Sygnały dnia, 17 marca 2016 - zapis rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim

Ostatnia aktualizacja: 17.03.2016 07:33
Audio
  • Jarosław Kaczyński o sporze wokół Trybunału Konstytucyjnego (Sygnały dnia/Jedynka)

Marek Mądrzejewski: Naszym gościem, gościem Sygnałów dnia jest Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości. Witamy serdecznie.

Jarosław Kaczyński: Dzień dobry.

Marek Mądrzejewski: Panie prezesie, dlaczego nie lubi pan radia, a dokładnie Programu 1 Polskiego Radia? Ostatni raz na naszej antenie był pan jeszcze przed wyborami.

Jarosław Kaczyński: Panie redaktorze, ja ostatnio w ogóle jestem na duży dystans wobec mediów i tutaj radio nie jest jakoś wyróżnione negatywnie. Ja po prostu nieczęsto w tej chwili bywam w mediach, po prostu dlatego, że jestem w takiej szczególnej sytuacji, którą niektórzy opisują jako moja władza czy nawet – co już jest szczególnie zabawne – moja dyktatura, a co tak naprawdę jest taką sytuacją nieco niejasną i często dyskomfortową. I w związku z tym rzadko się wypowiadam.

Marek Mądrzejewski: Jest takie przekleństwo, przekleństwo spełniających się marzeń. Ponad 20 lat temu (ciekawy jestem, czy pan to pamięta) w rozmowie z Teresą Torańską powiedział pan, cytuję: „Najbardziej chciałbym być szefem silnej, bardzo wpływowej, współtworzącej albo tworzącej rząd partii”. No to po raz wtóry pan jest.

Jarosław Kaczyński: No jestem, jestem rzeczywiście, i w tym sensie marzenia się spełniły. Tylko, panie redaktorze, po drodze były takie wydarzenia, że ja już w tej chwili o marzeniach nie mówię, no bo...

Marek Mądrzejewski: Ja wiem, ale chciałem zapytać o co innego. W dużej mierze stało się tak ze względu na pewną ofiarę, którą pan złożył. Myślę o tym, że ze względu na taki silny negatywny elektorat usunął się pan w cień. Czy tego pan żałuje?

Jarosław Kaczyński: Nie żałuję, w żadnym wypadku nie żałuję. Dzięki temu, jak sądzę, wygraliśmy.

Marek Mądrzejewski: Jest pan człowiekiem, który lubi konflikt?

Jarosław Kaczyński: Nie, bardzo nie lubię konfliktu, jestem bardzo spokojnej natury.

Marek Mądrzejewski: A wszyscy podejrzewają, że jest dokładnie odwrotnie, czy budują taki obraz pana?

Jarosław Kaczyński: Budują taki obraz. Budują taki obraz bardzo zażarcie, przy czym zaczęło się to już ćwierć wieku temu, nawet więcej niż ćwierć wieku. Oczywiście, były przerwy, kiedy byłem na marginesie polityki, to się mną znowu tak bardzo nie zajmowano, natomiast kiedy tylko znajdowałem się gdzieś tam blisko centrum wydarzeń, czy to po jednej, czy po drugiej stronie, no to wtedy przez cały czas ta praca nad tym, żeby stworzyć wizerunek, naprawdę nic w gruncie rzeczy nie mający wspólnego z rzeczywistością, trwała.

Samuel Pereira: Panie prezesie, mamy w tym momencie bardzo mocny konflikt dotyczący Trybunału Konstytucyjnego. Pytanie jest bardzo konkretne: czy jest możliwość kompromisu i jaką pan widzi taką możliwość, żeby tę sprawę w jakiś sposób rozwiązać?

Jarosław Kaczyński: To znaczy podstawą kompromisu musi być Konstytucja i jej przestrzeganie. Jeżeli ktoś odrzuca przestrzeganie Konstytucji, no to wtedy, oczywiście, kompromis jest niemożliwy. Na razie nie widzę żadnych sygnałów, które by wskazywały na to, że druga strona tego sporu chce Konstytucji przestrzegać. I stąd trudno w tym momencie mówić o kompromisie. Ale, oczywiście, postawy mogą się zmieniać. Jeżeli się zmienią, no to do kompromisu dojść może, przy czym on musi się trzymać prawa, a przede wszystkim Konstytucji właśnie. Wydaje mi się, że ten zespół ekspertów, który pewnie będzie w ciągu najbliższych może kilkunastu dni, czy może szybciej, nie wiem, powołany przez Sejm, wypracuje jakiś taki model, w ramach którego będą uwzględnione przynajmniej niektóre uwagi Komisji Weneckiej, a jednocześnie nie dojdzie do złamania Konstytucji.

Samuel Pereira: Bo jedna z nich mówi o opublikowaniu orzeczenia Trybunału, o tym też mówi prezes Rzepliński.

Jarosław Kaczyński: Ale to jest właśnie ewidentne złamanie Konstytucji, to w ogóle nie jest przedmiotem żadnej dyskusji, bo o łamaniu Konstytucji dyskutować nie będziemy.

Samuel Pereira: A czy jest w ogóle pole, żeby mówić o zmianie Konstytucji? Bo takie głosy coraz częściej się pojawiają.

Jarosław Kaczyński: Ale to musiałyby być głosy większości konstytucyjnej. Ja takie głosy słyszę przede wszystkim ze strony partii Kukiz’15 i jej przywódcy, ale my i oni razem nie mamy większości konstytucyjnej, więc musieliby się dołączyć przedstawiciele przede wszystkim Platformy Obywatelskiej, bo sama...

Samuel Pereira: Lub PSL.

Jarosław Kaczyński: Nawet gdyby doszedł PSL, to też większości konstytucyjnej nie ma. Tak naprawdę Platforma Obywatelska dzisiaj jest tutaj tą partią, która ma klucz do rozwiązania tego problemu, ale wszystko wskazuje na to, że ona po prostu chce zaostrzać konflikt, że ona żyje konfliktem. Nie ma żadnego pomysłu na opozycję i uważa, że będzie kontynuowała tę grę, którą prowadzi już... no, właściwie od 10 lat już. Może dzisiaj można powiedzieć raczej: od dziewięciu, no bo od 2005 roku, od jesieni 2005 roku. Przeszło 9 lat... przepraszam, przeszło 10 lat już w tej chwili, tak, przeszło 10 lat już w tej chwili trwa ta gra, w której istotą jest nieustanna wojna z Prawem i Sprawiedliwością, i to wojna przy zastosowaniu takich bardzo brutalnych socjotechnik niszczenia opinii, atakowania w sposób całkowicie kontrfaktyczny. To bardzo zaszkodziło polskiemu życiu publicznemu, ale na razie nie widać żadnych objawów tego, żeby się z tego wycofywano.

Marek Mądrzejewski: Jest pan człowiekiem, który potrafi przewidywać dokładnie to, co zdarzy się w polityce w długiej perspektywie, i przypisuje się panu duże sukcesy, zważywszy na panią premier Szydło, na wygraną Andrzeja Dudy. I postrzegane jest to jako efekt pańskich planów. Nie wierzę w to, żeby nie zdawał pan sobie sprawy z tego, iż takie obezwładnienie Trybunału nie spowoduje pogłębienia konfliktów w kraju i wyniesienia ich poza granice Polski.

Jarosław Kaczyński: Panie redaktorze, no przecież Trybunał jest obezwładniony przede wszystkim przez swojego prezesa, który nie dopuszcza trzech sędziów bez najmniejszej podstawy prawnej do tego, żeby orzekali, bo gdyby dopuścił...

Samuel Pereira: Opiera się na własnym orzeczeniu o niekonstytucyjności ich wyboru.

Jarosław Kaczyński: Nie, gdyby twierdził, że ich wybór jest niekonstytucyjny, to nie mógłby uznać, że oni są sędziami Trybunału. On uznaje, że oni są sędziami Trybunału, oni mają pensje, mają legitymację, tylko nie mogą orzekać. To jest zupełne nieporozumienie. Ja wiem, że to wszystko wygląda tak dziwnie, że ludzie, którzy nie są prawnikami i nie obserwują tego dokładnie, często popełniają takie pomyłki, jak pan w tej chwili. Ale to wynika właśnie z zupełnej absurdalności działania pana prezesa.

Samuel Pereira: Nie, nie, ja cytuję argumentację prezesa Rzeplińskiego, który wskazuje na to orzeczenie grudniowe.

Jarosław Kaczyński: No więc jeszcze raz powtarzam, że gdyby je chciał traktować poważnie, to oni nie mogliby w żadnym wypadku być uznawani za sędziów Trybunału, a są uznawani za sędziów Trybunału. Tak że tutaj pan prezes, jeżeli rzeczywiście tak mówił, bo ja tego nie słyszałem, to wikła się w kolejne sprzeczności. Gdyby było normalnie, było 15 sędziów i przyjęto tę naszą ustawę grudniową, to Trybunał Konstytucyjny jeszcze w grudniu albo na przykład w styczniu mógłby się wziąć w dużym tempie, a ma naprawdę bardzo duże rezerwy, jeżeli chodzi o przyspieszenie swoich działań, do załatwiania spraw, które są zaległe, tych spraw jest około dwustu, i gdzieś w czerwcu czy w lipcu osądzić czy ocenić zgodnie z tą procedurą tę ustawę, która była ostatnio przedmiotem jego nie tyle decyzji, co opinii niektórych sędziów Trybunału. To jest bardzo dobra formuła i wszystko byłoby legalne. I jednocześnie ta decyzja mogłaby być różna, mogłaby się nam nie podobać, ale byłaby legalna...

Samuel Pereira: Panie prezesie, bo tu są, oczywiście, też takie kruczki prawne...

Jarosław Kaczyński: Ale byłaby legalna. Natomiast pan prezes rzeczywiście sparaliżował Trybunał i doprowadził do tego obecnego stanu. To jest jego decyzja, najwyraźniej wspierana przez opozycję, ale my z tym naprawdę nie mamy nic wspólnego. Mógł działać, Trybunał nie podważył w swoich decyzjach tych uchwał Sejmu, które uznawały za bezskuteczne prawnie decyzje o wyborze dokonanym jeszcze w poprzedniej kadencji, nie mógł też podważyć w żadnym wypadku decyzji o wyborze nowych sędziów. I taki jest w tej chwili stan prawny. A reszta to są arbitralne i bezprawne decyzje pana profesora Rzeplińskiego.

Marek Mądrzejewski: Czy z tego wynika, że tak naprawdę jeśli idzie o koniec tego konfliktu, to możemy mówić o grudniu? Wówczas zakończy się kadencja pana Andrzeja Rzeplińskiego.

Jarosław Kaczyński: No, ludzie zmieniają czasem zdanie, więc ja w żadnym wypadku nie mówię z góry, że to tak będzie, że trzeba będzie czekać do grudnia. Ale ta obecna sytuacja wynika wyłącznie z tego, że po prostu odmówiono przestrzegania Konstytucji, a przypomnę: artykuł 7 Konstytucji mówi, że wszystkie organy władzy działają na podstawie prawa, czyli Trybunał Konstytucyjny też musi kierować się prawem, nie może podejmować arbitralnych decyzji. Artykuł 8 w ustępie 2 mówi, że Konstytucja obowiązuje bezpośrednio, ale w pewnych wypadkach, tam, gdzie Konstytucja to wskazuje, obowiązuje poprzez ustawę. A artykuł 197 mówi bardzo wyraźnie, że ustawa ma uregulować tryb postępowania i organizację Trybunału. Taka ustawa została uchwalona i niezależnie od tego, czy ona się podoba sędziom Trybunału, czy nie podoba, jest podstawą do procedowania. Jeżeli ona zostaje odrzucona, uznana jako nieistniejąca, no to mamy do czynienia ze złamanie trzech artykułów Konstytucji, a skądinąd można tutaj także mówić o złamaniu artykułu 2 Konstytucji. Więc krótko mówiąc, mamy tutaj do czynienia z sytuacją rzeczywiście niesłychaną, w której Trybunał w sposób demonstracyjny łamie Konstytucję. Tego rzeczywiście żeśmy się nie spodziewali. Nie spodziewaliśmy się, że można się posunąć tak daleko.

Marek Mądrzejewski: Ludzie z zewnątrz obserwujący to właściwie zwracają głównie uwagę na taką zapiekłość, bo nikt w te niuanse prawne już nie chce wchodzić, aczkolwiek podział w społeczeństwie jest bardzo silny, widoczny w domach i na ulicach. Czy ci, którzy próbują znaleźć jakieś rozwiązanie pośrednie (ja nie mówię o tym, że trafne, typu Kazimierz Michał Ujazdowski), mogą czuć się bezpiecznie? Bo utrata zaufania prezesa nie kończy się niczym dobrym dla członka Prawa i Sprawiedliwości.

Jarosław Kaczyński: Mogą się czuć bezpiecznie, chociaż jego propozycje zostały z góry odrzucone przez drugą stronę. A poza tym są to propozycje, które też wykraczają poza Konstytucję, poza prawo. To jest absolutna podstawa każdego kompromisu, to znaczy Konstytucja musi być przestrzegana, Trybunał musi uznawać, że podlega prawu, że nie jest suwerenem, nie jest trzecią izbą parlamentu, która ma uprawnienia daleko dalej idące niż prezydent. Bo to, co oni sobie w tej chwili uzurpują, to jest stwierdzenie: my w gruncie rzeczy możemy bez żadnych procedur uchylać ustawy. Przy czym o ile weto prezydenta jest możliwe do obalenia, o tyle ich decyzje są niemożliwe do obalenia. No, nikt im tego rodzaju praw nie przyznał i gdyby ktoś takie prawa przyznał, to trzeba by w Konstytucji zapisać, że suwerenem w Polsce jest Trybunał Konstytucyjny, a skądinąd– to przyznają wszyscy konstytucjonaliści – to jest organ o bardzo słabej legitymizacji. Powtarzam: nie tylko słabej, ale bardzo słabej, i – co tu dużo mówić – składający się zarówno z prawników rzeczywiście mających bardzo dobrą pozycję w swojej dziedzinie prawa, jak i z prawników zupełnie przeciętnych. W gruncie rzeczy jest to zbiór ludzi bardzo różnych, niekiedy dość przypadkowych. Czyli żadnych, ale to żadnych podstaw do przyznawania im tego rodzaju uprawnień nie ma i ja – pozostając absolutnie zwolennikiem tego, żeby Trybunał istniał i żeby miał uprawnienia mniej więcej takie jak w tej chwili – jednocześnie nie mogę uznać, że w Polsce ma nie być demokracji i że suweren ma być właśnie w Trybunale czy Trybunał ma być suwerenem.

Samuel Pereira: Panie prezesie, prawo prawem, ale są też emocje. KOD protestuje czy też w obronie prezesa Rzeplińskiego są takie wypowiedzi, jak Jerzego Stępnia, który mówi o tym, że druga strona, czyli obóz rządzący w domyśle, chce rozlewu krwi i chce stanu wojennego. Z kolei już wczoraj Grzegorz Schetyna, lider Platformy, stwierdził, że nie chce Majdanu w Polsce. I tu jest pytanie: co można zrobić i pan jako lider Prawa i Sprawiedliwości, by jednak te nastroje uspokoić?

Jarosław Kaczyński: Panie redaktorze, no, jeżeli chodzi o pana Stępnia, zresztą rzeczywiście prawnika jak inni, który nagle został prezesem Trybunału, to jest najlepsza ilustracja tego, jak bardzo, powiedzmy sobie, przypadkowe elementy i pozamerytoryczne wpływają na to, kto tam nie tylko jest, ale nawet jest szefem, otóż wypowiedzi pana Stępnia... Wykazuję tylko, że przynajmniej niektórzy sędziowie Trybunału Konstytucyjnego są osobami, no, bardzo mocno zaangażowanymi politycznie, i to zaangażowanymi właśnie w tę socjotechnikę zwalczania nas metodami całkowicie niegodnymi. No, gdzie są najmniejsze choćby przesłanki, żeby sądzić, że my chcemy przelewu krwi czy stanu wojennego, czy stanu wyjątkowego? Nie ma najmniejszych takich przesłanek, to są po prostu obelgi w gruncie rzeczy, insynuacje, kłamstwa. I jednocześnie ten człowiek...

Samuel Pereira: No dobrze, ale jest ten ruch ze strony Schetyny, który mówi, że nie chce Majdanu.

Jarosław Kaczyński: I jednocześnie jest ten człowiek, który był rzeczywiście prezesem Trybunału, no to zastanówcie się państwo, bo ja tu zwracam się do radiosłuchaczy, jak to z tym Trybunałem naprawdę jest, skoro mamy pana Rzeplińskiego, który opowiada, że ktoś go chce zabić i policja go chroni, skądinąd nic o tym nie wiedziałem, ale zdaje się, że rzeczywiście jest tam poddany jakiejś ochronie, a z drugiej strony mamy pana, który był przez jakiś czas szefem Trybunału i w ten sposób się zachowuje. No, szanowni państwo, trzeba oceniać instytucje realnie. Instytucje to ludzie i właśnie między innymi tacy ludzie. I stąd Trybunał powinien działać w taki sposób, żeby decyzje o odrzucaniu ustaw, o tym, że one nie mogą obowiązywać, czy także aktów niższego rzędu, były podejmowane w sposób niepochopny, rozsądny, żeby te opinie były ucierane. Bo proszę pamiętać, że prawo to nie matematyka, prawo to nie fizyka, tam nie ma takich ostatecznych rozstrzygnięć. W wielu wypadkach, bo oczywiście w wielu wypadkach prawno jest zupełnie jasne i oczywiste...

Samuel Pereira: Co prawnik to opinia.

Jarosław Kaczyński: A w wielu wypadkach jest też i tak, że co prawnik to opinia, i na przykład przewaga jednego prawnika, który mówi za nad tymi, którzy mówią przeciw, czyli ta decyzja podejmowana zwykłą większością, to jest stan, który może prowadzić do właśnie pochopnych i całkowicie niemerytorycznych decyzji...

Samuel Pereira: Panie premierze, ja muszę wrócić do tego pytania...

Jarosław Kaczyński: ...i nawiązuję tu do większości 2/3, natomiast...

Samuel Pereira: ...o uspokojenie nastrojów.

Jarosław Kaczyński: Znaczy jeżeli pan Schetyna wycofa się z opozycji totalnej, wycofa się z planów Majdanu, no to będzie bardzo dobrze. Jeżeli będzie chciał rozmawiać w tych sprawach, no to, oczywiście, będziemy rozmawiać. Ja niczego z góry nie wykluczam i uważam, że to oświadczenie pana Schetyny jest jakimś pozytywnym elementem obecnej sytuacji, ale coś za tym musi pójść.

Ja powiem w tej chwili o takiej sprawie, która nie ma związku z naszą dzisiejszą rozmową, ale wczoraj czy przedwczoraj w jednej z komisji Parlamentu Europejskiego przedstawiciele Platformy Obywatelskiej, czyli pani Thun i pani Pitera, gwałtownie zaatakowały naszego kandydata do Trybunału Obrachunkowego, osobę, która ma zdecydowanie najlepsze kwalifikacje ze wszystkich kandydatów, którzy byli przedstawieni, bo był i sędzią, i to bardzo dobrym sędzią, to bardzo dobry prawnik, i prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Krótko mówiąc, jest merytorycznie bardzo dobrze przygotowany...

Marek Mądrzejewski: Jeszcze krócej mówiąc, Janusz Wojciechowski.

Jarosław Kaczyński: Chodzi o Janusza Wojciechowskiego. Myśmy nigdy nie atakowali, a wręcz wspieraliśmy wszystkich polskich kandydatów, także tych z Platformy Obywatelskiej...

Samuel Pereira: Pan nawet Donalda Tuska wspierał.

Jarosław Kaczyński: ...także tych, co do których przygotowania mieliśmy pewne wątpliwości. No i jest takim pokazem tego, jak zachowuje się Platforma Obywatelska, to właśnie, co uczyniły te dwie panie, sądzę, że na polecenie swoich władz partyjnych. To przenoszenie tego konfliktu na zewnątrz i odrzucenie zasady solidarności w sytuacji, kiedy Polacy mają naprawdę bardzo niewielu przedstawicieli w ważnych punktach tej całej wielkiej struktury Unii Europejskiej jest tutaj charakterystyczne. Ja korzystam z okazji, żeby zaapelować do pana Schetyny, żeby jednak jakoś zwrócił się do swoich przedstawicieli, przedstawicieli PO w Parlamencie Europejskim, żeby zweryfikowali to stanowisko.

Marek Mądrzejewski: Czy powinniśmy się bać reakcji Unii Europejskiej, zważywszy na to, co dotychczas się odbywało, na reakcję na Komisję Wenecką?

Jarosław Kaczyński: Nic gorszego, panie redaktorze, w polityce niż się bać. Naprawdę nic gorszego. Nie mam powodu się niczego bać, nic złego nie robimy, żadnych podstaw prawnych tak naprawdę do tego, żeby jakkolwiek ingerować w nasze sprawy, nie ma. To jest polska sprawa wewnętrzna i nie ma tutaj mowy o żadnym zagrożeniu praw człowieka, praw obywatela czy instytucji demokratycznych. Nic tu się nie dzieje, a kiedy działo się i myśmy o tym mówili za poprzednich rządów, no, przypomnę choćby operację „Widelec”, gdzie naprawdę łamano prawa człowieka i obywatela, to jakoś zadziwiająca rzecz, ale te instytucje całkowicie milczały. I nie mogą powiedzieć, że nie wiedziały, bo są tu ambasady, a były zwoływane konferencje prasowe, wielokrotnie żeśmy do tej sprawy wracali. Więc my jesteśmy pewni swoich praw – i tych wynikających z prawa pozytywnego, ale także tych, które wynikają z zasad moralnych albo może ktoś użyć takiego określenia: z prawa naturalnego. Jesteśmy zupełnie pewni swoich pozycji, będziemy ich bronić.

Samuel Pereira: A kim Polska chce być w Unii Europejskiej? Powinna być jako kraj?

Jarosław Kaczyński: Krajem, który się liczy, który jest traktowany podmiotowo i którego interesy są uwzględniane. A różnie, bardzo różnie z tym dotychczas było i dlatego trzeba tutaj będzie stoczyć pewnie nie jedną batalię o to, żeby do tej sytuacji, która już kiedyś istniała w Unii Europejskiej za naszych rządów, tych krótkich naszych rządów poprzednich, wrócić. Platforma, można powiedzieć, tutaj wszystko zepsuła, przyjmując taką postawę wystraszonego petenta, a w istocie...

Marek Mądrzejewski: Przybywa nam w każdym razie sojuszników, może nie wielkich, ale bliskich. Myślę o Słowacji, Węgrzech i Czechach.

Jarosław Kaczyński: Mamy sojuszników... Mamy w tej chwili dobrze działający ten układ wyszehradzki, ale mamy też i innych sojuszników. Gdyby chciano wobec nas podejmować drastyczne decyzje, one muszą być podjęte jednomyślnie. To nie ma na to szans.

Marek Mądrzejewski: Panie prezesie, dziękujemy serdecznie. O jedną rzecz, jeśli można, jeszcze chciałbym zapytać. Okazuje się, że Polacy w ogóle książek nie czytają. A ja, ile lat pana prezesa znam, to pamiętam, że zawsze był książkami obłożonym. I dlatego nie mówmy o wielkiej ilości, ale jakieś dwie ważne, które czyta pan teraz, żeby być dobrym przykładem.

Jarosław Kaczyński: Ja panu powiem jedną rzecz – w ciągu ostatnich tygodni to jest tak, że ja się dołączyłem do tej większości Polaków... [śmiech] ...bo niestety ostatnio rzeczywiście żadnej, przynajmniej ważnej książki, ja nie mówię o takich książkach przeglądanych, bo to jest... ja ciągle książki dostaję, więc je przeglądam...

Marek Mądrzejewski: Nie, nie, ja pamiętam, że historyczne książki czytał pan bardzo uważnie.

Jarosław Kaczyński: Ale jeżeli chodzi o ważną książkę, którą mam nadzieję przeczytać, bo pierwszy tom jest wspaniały, no to jest Historia Polski Nowaka.

Marek Mądrzejewski: Panie prezesie, dziękujemy serdecznie.

Samuel Pereira: Dziękujemy bardzo za rozmowę.

Marek Mądrzejewski: I jeszcze jedno. Mogę zapytać o jeszcze jedną rzecz? Przerwiemy tę taką długą pauzę, jeśli idzie o bytność na antenie Jedynki? Krótko mówiąc, czy będziemy mogli w najbliższym czasie próbować jeszcze pana prezesa do nas zaprosić?

Jarosław Kaczyński: Panowie, no, ja bym bardzo chciał odpowiedzieć negaty... pozytywnie, przepraszam, bo mi się bardzo miło z panami rozmawia, natomiast, no, ja pewnie będę jednak, jeżeli chodzi o media, wstrzemięźliwy jeszcze przez dłuższy czas. Kiedy to się skończy, zobaczymy. Ale w tym momencie nie ma podstaw do tego, żebym ja był – jak to się mówi – frontmenem. Frontmenem pewnie przez dłuższy czas nie będę, a może już nigdy nie będę, zobaczymy. Dziękuję za rozmowę.

Marek Mądrzejewski: Tak wracając do tego 94 roku, nie wiem, czy pan pamięta, co pan powiedział: „Chciałbym być emerytowanym zbawcą narodu”. Czego bardziej winszować – aspiracji czy poczucia humoru?

Jarosław Kaczyński: Wtedy sobie, oczywiście (wtedy moją koleżankę, bo później to się zmieniło), żartowałem.

Marek Mądrzejewski: Dziękujemy bardzo za rozmowę.

JM

 

Komentarze2
aby dodać komentarz
Sortuj: od najnowszegood najstarszego
sta-n2016-03-19 07:44 Zgłoś
Kaczyński zachowuje się jak złodziej samochodu, który żąda od właściciela jego wykupu. Najpierw zdemolował w Polsce demokrację, a teraz obłudnie wyciąga rękę do zgody, tyle że na swoich warunkach. Trudno znaleźć wśród polityków, tak wielkiego hipokrytę.
wojciechbaluch2016-03-18 12:24 Zgłoś
To oburzające jak Kaczyński manipuluje porządkiem prawnym, aby uzyskać swoje polityczne cele. Po pierwsze, próbuje wmówić ludziom, że prawo stanowi przestrzeń dość przypadkowych interpretacji (po co w ogóle zatem takie prawo pisać?). Mimochodem rzuca więc sugestię o tym, że "co prawnik to opinia". W rzeczywistości przytłaczająca większość prawników stwierdza w oparciu o swoją wiedzę i doświadczenie, że to PiS łamie konstytucję. Tezy PiS wspierają nieliczne jednostki, najczęściej o słabo udokumentowanym dorobku naukowym. Nie wiem też, czemu w wywiadzie przerwano wywód Kaczyńskiego o regule głosowania 2/3 głosów. Czyżby prowadzący wywiad również maił świadomość, że argumentacja Kaczyńskiego jest nie do utrzymania. Przepis z ustawy o 2/3 głosów jest bezpośrednio niezgodny z arg 190 p 5 Konstytucji, wedle której wymagana większość to 1/2. Nie mamy tu więc jak błędnie sugeruje Kaczyński (w ogólnej refleksji nad działaniami TK) do czynienia z oceną ustawy przez TK, ale sprzecznością, która bezpośrednio uniemożliwia TK orzekanie. Nieprawdą jest także, że osoby wybrane w grudniu są sędziami TK. PiS popełnił identyczny błąd jak PO zgłaszając ich w terminie niezgodnym z ustawą z 25 czerwca (wedle tej ustawy dokonano aktu wyboru, co potwierdza opublikowany przez sejm nagłówek). Ustawa ta zaś, nie jest wewnętrznym przepisem parlamentu, ale ustawą regulująca prace TK. Rzepliński nie może zatem dopuścić do orzekania osób, które zostały wybrane niezgodnie z procedurami, które są częścią organizacji pracy TK. Dlatego Rzepliński mógł albo orzekać w składzie 12 albo zaprzestać orzekania w ogóle.