X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Jedynka

Zobacz dom Czesława Miłosza!

30.06.2011
Z okazji setnej rocznicy urodzin poety zapraszamy na wyjątkową podróż do jego krakowskiego mieszkania.
Posłuchaj
11'58 Mieszkanie Czesława Miłosza - oprowadza Agnieszka Kosińska

Krakowskie mieszkanie noblisty znajduje się przy bardzo cichej ulicy Bogusławskiego 6, na pierwszym piętrze. Od śmierci Miłosza minęło już prawie siedem lat, a w domu wciąż ma się wrażenie jego obecności. Wszystko pozostało jak dawniej, nawet w najdrobniejszych szczegółach. 

Zgodnie z wolą Miłosza kustoszem tego miejsca jest Agnieszka Kosińska, która przez osiem ostatnich lat życia była jego sekretarzem.

Naszą podróż zaczynamy oczywiście od drzwi wejściowych. - Dzwonek nie był używany ze względu na siłę jego głosu: podrywał od razu wszystkich domowników - mówi Kosińska. Miłoszowi nie można było przeszkadzać zwłaszcza w godzinach porannych, które przeznaczał na pisanie.

W salonie, stanowiącym prawdziwe centrum mieszkania, przez wiele lat mieścił się gabinet, księgozbiór podręczny, biblioteka i sypialnia małżeńska! Stało tu ogromne łoże, szafa i toaletka Carol, żony Miłosza.

- Kiedy przychodziłam do pracy, to Miłosz siedział na tym krześle przy biurku i niecierpliwił się – wspomina Kosińska z wyraźnym rozrzewnieniem. – Wtedy nie rozumiałam, że minuta, dwie to jest dużo, to jest dużo dla człowieka, który czeka na narzędzie, które mu się spóźnia, a jemu ten tekst kipi w głowie i on by już wolał zacząć. Przychodziłam na 10. O tej porze Karolina dopiero wstawała, piła kawę, robiła sobie fryzurę, siedziała tutaj w szlafroku. Czułam, że wchodzę w domową intymność. Starałam się być bardzo punktualnie, co zwykle oznaczało, że byłam kilka minut po – żartuje.

Biurko jest masywne, klasyczne, z podziałem na dwie części: w schowkach po lewej stronie znajdowały się rękopisy i maszynopisy, prawa strona przeznaczona była na rzeczy biurowe. Wciąż leżą tu kałamarze (Miłosz pisał wyłącznie piórem), zapasowe okulary, zestaw lup (jedna nadal świeci), podręczny teleadresownik, temperówka i naboje do piór, czyli – jak je nazywał poeta – ładunki:

- Jak poprosił, żebym kupiła ładunki, to w pierwszej chwili się nie zorientowałam, o co chodzi! – śmieje się Kosińska. Dodaje, że taka nazwa brzmi chyba nawet lepiej, dosadniej, bardziej poetycko. To przecież pisarska amunicja!

Na biurku stoi też bardzo stary, ulubiony Macintosh. Na niektórych klawiszach są naklejki, które zrobiła Carol, żeby Miłoszowi było wygodniej stosować polskie znaki. Pierwsze wersje tekstów powstawały jednak na kartce. Do komputera poeta zasiadał na samym końcu.

Pracował zawsze przy lampce, nawet w dzień. Zasłony zrobione specjalnie z ciężkiego materiału obiciowego miały nie przepuszczać światła, które zwłaszcza pod koniec życia bardzo go raziło. Jeśli nie wychodził na dwór, w przerwach w pisaniu wyglądał przez okno w kuchni albo spacerował po mieszkaniu, z laseczką.

 

 

''

 

 

(AK)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Wybory prezydenckie 2015 - najnowsze informacje

Czytaj także

Przeczytaj fragmenty książki Andrzeja Franaszka "Biografia. Miłosz"

Wstęp

Miłosz przeszedł intelektualnie przez wszystkie piekła i niektore raje XX wieku. Cały nasz świat idei i wyobrażeń jest u niego zawarty. Bez Miłosza polska wiedza doświadczona osobiście, wiedza o wieku XX, byłaby tak zubożona, że nie wiem, czy mogłaby się utrzymać na rachitycznych nożkach. 

Maria Janion

- Teraz, jak nigdy przedtem, widzimy, że jest równy najlepszym w XX wieku. Jest ich trzech albo czterech – poza Miłoszem to Eliot, Kawafis, Mandelsztam. Pisali w bardzo złych czasach, ale potrafili skondensować tragiczne doświadczenie swojej epoki aż do niewidzialnego punktu, w którym rodzi się nadzieja – pisał po śmierci Czesława Miłosza litewski poeta Tomas Venclova.

Gdy 27 sierpnia 2004 roku kondukt żałobny odprowadzał zmarłego pisarza do Krypty Zasłużonych na krakowskiej Skałce, nietrudno było zdać sobie sprawę z wymiaru chwili. Kończyła się epoka: odchodził człowiek, którego znaczenie porównywano do roli Adama Mickiewicza, ale też model kultury, w którym poeta mógł i chciał stawiać sobie cele najwyższe, mierzyć się z politycznymi, społecznymi czy religijnymi problemami swego czasu.

W pewien sposób kończyło się stulecie, o czym pisał wtedy historyk literatury: "Ta śmierć symboliczna, teraz już na dobre zamykająca XX wiek, bardziej niż kiedykolwiek wiąże się dla mnie z przekonaniem, żenic już odtąd nie będzie takie samo jak wprzódy".

Życie Czesława Miłosza jest kroniką minionego stulecia, którego boleśnie doświadczył na własnej skórze. Od pól bitewnych pierwszej wojny światowej, widzianych oczami kilkuletniego chłopca, poprzez rosyjską rewolucję, odzyskanie przez Polskę niepodległości, społeczne i narodowościowe problemy II Rzeczypospolitej, czas spełnionej Apokalipsy i piekła, którym stały się ulice okupowanej Warszawy, Holokaust i walkę z sobą dwóch totalitaryzmów, doświadczenie emigranta w świecie podzielonym "żelazną kurtyną", Amerykę lat 60. i 70., aż do upadkusowieckiego imperium i początku XXI wieku.

Wszystko to stało się jego udziałem, ale też zostało przemyślane i wyrażone – w wierszach, powieściach, esejach. Nieśmiały chłopczyk, który wstydził się w wileńskim sklepie powiedzieć, co chce kupić, przeszedł w ciągu dziewięćdziesięciu trzech lat długą drogę, spotykając na niej Einsteina i Eliota, Karla Jaspersa i Alberta Camusa, Josifa Brodskiego i Susan Sontag czy wreszcie Jana Pawła II...

A przecież zdobywając doświadczenie i dar mądrości, w jakimś sensie zawsze pozostał ciekawym świata podrostkiem, który ukryty w skórze dostojnegonoblisty zwierzał się innemu laureatowi tej nagrody Seamusowi Heaneyowi: "Czuję się po prostu jak mały chłopiec, bawiący się na brzegu rzeki". Mówił o dziecięcości, która nie opuszcza artysty, a także o wiodącej go przez życie sile – sile nie rozsądku, lecz instynktów, namiętności, pożądania. Łączył w sobie wrażliwość, wyczulenie na ból, dostarczające mu udręk skrupulatne sumienie, skłonność do depresji i rozpaczy – z olbrzymią witalnością, dyscypliną, siłą fizyczną i duchową pozwalającą przetrwać nieszczęścia, których przytrafiło mu się o wiele więcej, niż miał zwyczaj opowiadać.

Zdawał się nieustannie młody, jakby opiekowały się nim jakieś moce, których obecność w swoim życiu wyraźnie odczuwał.

- Oto dokonane dzieło. Gdyby tylko wiedzieli, za jaką cenę. Czy zgodziliby się? Czy nie odwróciliby się z przerażeniem? Ale on, ten sprawca, miał kiedyś tylko niejasne przeczucie, że podpisuje cyrograf. Naprawdę nie było chwili, kiedy pióro, umaczane we krwi rozciętego palca, waha się przed podpisem i kiedy jeszcze można powiedzieć: "nie"  – pisał na starość.

A podczas jednej z rozmów opowiadał: "Jakaś ręka mnie prowadziła i kierowała tak, iż robiłem rzeczy z punktu widzenia zdrowego rozsądku najzupełniej absurdalne, które później okazywały się mieć jakiś sens". Ręka ta ratowała mu też życie, od niezwykłej chwili dzieciństwa poczynając, gdy nie wybuchł wrzucony do jego pokoju granat, aż po ocalenie od samobójstwa – pokusa "nawiedzała mnie kilka razy. Nie było daleko".

Uniknął sowieckich, litewskich i polskich kul, które krzyżowały się nad jego głową w krwawych początkach stulecia, wywózki na Wschód i łagru, obozu koncentracyjnego (choć był już przez Niemców aresztowany), zgubienia duszy i zaprzedania pióra w latach stalinowskich.

Stworzył dzieło przerastające rangą bodaj wszystko, co w minionym stuleciu wydała z siebie polska literatura. Przeżył wrogów, których nie brakowało i którym zwykle wspaniałomyślnie wybaczał. Osiągnął wszystko, zdawał się, jak powiedziano o nim w młodości, "pieszczochem losu". Sam oceniał to inaczej: Wiele było tych szczęśliwych ocaleń. Ale poza tym, gdyby ktoś znał moje życie bliżej, nie powiedziałby, że byłem dzieckiem szczęścia. W moim życiu było bardzo dużo tragedii. Kiedy myślę dziś, czego uniknąłem w czasie wojny, wydaje mi się to prawie niemożliwe. I to rzeczywiście należy doceniać. Ale za wszystko się płaci, jak mówił u Leszka Kołakowskiego wicedyrektor hotelu Eden. Zastępcą dyrektora raju był oczywiście diabeł.

Raj ziemski

Zielone młode liście. Kukułka. Echo.

O czwartej rano zerwać się i biec do rzeki,

Ktora dymi, gładka, pod wschodzącym słońcem.

Otwierają się wrota, konie biegną,

Jaskołki śmigają, ryba pluszcze.

I czyż nie zaczynaliśmy od nadmiaru

Błysków i nawoływań, pogoni, świergotów

Żyliśmy co dzień w hymnie, upojeniu,

Nie mając na to słow, czując, że za dużo.

Był jednym z nas, w dzieciństwie szczęśliwych.

Czesław Miłosz, Linnaeus

 

- W nagrodę dostałem się do raju ziemskiego. (...) Wchodziłem w oszałamiającą zieleń, w chóry ptaków, w sady uginające się od owoców, w czarodziejstwo rodzinnej rzeki, tak niepodobnej do nie ograniczonych niczym, posępnych rzek wschodniej równiny - pisał Miłosz. 

Spędzone w Szetejniach siódme urodziny na zawsze zostaną pisarzowi w pamięci – słoneczny czerwcowy dzień, sad, krzesełko przybrane girlandą z piwonii i jaśminu, lnianowłose wiejskie dziewczęta klaszczące i śpiewające piosenki. Doznawał tak potrzebnej dziecku akceptacji i miłości, ale też uzmysławiał sobie, jak bardzo różny jest świat, mogący być jałową, zmarzniętą szarością i miejscem udomowionym, obłaskawionym ludzką pracą i troską: "ten kraj objawił coś, co (...) dzisiaj nazwałbym może spokojnym gospodarzeniem człowieka na ziemi: dymy wiosek, bydło wracające z pastwisk, kosiarze siekący owsy i otawy, tu i ówdzie łódka u brzegu kołysana lekką falą". 

Na Żmudzi przyroda jest bujna, dolina tonie w kwiatach i trawach, pod olśniewającym błękitem wyrosły majątki i zasobne litewskie wsie. Niedaleko Niewiaży posiadał skonfiskowane po powstaniu styczniowym dobra dziadek Witolda Gombrowicza, który powieść "Opętani" publikował pod pseudonimem Niewieski, a obok Szetejń rozłożyły się Ginejty. Tu być może miał korzenie litewski ród Ginetów, z którego pochodzeniem chlubił się Piłsudski. Po drugiej stronie rzeki, w majątku Kałnoberże, gdzie Wecia z siostrą jako dorastające panienki bywały na podwieczorkach, znajdował się dwór zamordowanego w 1911 roku premiera Stołypina, reformatora i autora reformy rolnej. Nieopodal były pamiętające potęgę Radziwiłłów Kiejdany, gdzie w żydowskich sklepikach kupowano naftę, mydło i śledzie, tuż obok – Sienkiewiczowska Lauda z Upitą i Wodoktami. Kraj na uboczu, szczęśliwa prowincja, z której do Wilna po błotnistych drogach podróżowało się bryką trzy dni.

Dwór w Szetejniach pochodził z XVIII wieku, majątek rozkwitł jednak z początkiem następnego stulecia, za czasów pradziadka Czesława Miłosza, Szymona Syrucia, który zakładał lipowe i dębowe aleje, wyposażał dom, gromadził bibliotekę. Źle zbudowany, pozostał wilgotny i zimny, w mroźne dni zamykano całe skrzydło, nie sposób bowiem było go ogrzać. Ganek z kolumienkami prowadził do przedsionka, gdzie na płachtach suszyły się nasiona, następnie do sieni. Dwa salony z wywoskowanymi podłogami i fortepianem służyły jedynie do przyjmowania wizyt – między okryte pokrowcami meble mały Cześ zaglądał rzadko, czując się nieswojo w ciszy i pustce. Po drugiej stronie znajdowała się jadalnia, gdziena ceratowej kanapie czytał książki, kuchnia, pokój gościnny, biblioteka...

Przestrzeń, którą opisał w "Dolinie Issy" i w poetyckim cyklu "Świat", kolorystyką, grą świateł, nawet miedzianymi błyszczącymi rondlami do złudzenia przypominała XVII-wieczne malarstwo holenderskie. Dla zmysłowego chłopca najważniejsza była "apteczka”, "magiczny pokój", gdzie "na półkach stały miedziane, cudownego złotego koloru vermeille rozmaite garnuszki, a w szufl adach były rozmaite ingrediencje, zapachy. Imbiry itd. Właśnie te garnuszki koloru vermeille, które tam stały, w połączeniu z tymi zapachami – to czysty Chardin, wszystko razem! Chardin i malarstwo holenderskie. Tu jest klucz, skąd te upodobania u mnie dla martwych natur holenderskich i dla Chardina".

- Boże święty! Mnie się wydaje teraz, że cała moja poezja wzięła się z apteczki – powie później i trudno nie zauważyć, jak symbolicznie brzmi tytuł "Spiżarnia literacka" nadany ostatniej książce, którą opublikował. Weronika z synem nie mieszkali w samym dworze, ale w odległym o niespełna trzy kilometry folwarku Podkomorzynek, który przypadł jej w wyniku rodzinnych podziałów. Drewniany, ciepły, szeleszczący w zimie karaluchami dom, nazywany po prostu folwarkiem, do którego Cześ przynosił książki, by czytać je przy świecy, mieścił na piętrze mieszkanie Miłoszów, na parterze izby fornali: Po jednym pokoju na każdą z czterech rodzin/Wymawiam te nazwiska zezdumieniem:/Tomaszunas, Sagatis, Osipowicz i ekonom Vackonis,/Choć mały czułem jednak wstyd panicza. (W V, 281). Piętro mówiło po polsku, pracujący dla niego parter po litewsku, ale mimo rozwarstwienia, które wcześnie stało się dla Miłosza powodem 24 część i | rajski ogród. 1911–1920 niepokoju, przenikającego nawet do dziecięcych snów16, stosunki „państwa” z litewską ludnością17 były tutaj dobre. Nazywany nawet przezsąsiednich ziemian litwomanem, Zygmunt Kunat spierał się czasem z mieszkańcami okolicznych wiosek o prawo do pastwisk czy wyrębu lasu, ale jego tolerancja i szacunek dla innych przynosiły mu ogólne poważanie. Weronika prowadziła w położonej między Szetejniami i Podkomorzynkiem Legmiadzi szkółkę dla wiejskich dzieci18, które uczyła czytać i pisać... po polsku, co wtedy większości ziemiaństwa wydawało się całkowicie naturalne. Cześ razem z matką bywał w krytych gontem chłopskich chatach: Twoi dawni uczniowie, teraz gospodarze, podejmowali nas rozmową o urodzajach, kobiety pokazywały swoje warsztaty tkackie i deliberowałyście długo o kolorach osnowy i odetki.//Na stole wędliny, plastry miodu w glinianejmisie, i piłem kwas chlebowy z blaszanej kwarty. (W V, 79) Szetejnie, Ginejty i Peiksva były wsiami zamożnymi, ich gospodarstwaprowadzono z litewską solidnością i – jeśli tak można powiedzieć  czułością prawowitych gospodarzy: „lubiono tutaj drzewa, ale także dłubanie w drewnie: rzeźbione okiennice, wycinane znaki i litery na belkach, zydle przepisanego kształtu, obok drogi częste krzyże złączone z promienistym symbolem słońca i odwróconym sierpem księżyca, albo kapliczki, w których siedział Chrystus frasobliwy” (AB, 317). Zapadając w pamięć chłopca, wieczorami po wodzie niosły się daleko głosy chłopek śpiewających litewskie pieśni, mieszkańców dworu i wsi po równi zwoływał dzwon drewnianego kościółka w Świętobrości, czyli u Świętego Brodu, w którym Cześ został ochrzczony.

Czytaj także

Miłosz uważał, że literatura jest "turniejem garbusów"

Do końca maja w Ratuszu Staromiejskim w Gdańsku można oglądać wystawę "Sztuka jest w ogóle podejrzana". Dzięki niej poznajemy mało znany stosunek Miłosza do sztuki.
Posłuchaj
00'17 O wystawie "Sztuka jest w ogóle podejrzana" opowiada Bartosz Filip
00'21 Jakie prace będzie można zobaczyć na wystawie?

20 maja w Ratuszu Staromiejskim w Gdańsku odbył się wernisaż wystawy "Sztuka jest w ogóle podejrzana".

Bartosz Filip z Nadbałtyckiego Centrum Kultury wyjaśnia Polskiemu Radiu, że tytuł wystawy pochodzi od słów wypowiedzianych przez  Czesława Miłosza. Dodaje, że w pewnym momencie życia noblista mówił, że sztuka jest szczególnie podejrzaną formą działalności ludzkiej.

- Miłosz literaturę porównywał do "turnieju garbusów", pisał również "źle o filmie". O takim stosunku Miłosza do sztuki, wiedzą nieliczni, dlatego kilku artystów postanowiło odnieść się do tych stwierdzeń - dodaje Bartosz Filip.

Aby dowiedzieć się więcej, wystarczy kliknąć odpowiednią  ikonę dźwięku, który znajduje się w boksie "Posłuchaj" po prawej stronie artykułu.

Jakie prace zobaczymy na wystawie?

Anna i Adam Witkowscy przygotowali pracę inspirowaną "Abecadłem" oraz "Innym abecadłem" Czesława Miłosza. Katarzyna Kijek i Przemysław Adamski nakręcili etiudę animowaną, która porusza problem odzwierciedlenia rzeczywistości w kinie.

Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na temat prac prezentowanych na wystawie, kliknij odpowiednią ikonę dźwięku w boksie "Posłuchaj" po prawej stronie artykułu.

Wernisaż wystawy rozpocznie się dziś o 17:00 w gdańskim Ratuszu Staromiejskim. Godzinę później Bartosz Filip wygłosi prelekcję "O związkach Czesława Miłosza z kinem i sztuką popularną". Pokazany zostanie także film dokumentalny "Czarodziejska Góra", opowiadający o życiu pisarza w Stanach Zjednoczonych.

Wystawę "Sztuka jest w ogóle podejrzana" będzie można oglądać do 31 maja.

Zachecamy do odwiedzania naszego specjalnego serwisu poświęconego Czesławowi Miłoszowi.

O takim stosunku Miłosza do sztuki, wiedzą nieliczni, dlatego kilku artystów postanowiło odnieść się do tych stwierdzeń - dodaje Bartosz Filip.

Czytaj także

Andrzej Seweryn czyta Miłosza

"Dolina Issy" - niezwykła powieść Czesława Miłosza. Zapraszamy do wysłuchania jej kolejnych fragmentów od poniedziałku do piątku o godz. 9.30. na antenie radiowej Dwójki.

"Po przeczytaniu 'Doliny Issy' ma się wrażenie, że gdyby nawet Miłosz nie pisał poezji, można by go - na podstawie tej jednej powieści - uznać za wielkiego poetę". (Lillian Valee)

Nad rzeką Issą żyją ludzie targani wielkimi namiętnościami. Choćby ksiądz Peikswa i jego gosposia Magdalena – mają romans, który skończy się tragedią z pośmiertnym, wampirycznym epizodem… Albo młody Dominik – rozpaczliwie szukający znaku z nieba. Aby sprawdzić, czy Bóg istnieje, dokonuje straszliwiej profanacji. Niezwyczajną postacią jest również leśniczy Baltazar –  ma na sumieniu jedną śmierć, targa nim trudny do opisania niepokój egzystencjalny, który doprowadzi go do kolejnego nieszczęścia.

Nad Issą żyją również diabły. Jest ich tu nawet więcej niż w innych miejscach. "Może diabły upodobały sobie Issę ze względu na jej wodę? Mówi się, że ta ma właściwości wpływające na usposobienie ludzi, jacy rodzą się nad jej brzegami. Są skłonni do zachowania się ekscentrycznego, dalecy od spokoju, a ich niebieskie oczy, jasne włosy i nieco ociężała budowa są złudnym tylko pozorem nordyckiego zdrowia". ("Dolina Issy", fragm.)

Jednak wśród wielu mieszkańców doliny Issy najlepiej możemy się przyjrzeć chłopcu o imieniu Tomasz. Poznajemy jego dziecięce pasje i niepokoje, jego tajemniczy – bo odkrywany z dnia na dzień – świat, jesteśmy świadkami jego dojrzewania.

"Dolina Issy" to powieść autobiograficzna - Miłosz przekazał w postaci Tomasza jakąś część pamięci o swoim dzieciństwie nad rodzinną Niewiażą. Obrazy dalekiej krainy litewskich jezior, przywołania pogańskich jeszcze wierzeń i zwyczajów - poeta przypomina, z jakiego tygla kulturowego pochodzi, pokazuje, gdzie jego początek. Jednak klucz biograficzny nie wyczerpuje sensów tej z jednej strony prostej w odbiorze (tradycjna narracja), ale z drugiej - wielopłaszczyznowej powieści.

Bo "Dolina Issy" to również metaforyczna opowieść (baśń) o Dobru i Złu, o naturze jednocześnie piękniej, ale i skażonej  - niczym u manichejczyków - cierpieniem i rozpadem. W końcu: jest to opowieść o śmierci, która panuje i w nieświadomej przyrodzie, i wśród ludzi, rozpaczliwie - jak babka Tomasza - broniących się przed myślą o wiecznym nieistnieniu.

 

Niewiaża
Niewiaża na Litwie (powieściowa Issa).

 

"Dolina Issy" jest to druga - po "Zdobyciu władzy" - powieść Czesława Miłosza, napisana w 1954 roku we Francji, opublikowana rok później przez Instytut Literacki. Powstała w niezwykle trudnym dla poety czasie - była swoistą autoterapią, próbą przerwania twórczego impasu, powrotem do źródeł.

Powieść Czesława Miłosza usłyszymy na antenie Dwójki w interpretacji Andrzeja Seweryna.

Od poniedziałku do piątku o godz. 9:30

Zapraszamy!

 

''

Czytaj także

Miłosz i jego Bubo maximus

Czesław Miłosz jako chłopiec znał na pamięć łacińskie nazwy wszystkich ptaków żyjących w Polsce!
Posłuchaj
24'33 Czesław Miłosz jako przyrodnik i dokumentalista

- Działo się to w moich latach chłopięcych, kiedy to nasze namiętności, traktowane przez dorosłych z pewnym lekceważeniem, najwyżej są tolerowane - mówił Czesław Miłosz w styczniu 2003 roku na Uniwersytecie Latającym w Krakowie. - Tak jak moja matka tolerowała moje klatki, akwaria i nawet największą z polskich sów – puchacza, Bubo maximus, który, uwalniany z klatki, żeby sobie polatał, zwykle w locie spuszczał na środek stołu płynny ślad z głośnym pluskiem.

Wspominał, że jako podrostek z pamięci recytował łacińskie nazwy wszystkich ptaków występujących w Polsce i rozprawiał o słynnych polskich ornitologach. – Na wielu lekcjach w szkole, siedząc w ławce, byłem po prostu nieobecny i rysowałem mapy swojego idealnego kraju. Składał się on wyłącznie z lasów, nie było dróg, tylko rzeki i kanały. Wstępu do tego kraju nie mieli zwykli śmiertelnicy, jedynie godni tego zaszczytu.

Te baśniowe obrazy - marzenia, które były przetworzeniem rzeczywistych litewskich krajobrazów, z pewnością odzwierciedlały - jak stwierdza sam noblista - "konstrukcję jego umysłu".

W Programie Drugim Polskiego Radia codziennie o 9:30 możemy słuchać fragmentów "Doliny Issy" w interpretacji Andrzeja Seweryna. O tym, żeby nie traktować tego utworu jako powieści autobiograficznej, przestrzegał brat poety, Andrzej Miłosz. Książka ta jest jednak ważnym kluczem do Miłoszowej natury. I to natury, którą nierzadko można traktować dosłownie…

W audycji Anny Lisieckiej o najbliższej rodzinie Czesława Miłosza oraz o jego traumatycznym wyjeździe z kraju opowiada Andrzej Franaszek, literaturoznawca i krytyk literacki. Przypominamy także jeden z ostatnich wywiadów z noblistą, przeprowadzony przez autorkę audycji.

30 czerwca 2011 roku przypada setna rocznica urodzin Czesława Miłosza.

''

 (AK)

Czytaj także

Muzyczne pejzaże Czesława Miłosza

Dzieło Miłosza - w dzień 100. rocznicy jego urodzin - pozostaje wciąż żywe i ważne dla kolejnych generacji.
Posłuchaj
13'04 Prof. Romuald Twardowski, Jarosław Siwiński i Paweł Kos-Nowicki nt. koncertu "Muzyczne pejzaże Czesława Miłosza"

Koncert "Muzyczne pejzaże Czesława Miłosza" wypełniony był prawykonaniami utworów polskich kompozytorów, których zainspirowała poezja noblisty. Są to twórcy zarówno młodzi, jak i należący do starszego pokolenia. Dzieło Miłosza - w dzień 100. rocznicy jego urodzin - pozostaje wciąż żywe i ważne dla kolejnych generacji.

W programie znalazły się: "Lituania" Romualda Twardowskiego, "... znad Zatoki San Francisco" Barbary Kaszuby, "teMuchi" Ryszarda Osady oraz pieśni: "W Warszawie" Joanny Bruzdowicz, "Annalena" Jarosława Siwińskiego i "Dwa Pejzaże: Obłoki, Bieg" Marka Żebrowskiego.

Zaprasza Joanna Grotkowska.

W przerwie koncertu nadamy rozmowy, które z kompozytorami przeprowadziła Anna Skulska.

Program

Romuald Twardowski Lituania

Joanna Bruzdowicz W Warszawie

Jarosław Siwiński Annalena

Barbara Kaszuba  ... znad Zatoki San Francisco

Marek Żebrowski Dwa Pejzaże: Obłoki, Bieg

Ryszard Osada teMuchi

Wyk: Jarosław Bręk – baryton, Grzegorz Damięcki – recytacja, Warsaw Camerata, Paweł Kos-Nowicki - dyrygent

(Warszawa, 26.06.2011)

30 czerwca (czwartek), godz. 19:00