszą umów z Zakładem Usług Komunalnych, zapłacą za odbiór śmieci dwa razy wyższe stawki niż ci, którzy takie umowy zawarli.
Posłuchaj
03'28

W takiej sytuacji śmieci będą odbierane nawet od tych, którzy umów nie będą mieli. Jak twierdzi w rozmowie z Jerzym Piekarczykiem burmistrz Paweł Kędracki - w ten sposób gmina chce uporządkować problem odpadów na swoim terenie. Ukrócić to ma m.in. proceder podrzucanie śmieci do kontenerów przy blokach, tworzenie dzikich wysypisk czy palenie śmieci:

Paweł Kędracki: - Każde gospodarstwo na terenie naszego miasta musi, z uwagi na zapisy prawne, posiadać umowę na odbiór odpadów z terenu posesji. Za nie posiadanie takiej umowy grożą sankcje prawne, gmina może wystawić decyzję administracyjną przejmującą przez gminę obowiązek odbioru nieczystości, ale wtedy, także decyzją administracyjną, obciąża już takie gospodarstwo. Opłata będzie wyższa od tej, którą nalicza standardowo ZUK. Trzeba jasno powiedzieć, że nie ma takiego gospodarstwa ani instytucji, która nie produkuje odpadów.

Co się dzieje z tymi śmieciami u osób, które nie podpisują umów?

Paweł Kędracki: - Podejrzewamy, że część jest nielegalnie wywożona na wysypisko śmieci, które wciąż jeszcze funkcjonuje w naszej gminie, ale część jest podrzucana do kontenerów spółdzielni mieszkaniowej, to jest plaga. Najgorsza część, niestety, może się znaleźć w rowach czy w lasach. W tej chwili ZUK wyszedł z informacją o konieczności podpisania tych umów.

Marek Perliński – w-ce prezes Zakładu Usług Komunalnych: - Chcemy podzielić te odpady na frakcję suchą i na frakcję mokrą, żeby rozgraniczyć to celem lepszego zagospodarowania i umowy będą tzw. ryczałtowe.

Do tej pory umów na odbiór odpadów za dużo nie było.

 Marek Perliński: - Na 2 tysiące posesji mieliśmy zawartych około 800 umów. Większość tłumaczy, że nie ma odpadów, co wiadomo, że jest nierealne, bo każdy człowiek odpady wytwarza, a świadomość może jest mniejsza i nie uważają niektórych substancji jako odpad. Najprawdopodobniej większość odpadów jest spalana, albo lądują w rowach czy lasach.

Mieszkańcy Parczewa obowiązek podpisywania umów na wywóz śmieci uważają za słuszny i oficjalnie nie ma takich, którzy się sprzeciwiają temu pomysłowi.

- Uważam, że każde gospodarstwo produkuje śmieci i powinno się to jakoś uregulować. Ja płacę. Jak ktoś ma ogródek, może zrobić kompost, papier spalić, ale jeszcze coś tam zostaje. W lesie widać śmieci i resztki z remontów, aż przykro patrzeć. Przy drodze leżą reklamówki ze śmieciami.
- Musi być śmietnik, żeby wyrzucić śmiecie.
- Każdy wytwarza śmieci i każdy powinien mieć umowę. Kartony po soku czy mleku nie da się spalić, czy jakieś odpady szklane, puszki itd.

Kary dla tych co nie mają takich umów powinny być?

- Powinny być.

O obowiązku posiadania umowy na wywóz śmieci przypominać ma mieszkańcom pracownik Zakładu Usług Komunalnych i dzielnicowy. Ci, którzy zdecydują się na podpisanie umów na wywóz śmieci otrzymują za niewielką opłatą pojemnik na śmieci i bezpłatnie worek na frakcję suchą.

Zobacz więcej na temat: ekologia
0 0 0