X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

Rozmowa dnia: Ludwik Dorn

Ostatnia aktualizacja: 25.03.2014 08:15
Audio

Krzysztof Grzesiowski: Były marszałek Sejmu Rzeczpospolitej, poseł Ludwik Dorn, Solidarna Polska. Dzień dobry, panie marszałku.

Ludwik Dorn: Dzień dobry, dzień dobry państwu.

Temat znany, sprawa znana: rodzice dzieci niepełnosprawnych cały czas protestują w gmachu Sejmu, nie zgadzają się na propozycje złożone im przez premiera Donalda Tuska. Dziś rząd zresztą ma się zająć projektem ustawy przesuwającym środki w budżecie, ale ma to polegać na przesunięciu pieniędzy z dróg lokalnych na świadczenia rodzinne. Ktoś powie: to takie przekładanie z lewej kieszeni do prawej kieszeni.

Tylko ja przypominam, że kiedy uchwalano ustawę tę z 2012 roku, która stworzyła cały problem, to pieniądze odebrane, bo około 150 tysięcy rodziców i opiekunów osób niepełnosprawnych utraciło prawo do świadczenia pielęgnacyjnego, to pieniądze stamtąd zabrane kierowano na... czy mówiono, że się skieruje na inne cele związane z polityką prorodzinną. No, proszę też zauważyć, że tutaj powstał bardzo duży obszar krzywdy tam, gdzie ona nie powinna powstawać. Bardzo często rząd i posłowie Platformy Obywatelskiej podnoszą: a przecież w 2007 roku, kiedy ja byłem ministrem, później marszałkiem Sejmu, to świadczenie pielęgnacyjne wynosiło 520 złotych, a teraz 620 złotych plus 200 złotych. No dobrze, tylko to było 7 lat temu, a płaca minimalna wynosiła wtedy 936 złotych, a obecnie wynosi 1680. Czyli stosunek świadczenia pielęgnacyjnego do płacy minimalnej, bo o tym tutaj rozmawiamy, w ciągu tych 7 lat zdecydowanie się pogorszył, a po drugie od lipca zeszłego roku te 150 tysięcy osób utraciło prawa do świadczenia. Tak że ja się nie dziwię, że rodzice i opiekunowie dzieci i osób niepełnosprawnych te propozycje premiera odrzucili. Zresztą to przyniosło pewien efekt, bo premier powiedział: pójdę na rząd, może coś jeszcze się znajdzie.

A Solidarna Polska ma własny projekt w tej sprawie?

Tak, przy czym myśmy zgłosili projekt ustawy w marcu zeszłego roku, reagując na to, co stanie się, miało się stać i stało w lipcu zeszłego roku, a do projektu ustawy rządu będziemy zgłaszać poprawki wychodzące naprzeciw oczekiwaniom...

Czyli płaca minimalna od razu? Dojście do poziomu płacy minimalnej?

Tak, z tego względu nie wiemy, czym się skończy, ale presja ma sens. Także presja wywierana i przez rodziców i opiekunów, i przez opozycję polityczną. Jeżeli od zeszłego tygodnia do wtorku premier doszedł do wniosku, że może coś jeszcze się znajdzie, to ma sens wywieranie nacisku podczas prac nad ustawą. To jest normalny sposób działania partii parlamentarnej.

Presja w tej formie, jaką obserwujemy?

To ja bym chciał powiedzieć jedno: gdyby... Bo mówi pan o tym, że oni strajk okupacyjny w Sejmie...

Tak.

Gdyby oni od tego zaczęli, ja miałbym daleko idące zastrzeżenia, ale oni drogę gabinetową, drogę rozmów przeszli od początku do końca z zerowym skutkiem. Byli na Komisji Polityki Społecznej, właściwie mówiąc: większość rządowa powiedziała: nie interesujecie nas. Byli... przewodniczący Mularczyk z Solidarnej Polski to zorganizował, było spotkanie z panią marszałek Kopacz i wiceminister polityki społecznej, właściwie pokiwano głowami, strona władzy pokiwała głowami, poużalała się i stwierdziła: no, będzie jak było. Po drodze oni zwrócili się do rzecznika praw obywatelskich, i to był dobry ruch, Trybunał Konstytucyjny uznał, że odebranie im praw było...

Niezgodne z prawem, niekonstytucyjne.

...niekonstytucyjne i był to jedyny sukces, ale to był sukces na drodze Trybunału, na drodze sądowej. Tam, gdzie dochodziło do rządu i do większości rządowej w Sejmie, było kiwanie głowami:  rzeczywiście biedni jesteście, przestańcie nam wreszcie zawracać głowę. Czyli przeszli naprawdę... wyczerpali wszystkie możliwości innego typu. Jest jeszcze jedno: chodzili, właściwie Solidarna Polska im od ponad roku wiernie towarzyszyła, ale jeżeli chodzi o środki masowego przekazu, to pies z kulawą nogą się tym nie zainteresował, bo nie było obrazka. Oni wyczuli i postępują racjonalnie, że w dzisiejszym stabloidyzowanym świecie jest obrazek, to jest sprawa. No i zrobili obrazek i postępują słusznie, racjonalnie, rozumnie.

Czyli teraz nie uda się już obejść i udawać, że nic się nie dzieje.

Tak, no bo są obrazki, które poruszają emocje, i słusznie poruszają.

Panie marszałku,  to teraz, jeśli pan pozwoli, o konsekwencjach wydarzeń na Ukrainie i na Krymie z punktu widzenia interesów Unii Europejskiej, Polski i Stanów Zjednoczonych. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że Barack Obama ma na początku czerwca przyjechać do Polski. Ma to mieć związek z uroczystościami związanymi z 25. rocznicą wyborów czerwcowych 89 roku. To jest jeszcze zaproszenie, które Bronisław Komorowski przekazał prezydentowi Obamie w zeszłym roku. Ale nie będzie to chyba, jeśli do niej dojdzie, wizyta tylko i wyłącznie spowodowana rocznicą, ale wobec tego, co się dzieje na Ukrainie, niewątpliwie będzie miała także inne znaczenie, inną wagę.

No, jeżeli do niej dojdzie...

Jeżeli do niej dojdzie.

...bo na razie ambasada USA w Warszawie mówi, że nic na ten temat nie wie, ja bym się tutaj obawiał zawyżenia oczekiwań, choć uważam, że ona by się przydała i byłaby to nie jedyna, jedna z odpowiedzi na rosyjską agresję w Europie Wschodniej, no bo Krym to także Europa Południowo-Wschodnia geograficznie i nie tylko. Ukraina przecież jest wschodnim państwem europejskim. Tak że niewątpliwie to by się przydało, choć, powtarzam, ja bym nie zawyżał poziomu oczekiwań, a to był taki gest dyplomatyczno-symboliczny, które zwykle łączą się z działaniami czy to z dziedziny gospodarki, czy to dziedziny współpracy militarnej.

Wydaje się, że politycy europejscy wobec tego, co dzieje się na Ukrainie, wobec polityki rosyjskiej stają się przynajmniej w słowach coraz bardziej odważni, bo oto szef resortu MSZ niemieckiego mówi, że Europa sięgnie po kolejne sankcje nawet kosztem własnych strat ekonomicznych, jeśli Rosja zamierzy się na inne regiony poza Krymem, oczywiście. Kierująca resortem obrony Niemiec Ursula von der Leyen mówi, że NATO musi zaznaczyć swoją obecność na zewnętrznej granicy NATO, co jest szczególnie ważne dla państw sojuszniczych i tak dalej, i tak dalej. Czy to tylko słowa, czy coś się za tym kryje?

Zobaczymy, to znaczy ja bym to ujął tak: gdyby tych słów nie było, mielibyśmy (mówię tu z punktu widzenia interesów Polski) sytuację bardzo, bardzo trudną. Natomiast to jest tak, że został stworzony pewien... także przy udziale Polski, pewien język do opisu sytuacji, że to jest test dla wspólnoty, także Unii Europejskiej, i politycy zachodniej Europy, która jest w sposób oczywisty mniej zagrożona, wpisują się w ten język solidarności. Będą pewne testy, czy za słowami pójdą czyny. To są np. kontrakty francuskie i niemieckie, w znacznej części też włoskie, na rzecz Armii Czerwonej, prawda? Okręty desantowe w przypadku Francji, w przypadku Niemiec budowa centrum szkolenia bojowego w Mulino, ale w perspektywie są już dalsze, parokrotnie większe w Aszułuku pod Astrachaniem. Czy te kontrakty będą podtrzymywane, czy nie? Na razie na Mulino został wstrzymany. I to jest jeden wymiar. Drugi wymiar to jest opracowanie, do czego wezwała Komisja Europejska, w wyniku dość szerokiej dyskusji zestawu tych bardziej masywnych sankcji gospodarczych, gdyby Rosja dalej destabilizowała sytuację na Ukrainie. Z naszego punktu widzenia minusem jest to, że jeżeli mówi się o bardziej masywnych, bolesnych sankcjach, to w przypadku, gdy dojdzie do destabilizacji w innych regionach. Czyli de facto jest to sygnał dla Rosji, że właściwie przynajmniej na krótką i średnią metę, na dekady to jest inna sprawa, z Anschlussem Krymu żeśmy się pogodzili.

A czy ta polityka rosyjska może mieć wpływ na przyspieszenie prac nad powołaniem transatlantyckiej strefy wolnego handlu?

Ja tutaj mam pewne wątpliwości, bo z punktu widzenia uzależnienia Europy od Rosji to jest przede wszystkim gaz, nieco mniej ropa naftowa, to oczywiście zawarcie takiego porozumienia otwierałoby pewien automat, ponieważ eksport gazu czy nośników energii, ale w tym przypadku chodzi o gaz skroplony ze Stanów Zjednoczonych, nie wymaga zezwolenia Departamentu Energii w przypadku tych krajów, które są objęte porozumieniami o strefie wolnego handlu. Nie trzeba pozwolenia Departamentu Energii, by eksportować gaz z Stanów do Meksyku czy do Kanady. Ale... A to oczywiście osłabiłoby w sposób naturalny pozycję Rosji, pozycję Gazpromu. Natomiast ja się obawiam, że niezależnie od tego, co robi Rosja, w takich sprawach te negocjacje będą trwały parę lat, no bo tu jest presja, mówi się, że należy przyspieszenie... po czym określone kraje mają swoje interesy gospodarcze, np. w przypadku Francji, która ma bardzo silnie rozwinięty przemysł obronny, na tym się trochę znam, tam jest szalony opór przed włączeniem przemysłu obronnego do strefy wolnego handlu, no bo są pewnego rodzaju opt-outy, możliwość uchylenia tych klauzul generalnych. Tak że ja bym...

Czyli podsumowując, panie marszałku,  pod presją podejmuje się złe decyzje?

Nie, nie, nie, tylko w takich sprawach, jak umowa o strefie wolnego handlu presja presją, a decyzje... a negocjacje będą moim zdaniem trwały długo, co najmniej parę lat. Należy jakby zabiegać o to, by Departament Energii w Stanach Zjednoczonych, gdzie toczy się spór między sektorem wydobywczym a przemysłem, przede wszystkim wielką chemią, jednak tych koncesji udzielał śmielej.

Były marszałek Sejmu Ludwik Dorn w naszym studiu. Panie marszałku,  dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję.

(J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak