"Wysłanie instruktorów na Ukrainę to kontynuacja polskiej polityki"

Ostatnia aktualizacja: 27.02.2015 09:55
- Każdy kraj musi sam podejmować decyzje odnośnie udzielenia wojskowej pomocy Ukrainie, bo nie można liczyć na spójne stanowisko NATO. Trzeba się jednak liczyć z dalszą eskalacja konfliktu - komentowali w Jedynce publicyści.
Audio
  • Roman Imielski i Andrzej Godlewski o wysłaniu instruktorów wojskowych na Ukrainę (Jedynka/Sygnały dnia)
Ciężki sprzęt wycofywany z Donbasu po zawieszeniu broni
Ciężki sprzęt wycofywany z Donbasu po zawieszeniu broniFoto: EPA/LUCA PIERGIOVANNI

Polska zamierza przygotować do stu instruktorów do szkolenia ukraińskich podoficerów; decyzja, czy i ilu pojedzie na Ukrainę, zapadnie w marcu - powiedział wicepremier, minister obrony Tomasz Siemoniak. Gotowość do takiej pomocy zadeklarowała też wcześniej Wielka Brytania.

Oczywiście lepiej by było, gdyby to była wspólna decyzja NATO - powiedział Roman Imielski z "Gazety Wyborczej". Jego zdaniem jednak o jednomyślność w NATO jest nawet trudniej niż w Unii Europejskiej, ponieważ w sojuszu jest więcej państw członkowskich.

Publicysta zaznaczył, że wysłanie instruktorów jest kontynuacją polityki, jaką Polska prowadzi od wielu lat. Szkolimy ukraińskich żołnierzy w swoich akademiach, naszym pomysłem jest też powołanie wspólnej brygady polsko-litewsko-ukraińskiej. Według Imielskiego, ważne jest, że na wysłanie instruktorów zdecydowały się Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Przypomniał, że premier David Cameron argumentował ten krok trwającą na Ukrainie wojną, która może objąć kolejne państwa bałtyckie i przesunąć się dalej na Zachód.

Gość "Sygnałów dnia" przypomniał, ze trwa też spór, czy dozbrajać Ukrainę. Na razie kraje NATO wysyłają racje żywnościowe, kamizelki kuloodporne, hełmy - ale nie wyposażenie "śmiercionośne". Tymczasem rosyjska telewizja informuje ogólnie o dostawach sprzętu, a nawet o tym, że legion NATO walczy w Donbasie. - Ze strony Rosjan budowana jest atmosfera, że Zachód szykuje czołgi i zagony pancerne, żeby najechać na Moskwę - ocenił Imielski.

Andrzej Godlewski z TVP1 zaznaczył, że wysłanie instruktorów, zdaniem wielu obserwatorów, może doprowadzić do zaostrzenia konfliktu. Trwa wprawdzie zawieszenie broni i częściowe wycofywanie ciężkiego sprzętu z linii frontu, ale wiadomo ze strony rosyjskiej, że nie został on przesunięty daleko i w ciągu pół godziny może wrócić na pozycje.

Publicysta przypomniał, ze mija właśnie rok odkąd Moskwa zaanektowała Krym i Rosja potrzebuje lądowego połączenia z półwyspem, ponieważ warunki życia są tam teraz bardzo trudne. - Żeby zrobić korytarz, działania wojenne są konieczne - powiedział Godlewski.

Zdaniem drugiego z gości Jedynki, Brytyjczycy wysyłają instruktorów w swoim interesie. Co chwila są bowiem doniesienia o rosyjskich bombowcach nadlatujących w kierunku brytyjskiej przestrzeni powietrznej. Tamtejsze ministerstwo obrony wydało już nawet broszurę, jak rozpoznać rosyjskie samoloty, co kojarzy się z II wojną światowa i wypatrywaniem na niebie niemieckich maszyn. – Lepiej, jak walczy się daleko od swojej granicy, niż na swoim niebie - zauważył Godlewski.

Obaj publicyści rozmawiali też o aferze odkrytej przez "Gazetę Wyborczą". Tajna grupa w MSW podsłuchiwała szefów najważniejszych służb w Polsce

***

Tytuł audycji: Sygnały dnia
Prowadziła: Zuzanna Dąbrowska
Gość: Roman Imielski ("Gazeta Wyborcza"), Andrzej Godlewski ("TVP1")
Data emisji: 27.02.2015
Godzina emisji: 8.15

fc, pg