X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

Sygnały dnia, 31 sierpnia 2015 - zapis rozmowy z Jerzym Borowczakiem

Ostatnia aktualizacja: 31.08.2015 07:15
Audio
  • Jerzy Borowczak, współorganizator strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku (Sygnały dnia/Jedynka)

Krzysztof Grzesiowski: Pan Jerzy Borowczak, współorganizator strajku w Stoczni Gdańskiej, poseł na Sejm Rzeczpospolitej, poseł Platformy. Dzień dobry, witamy.

Jerzy Borowczak: Dzień dobry, witam serdecznie.

Bo to tak na dobrą sprawę to 35 lat temu tu, w Gdańsku, w Stoczni to było w obronie pani Ani.

Tak, oczywiście wcześniej były strajki w Lublinie, w Tczewie i chcieliśmy w jakiś sposób się też z nimi solidaryzować, ale się nie udało. W Stoczni zarabiało się wtedy całkiem nieźle, ale kiedy zwolniono panią Anię, członka Wolnych Związków Zawodowych, bardzo dobrego pracownika, odznaczony Brązowym, Srebrnym i Złotym Medalem za dobrą pracę, uważaliśmy, że to nie może tak zostać. I dlatego w pięciu podjęliśmy decyzję, że przygotujemy ten strajk. Przygotowywaliśmy go od 7 sierpnia, a 14–go rozpoczęliśmy strajk.

Zwolnienie z pracy Anny Walentynowicz to po pierwsze, ale były i żądania podwyżki płac, prawda? I dodatku drożyźnianego.

No, to Bogdan Borusewicz, który robił scenariusz tego strajku, długo się z nami wykłócał, bo ustaliliśmy te postulaty przywrócenia Ani do pracy, ale potem tysiąc złotych podwyżki i jeszcze dodatek drożyźniany, bo wiedzieliśmy, że jeśli takich postulatów nie będzie ekonomicznych, no to trudno będzie ten strajk rozpocząć, a później go kontynuować.

Pan wspomniał o gronie kilku osób, które to przygotowywały i które wiedziały.

Tak, pięć osób, jak pięść, dlatego że uznaliśmy, że jeśli w ten strajk włączymy innych członków Wolnych Związków Zawodowych, no to ta informacja przedostanie się do służb i ten strajk się nam nie uda, dlatego ani Bogdan nie powiedział Alinie Pieńkowskiej, która była członkiem Wolnych Związków Zawodowych, nie mówiliśmy nawet pani Ani Walentynowicz i myślę, że bardzo była zaskoczona, kiedy przywieźliśmy ją tutaj do Stoczni dyrektorskim samochodem, a to był akurat jej dzień przed urodzinami, bo ona jest urodzona 15 czerwca, więc miała naprawdę... mówi: ale chłopcy zrobiliście mi fajny prezent.

Którędy pan wchodził do Stoczni? Tu, Bramą nr 2?

Tą bramą, tutaj przy tych dwóch budynkach, przed którymi stoimy, tak się umówiliśmy, że spotkamy się tam przed 5 rano, żeby razem wejść na teren Stoczni. Stocznia to 160 hektarów, więc potężny obszar, i taki był scenariusz, że ja rozpoczynam na Wydziale K–5 za mostem, za wodą, a Ludwik Prądzyński i Bogdan Felski rozpoczynają na Wydziale K–3 i oczywiście przyprowadzamy ludzi pod bramę, tu śpiewamy hymn, uczcimy minutą ciszy poległych w 70 roku. Chodziło nam o to, żeby ludzie nam nie wyszli na zewnątrz.

No właśnie, jak bardzo wisiał nad wami strach i lęk przed konsekwencjami i pamięć o tym, co wydarzyło się w Grudniu 70 roku?

Oczywiście, pamiętam Grudzień, już miałem wtedy 13–14 lat, ale powiem szczerze, że kiedy wszedłem w Wolne Związki Zawodowe, kiedy widziałem służbę bezpieczeństwa, kiedy widziałem moich kolegów, którzy po jednym, drugim zatrzymaniu, spotkaniu z esbecją rezygnowali z działalności w Wolnych Związkach Zawodowych, ale być może ja też nie byłem aż nadal ważniejszy, mimo że byłem na misji stabilizacyjnej na Bliskim Wschodzie akurat, wróciłem parę miesięcy wcześniej, ale dziewczyny – Alina Pieńkowska, Maryla Płońska, Magda Rybicka, Bożena Rybicka – to były dziewczyny, które w opozycji nam dawały takiego kopa, że skoro one są, to dlaczego my mamy rezygnować? I to mnie trzymało i dlatego mówię, ten strajk był takim potrzebnym protestem przeciwko władzy ludowej.

Łatwo było namówić do strajku?

No oczywiście, jak ja słyszę, że (...) mówią: w Stoczni Gdańskiej wybuchł strajk, to czasem się trochę uśmiechnę, bo on tak nie wybuchł, tak? Ja rozpoczynałem go gdzieś o godzinie za dwadzieścia szósta na Wydziale K–5, mimo że parę dni wcześniej pytałem kolegów, czy byliby solidarni z Lublinem, czy byliby solidarni z Tczewem, młodych kolegów w moim wieku, i oni mówili: tak, nie ma problemu, jak tylko by coś było, to my to poprzemy. Ale kiedy ja przyszedłem o tej za piętnaście szósta na wydział i rozdawałem ulotki, mówiąc, że dziś strajkuje cała Stocznia, że strajkuje Gdynia, że strajkują inne zakłady, no to tak udało mi się zebrać 30 osób, później jak idąc przez Stocznię, rozdając ulotki biograficzne Ani Walentynowicz, trochę ludzi się przyłączało. No ale tak na 10.30, kiedyś już miałem komitet strajkowy wybrany, mieliśmy około 12 tysięcy ludzi, to się tak nakręcało. Na początku to poważnie nie wyglądało, bo ja miałem wtedy 22 lata z hakiem, Bogdan Felski 23, Ludwik Prądzyński 23, więc wyglądaliśmy jak... ludzie tak się przyglądali, co to z tego będzie.

Obdarzyć was zaufaniem, czy nie, tak? Dacie radę, czy nie?

Myślę ludzie... Gdyby Lech Wałęsa był tak jak miał być, o piątej rano, to może ten strajk mógł się nawet nie udać, bo mogliby się ludzie go wystraszyć. I dlatego jak Lech wszedł o 10.30 i wszedł na tą koparkę, to ten strajk dopiero naprawdę się zaczął.

Czytając o tym dniu, o 14 sierpnia, kiedy strajk się zaczął, pojawiają się osoby, które kierowały pracą Stoczni, dyrektorzy, ale także i działacze ówcześni partyjni, szefowie podstawowych organizacji partyjnych, którzy na widok tego tłumu, który szedł, który powoli narastał, pytali, co to ma znaczyć. To znaczy nie mieli zielonego pojęcia, że coś się może wydarzyć?

Ja myślę, że akurat wydawało się, że po Lublinie, kiedy my w swoim gronie Wolnych Związków Zawodowych, ROPCiA, Ruchu Młodej Polski rozmawialiśmy, czy w Gdańsku może to się udać, czy w Gdańsku możemy wywołać strajk, no, sami do końca nie wierzyliśmy, no bo próbowaliśmy w lipcu do lubelskich kolejarzy się przyłączyć i krzyczeliśmy: Trzeba! Trzeba! Ale tego poparcia nie było. Ja myślę, że to, co zdecydowało, to to, że byliśmy zdeterminowani ten strajk wywołać. To, że mieliśmy plakaty, że mieliśmy 7000 ulotek, że mieliśmy kolportaż zewnętrzny, to wpłynęło na to, że ten strajk się udał, ale władza była według mnie tym zaskoczona, że w Stoczni całkiem nieźle się zarabiało i że ten strajk wybuchł tu, w Stoczni im. Lenina.

No i ten warunek nie wychodzić poza bramę, tak?

No, to jest doświadczenie roku 70. Kiedy my planowaliśmy ten strajk, to szukaliśmy argumentów i jakichś też takich myśli, żeby... Co zrobić, żeby ci ludzie nam nie wyszli za bramę? I kiedy myśmy przyszli tu, pod Bramę nr 2, to ludzie krzyczeli: Idziemy pod KW! Idziemy pod KW! No i wtedy, oczywiście, to, co ułożyliśmy w scenariuszu, że śpiewamy hymn, to ludzie się muszą uspokoić, a potem uczcimy minutą ciszy tych, którzy polegli tu w 70 roku, dlatego że próbowali stąd wyjść. My musimy zostać w środku, bo tu będziemy bezpieczni. I to, powiem szczerze, że zadziałało.

Strajk miał swoje fazy, jak wiedzą wszyscy ci, którzy interesują się historią, interesują się tym, co wydarzyło się w Sierpniu 80 roku. My rozmawiamy 31 sierpnia, czyli w dniu podpisania Porozumień, tutaj, Sala BHP, 200 metrów dosłownie od nas. Czy pan zaczynając, próbował sobie wyobrazić, że to właśnie może tak się skończyć, czy był pan tego pewien, czy nie wierzył pan w to? Co w panu się działo wtedy?

Kiedy rozmawialiśmy i mówiliśmy do Bogdana Borusewicza i do Lecha Wałęsy: no, jeśli nam się nie uda, no to oni mówią do nas: no to w najlepszym przypadku zwolnią was ze Stoczni, a jak trochę gorzej, to was zamkną na 3–4 miesiące. Więc myśmy chcieli tylko zaprotestować. Chcieliśmy, żeby władza zrozumiała, że to tak łatwo nie będzie zwalnianie ludzi, że są ludzie, którzy chcą protestować. W ogóle nie marzyliśmy o tym. No, powiem szczerze, że dlatego zaczynaliśmy... Najpierw mieliśmy zacząć to w środę, że nam wydawało, że jak nam się uda ten strajk wywołać, to że do soboty go pociągniemy. Ale że Lech Wałęsa szedł zarejestrować urodzoną córkę, więc przełożyliśmy go z 13–go na 14–go, to mówimy: no dobra, czwartek–piątek, dwa dni. Jeśli się reszta zakładów w Gdańsku nie dołączy do tego strajku, no to sorry, ale będą mieli na to dwa dni. Bardzo fajnie się zdarzyło, że myśmy zastrajkowali w czwartek, a już w piątek stała Stocznia Gdynia Remontowa i Północna.

No więc właśnie, chciałem zapytać o to, jakie wrażenie na was robiło to, że co chwila przychodziła informacja, że kolejny zakład włącza się do strajku?

No to nas podtrzymywało na duchu.

Mówimy o Gdańsku, a jeszcze była jeszcze cała Polska.

Oczywiście, przyjeżdżali też delegaci z innych części Polski i to nas trzymało na duchu. A potem już w niedzielę msza odprawiona przez prałata Henryka Jankowskiego, później przyjazd do Stoczni Andrzeja Wajdy, Maćka Pietrzyka, Konrada Bielińskiego, Mirka Chojeckiego czy aktorów gdańskich scen, nie chciałbym tu nikogo pominąć, ale Ewa Dałkowska, Stasiu Michalski, Kiszkis, jego małżonka pani Kiszkis, Halina Mikołajska, no, wielu ludzi, którzy tu przyjechali do Stoczni, Ewa Dykiel. No, to podnosiło atmosferę, to... czuliśmy się taki pewny, że skoro jest Wajda, skoro są tak wspaniali aktorzy, to cóż nam się może tutaj stać.

35 lat później rozmawiamy. Z kim pan utrzymuje kontakt?

Przyjaźnimy się dalej, najwięcej chyba, bo prawie codziennie rozmawiamy albo widzimy się z Lechem Wałęsą, z Bogdanem Felskim, Ludwikiem Prądzyńskim, Konradem Bielińskim, Zbyszkiem Bujakiem, Zbyszkiem Janasem, z Władkiem Frasyniukiem rozmawiamy chociaż raz w tygodniu, tak że z tymi ludźmi w większości, którzy dowodzili strajkami w tamtym okresie, z Henią Krzywonos, tak że oczywiście utrzymujemy przyjazne stosunki. Oczywiście z niektórymi nie, bo wybraliśmy inną drogę, my wybraliśmy drogę ewolucji, a inni nasi koledzy chcieli rewolucji i śpiewali: zamiast liści będą wisieć komuniści. My wybraliśmy taką drogę, wybraliśmy Okrągły Stół, wybraliśmy Magdalenkę i to, że dzisiaj Polska jest... tak pięknie się rozwija i że nie przelaliśmy krwi i to, że startowaliśmy na równi z Ukrainą, a dziś możemy to zobaczyć, że nasza droga była naprawdę bardzo dobrze wybrana.

Wspomniał pan o Bogdanie Felskim. Mieliśmy okazję z nim rozmawiać w ostatnią sobotę. On nie mieszka w Polsce, mieszka w Bremie, wyjechał... ostatni pociąg, który opuścił granice Polski 13 grudnia 81 roku...

On wyjechał w delegacji stoczniowej do Bremy.

On mówi, że odwiedza to miejsce i czuje się za każdym razem dziwnie, coś w nim drga, kiedy patrzy na to, co kiedyś było Stocznią Gdańską, tą wielką w 80 roku, a dziś wyglądającą tak jak wygląda.

Ja tutaj akurat zaprzeczę. Oczywiście, Stocznia wtedy to 160 hektarów, ale chcę państwu i panu redaktorowi powiedzieć, że dzisiaj na rzecz przemysłu stoczniowego pracuje 32 tysiące ludzi, bo produkujemy statki, ostatnio nawet wodowaliśmy pierwszy raz w historii dwa jednego dnia. Dwa statki w 70–letniej historii Stoczni, dwa jednego dnia. Tak że naprawdę z przemysłem okrętowym nie jest źle. Jest źle z pracownikami, brakuje nam co najmniej 500 spawaczy, rurarzy i monterów.

Teraz to już pan mówi jak polityk, a ja chciałem tak już na koniec zapytać, ile jest jeszcze w panu tego Jerzego Borowczaka 23–latka z 80 roku?

Jak mówią moim przyjaciele i znajomi się nie zmieniłem, dalej mam energię, dalej pracuję. Właśnie mówię o stoczniach, to jest mój konik, udało mi się zrobić w Gdańsku około 1000 nowych miejsc pracy. Te dźwigi będą pracowały, nie to, co niektórzy mówią, że to ma być skansen, że to trzeba zrobić tutaj takie miejsce pamięci. Nie, one muszą pracować, tu muszą być miejsca pracy. I tym się zajmuję. Tak że dalej mam taką samą energię, pomagam ludziom, biuro mam w falowcu, gdzie mieszka 5000 ludzi, więc staram się być blisko ludzi.

Za 2,5 godziny bodaj otworzą się drzwi do Europejskiego Centrum Solidarności, stoimy przy Centrum. Wszyscy, którzy widzą to po raz pierwszy, to od razu komentują, że im się albo podoba, albo im się nie podoba, ale bez względu na to, jak wygląda od zewnątrz, to wewnątrz jest co obejrzeć i jest to wielka lekcja historii.

No tak, tak, tak, ja się cieszę, że powstało Europejskie Centrum Solidarności. Tutaj jest ta historia, jest stała wystawa i wszystkich zapraszam do tego, aby tą wystawę... żeby przeżyć Sierpień, przeżyć to, co myśmy przeżyli w Sierpniu 80 roku, to zapraszam tutaj, bo tu jest naprawdę bardzo dobra lekcja historii i jest naprawdę... nie pomija nikogo, tu nie ma różnic, tu nie ma podziału na gwiazdozbiór, na Wałęsę, na Borowczaka czy Borusewicza. Tu jest naprawdę historią, jest i Andrzej Gwiazda, i jego małżonka Joanna, i Ania Walentynowicz, i Jan Zapolnik, i Lech Wałęsa, i Jerzy Borowczak, i Bogdan Felski, i Ludwik Prądzyński, tutaj nie ma podziałów na tej wystawie, tu jest tak, jak było od 80 roku.

Dziś Dzień Wolności i Solidarności, święto państwowe, przypominamy, 31 dzień sierpnia. Pan Jerzy Borowczak, nasz gość. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję serdecznie.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak