Sygnały dnia, 17 maja 2016 - rozmowa z Dawidem Jackiewiczem

Ostatnia aktualizacja: 17.05.2016 07:15
Audio
  • Minister skarbu państwa Dawid Jackiewicz o sytuacji w spółkach (Jedynka/Sygnały dnia)

Piotr Gociek: W Sygnałach Dnia Dawid Jackiewicz, minister skarbu państwa. Witam, panie ministrze.

Dawid Jackiewicz: Dzień dobry, witam pana, witam państwa.

Może zaczniemy właśnie od tej najważniejszej dzisiaj kwestii, czyli jak to jest z tymi domowymi wydatkami. Żona kieruje? Pan kieruje? Jakie są ratingi w związku z tym?

Dzielimy się obowiązkami. Ponieważ rzadko bywam w domu w związku z pracą, to większość tych obowiązków dzisiaj spoczywa na żonie.

A to tak mniej więcej by się z naszymi ustaleniami porannymi dzisiaj wszystko zgadzało. Panie ministrze, jak długo pan jeszcze będzie ministrem? No bo ja nie mówię tu o rekonstrukcji rządu, tylko o tym, że Ministerstwo Skarbu Państwa to miało być ministerstwo w likwidacji tak naprawdę, która ma przekazać nadzór nad częścią spółek do innych resortów, na przykład do Ministerstwa Energii, a potem zniknąć.

Tak, to jest ciągle aktualna zapowiedź. Ministerstwo Skarbu Państwa ulegnie likwidacji i stanie się to nie później niż do połowy przyszłego roku, a w międzyczasie budujemy konstrukcję nowego podmiotu, który będzie zarządzał częścią spółek skarbu państwa, a te, które mają bardzo specyficzny charakter, takie jak spółki związane z energią, przekazujemy płynnie do Ministerstwa Energii, nowo powstałego Ministerstwa Energii.

Ja też pamiętam taką pana zapowiedź ze stycznia o tym, że trwają prace w resorcie nad tym, jak środki wypracowywane przez spółki skarbu państwa włączyć w ten szerszy plan wicepremiera Morawieckiego, czyli po to, żeby były przeznaczane po prostu na inwestycje. Jak wygląda w tej chwili to przygotowanie?

To jest jedno z najważniejszych zadań ministra skarbu państwa, ministerstwa. W tej chwili trwają prace w ministerstwie i regularne spotkania prezesów i zarządów spółek skarbu państwa, dzięki którym dochodzi do budowania współpracy pomiędzy nimi. No i takim efektem namacalnym jest kontrakt, umowa, którą podpisały między sobą PGNiG i Grupa Azoty, którego wartość może opiewać nawet na 4,5 miliarda złotych w perspektywie najbliższych 3–4 lat. To jest taki sygnał, że jeśli tylko jest potrzeba i możliwość, jeśli tylko siądą do stołu władze spółek, to zawsze znajdzie się obszar, w którym ta współpraca jest możliwa. To są środki, które pozostają w naszym krwioobiegu finansowym, pozostają w spółkach na ich inwestycje. Te spółki umacniają swoją pozycję, kooperując ze sobą umacniają polską gospodarkę, mówiąc tak już najprościej, jak tylko można.

Ale to pewnie za chwilę będzie się pan kłócił nieustannie z ministrem finansów, no bo w jego interesie jest to, żeby spółki jak najwięcej oddawały do budżetu z tego zysku, który wypracują, pan mówi o tym, żeby jak najwięcej z tych pieniędzy zostawało w spółkach i było inwestowane.

Tak, ja uważam, że tam, gdzie jest taka potrzeba, zwłaszcza w sektorze energetycznym, a już najbardziej w sektorze elektroenergetycznym, te inwestycje są potrzebne. Te zdekapitalizowane bloki energetyczne wymagają w tej chwili bardzo poważnych inwestycji, trzeba odtwarzać moce wytwórcze, to wymaga środków, a zatem te finanse, te wypracowane zyski powinny pozostawać w spółkach. No ale rozumiem, że są też potrzeby budżetowe i minister finansów oczekuje, by poprzez dywidendy, poprzez jakąś tam częściową prywatyzację te środki do budżetu trafiały. W związku z powyższym musimy szukać jakiegoś kompromisu. Ja ten kompromis wypracowuję w tej chwili. To, że spółki, o których w tej chwili wspomniałem, panie redaktorze, współpracują ze sobą, nie oznacza, że będą nie wypłacały dywidend. Jest nawet lepsza sytuacja niż gdyby one zamawiały te same usługi u kontrahentów zagranicznych, często droższych, często takich, którzy te środki wypracowane wytransferowują poza granice kraju. A zatem niech to pozostaje w krwioobiegu naszych, państwowych czy polskich spółek, a wówczas i miejsca pracy, i podatki, i wreszcie zyski pozostają tutaj, w Polsce.

Mówi pan o tym, że trzeba inwestować, szczególnie w sektorze energetycznym, w modernizację już przestarzałych instalacji, ale jak tu jednocześnie modernizować owe przestarzałe bloki w polskich elektrowniach, kiedy okazuje się, że sektor energetyczny ma jeszcze teraz finansować górnictwo? Dziś na pierwszej stronie Rzeczpospolita alarmuje: „Rachunek za górników będzie wysoki. Ratowanie deficytowych kopalń, 223 złote rocznie będzie musiało dopłacić każde gospodarstwo domowe do funkcjonowania polskiego górnictwa, jeśli nie będzie ono restrukturyzowane”, tak to sobie Rzeczpospolita podzieliła te pieniądze.

Tak, ale też nie ma sensu ratowanie elektroenergetyki, budowanie nowych elektrowni, budowanie nowych mocy wytwórczych w sytuacji, w której nie uratujemy górnictwa, w której nie postawimy... nie zrestrukturyzujemy sektora wydobywczego, czyli górniczego, bo jedynym surowcem, który jest nam w stanie dzisiaj zapewnić tanią energię jest właśnie węgiel. Ani gaz, ani ropa, ani żadne inne odnawialne źródła energii dzisiaj nie są w stanie dostarczyć nam tyle mocy, ile potrzebujemy do naszych gospodarstw i do naszego przemysłu. Tu nie ma wyjścia, tu potrzebne są radykalne, poważne, rozważne ruchy, jeśli chodzi o ratowanie górnictwa. Mam nadzieję, że rozumie to cała branża górnicza i mam nadzieję, jestem przekonany, że wie doskonale, jak to zrobić, minister energii Tchórzewski.

Teraz kilka słów jeszcze o audycie, o tej części audytu, który został przedstawiona na temat rządów Platformy Obywatelskiej i PSL przez rząd Beaty Szydło. Cytat z pana fragmentu raportu: „Wysokie pensje, odprawy,  które i tak były zbyt małe, dlatego uzupełniano je swoistymi polisami ubezpieczeniowymi na wypadek odwołania”. W jaki sposób członkowie zarządów spółek skarbu państwa się ubezpieczali dodatkowymi swoistymi polisami ubezpieczeniowymi?

Na kilka sposobów. Po pierwsze były to wysokie odprawy idące nawet w miliony złotych. Jeden z prezesów odwołany przez nas w pierwszych dniach naszej obecności w Ministerstwie Skarbu Państwa zagwarantował sobie w różnego rodzaj odprawach i w kontrakcie, że ta odprawa będzie wynosiła ponad 3 miliony złotych i musiał ją otrzymać, to mu się po prostu należało. Należało tylko dlatego, że zagwarantował to sobie w kontrakcie, a nie dlatego, że tak dzielnie pracował i tak owocnie pracował dla tej spółki. Często było tak, że wynagrodzenia i wszystkie idące za tym przywileje i bonusy nie miały nic wspólnego z kondycją finansową spółki. Myśmy to przecięli, zdecydowaliśmy, że od momentu, kiedy wejdzie nowa ustawa w życie, a już jest przyjęta przez rząd, ustawa o zasadach wynagradzania władz spółek skarbu państwa, nagroda, premia jest uzależniona od wyników finansowych spółki. Jeśli prezes spółki zrealizuje postawione przed nim cele, to wówczas, dopiero wówczas może otrzymać nagrodę, wcześniej nie ma o tym mowy, nie przysługują mu żadne dodatkowe przywileje. Zakazy konkurencji zostały doprowadzone do normalnego poziomu, czyli nie ma możliwości, aby uzyskać odprawę czy też wynagrodzenie z tytułu zakazu konkurencji tylko dlatego, że ktoś przepracował miesiąc w spółce, a tak, niestety, bywało.

Na ten audyt przeprowadzony przez PiS odpowiedziała już wczoraj Platforma swoim audytem audytu i w tej części, która dotyczy pana resortu, zacytuję znów jedną z dzisiejszych gazet, otóż Platforma mówi: „Obecna ekipa stosuje polityczne nominacja na masową skalę” i wskazuje przykłady polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy zostali członkami władz spółek, na przykład prezes Orlenu Wojciech Jasiński, członek zarządu PZU Andrzej Jaworski, Michał Czarnik, doradca ministra skarbu, choć niewskazywany w oficjalnych wykazach, jest członkiem przynajmniej trzech rad nadzorczych: Europolgazu, KGHM–u i Tauronu.

Tak, tylko Platforma Obywatelska próbuje uczynić zarzut z faktu, że ktoś z kimś się zna, że ktoś jest związany ze środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości, na przykład jest...

Albo że jest posłem po prostu czy politykiem.

Jest posłem, byłym posłem, byłym politykiem i tak dalej. My nie czynimy zarzutu, proszę zauważyć, z tego, że ktoś, kto był prezesem spółki skarbu państwa, znał się z Donaldem Tuskiem czy był przyjacielem pani Kopacz. To nie jest... Nie tutaj jest ostrze naszej krytyki. My twierdzimy, że... My jesteśmy krytyczni wobec tych ludzi, którzy – jak już otrzymali te stanowiska, kiedy już zasiedli na fotelach prezesowskich – przestali podlegać jakiejkolwiek krytyce, stali się udzielnymi książętami, którzy mieli prawo wydawać środki, mieli prawo spełniać swoje tak zwane „złote mercedesy” i wiele innych różnego rodzaju fanaberii i nie podlegali krytyce, nawet ze strony własnego środowiska, które ich tam nominowało. Mercedesy, karty kredytowe do celów prywatnych, wycieczki zagraniczne i wiele, wiele różnych innych rzecz – to podlega krytyce. I jeśli jakikolwiek polityk, były polityk czy człowiek rekomendowany przez Prawo i Sprawiedliwość, uczyniłby dokładnie to samo, co skrytykowałem z mównicy sejmowej, natychmiast, gwarantuję to, natychmiast zostanie z takiej spółki odwołany.

Złoty mercedes okazał się srebrnym mercedesem, ustaliła Gazeta Wyborcza. To chodziło o... że podobno jest ładnie używany, paroletni mercedes. Przypomnę – chodzi o samochód, którego zażyczył sobie prezes Totalizatora Sportowego Wojciech Szpila, odwołany w marcu.

Ja celowo, występując w parlamencie, nie używałem ani nazw spółek, ani nazwisk spółek, w związku z powyższym, w związku z tym nie potwierdzę. A teraz jeśli chodzi...

 Ale złoty czy srebrny, używany, nowy? Jak było z tym mercedesem?

Dobrze, to jest właśnie koncentrowanie uwagi na detalu, który dotyczy tego, czy to był mercedes, czy to było porsche, czy to był złoty, czy platynowy kolor. Chodzi o to, że był to kaprys prezesa. Prezes miał kaprys mieć mercedesa, i to w takim konkretnym kolorze. To mógł być kolor różowy w zielone cętki, nieważne. Chodzi o to, że chciał mieć takiego mercedesa i te kaprysy były spełniane. Mercedes był nowy w momencie, w którym był kupowany kilka lat temu, miał być najbardziej zbliżony kolor do złotego, w związku z powyższym wyszukano taką barwę czy takie oznaczenie, to się nazywa intium platinum czy coś takiego, już nazwy teraz nie przypomnę sobie, który w rzeczywistości przypomina kolor... jest najbardziej zbliżonym kolorem do złotego. I ten kaprys został spełniony. A kolejny inny prezes miał inny kaprys. I kolejni prezesi mieli kolejne kaprysy, na przykład półroczny dostęp do samochodu z szoferem mimo zakończenia kontraktu. To są rzeczy, które charakteryzowały tych panów, po prostu uważali, że ten majątek, nasz publiczny majątek jest ich prywatną własnością, służy do zaspakajania ich kaprysów.

Dwa tygodnie temu weszły w życie rozporządzenia, które znoszą obowiązek publikacji ogłoszeń w ogólnopolskiej prasie przez resorty i spółki z udziałem spółek skarbu państwa. Mówił pan o tym, że około 8 milionów złotych rocznie będzie na tym zaoszczędzone. Będą te ogłoszenia – zamiast w dziennikach – ukazywały się w Internecie, już tak się dzieje. Natomiast jest jeszcze inna kwestia, która budzi kontrowersje. To jest ten styk... Słyszeliśmy zresztą o tym, jak on działa, między innymi na taśmach ujawnionych przez Wprost, czyli sytuacja, kiedy spółki skarbu państwa finansują jakieś imprezy, jakieś festiwale, ogłaszają się w gazetach, które na przykład uważają za sprzyjające swojej opcji politycznej. Jak z tym zjawiskiem skończyć?

Jak pan redaktor widzi, jak państwo słyszycie, krok po kroku regulujemy i porządkujemy ten obszar. To był obszar wielu patologii, gdzie w zaciszach gabinetów prezesów podejmowano decyzje, jakiego sportowca finansować. Często było tak, że sportowcy, którzy otrzymywali niemałe, bo idące w miliony złotych, czasami nawet kilkanaście i do kilkudziesięciu milionów złotych rocznie, bo i takie przypadki mamy, potem okazywali się czy ochoczo wchodzili w skład komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego czy też polityków Platformy Obywatelskiej. Dzisiaj poprzez przyjęcie zasad sponsoringu, już przyjęte zasady sponsoringu, a za chwilę przyjęte nowe reguły dotyczące CSR-u i przyjęte zasady dotyczące wynagrodzeń porządkujemy ten obszar patologii. Będzie tak, że będzie to proces jawny i transparentny.

A nie zakazać po prostu? Żeby nie było tak, że ktoś powie: no tak, do tej pory dostawała Wyborcza ogłoszenia spółek skarbu państwa, teraz dostaje Gazeta Polska ogłoszenia spółek skarbu państwa, a jak się władza zmieni, to znowu będzie odwrotnie.

Ogłoszenia wycofaliśmy właśnie dlatego, że...

Nie, nie, ale ja mówię o ogłoszeniach ze spółek, nie z ministerstwa, tylko...

To dotyczy również...

PZU się reklamuje, że tam ma fajne produkty i tak dalej.

Rozdzielamy dwa obszary: ogłoszenia i reklama. Ogłoszenia, nie ma takiej potrzeby, od tego są strony internetowe spółek, strony internetowe ministerstwa i tu oszczędzamy spore pieniądze. Nie ma potrzeby, aby pompować te środki do różnych, często prywatnych mediów. A jeśli chodzi o reklamę, to jest decyzja rzeczywiście każdej ze spółek, ona musi podjąć świadomie decyzje, jej władze muszą podjąć decyzję, czy jakaś reklama jest jej potrzebna, czy nie, ja natomiast poprzez rady nadzorcze będę się bacznie przyglądał temu, czy nie będzie tak jak do tej pory, że 52 bodajże procent wszystkich środków płynęło do jednej tylko gazety. Na tego typu dysproporcje, zachwiania rynku się nie zgadzamy.

Za pośrednictwem Sygnałów dnia Kamil Sikora, dziennikarz jednego z portali, zadaje pytanie, ciekaw jestem opinii pana ministra na ten temat, kliknąłem sobie w link podany na Twitterze: Telewizja Polska i Polska Grupa Energetyczna nie będzie sponsorować festiwalu filmowego Grażyny Torbickiej”. To w takim razie nie pana, tylko Polską Grupę Energetyczną pytać o tę sprawę?

Tak, oczywiście, zarząd spółki musiał przeanalizować każdy poszczególny wniosek o każdą poszczególną kwotę i musiał podjąć decyzję i ponosić odpowiedzialność za to. Jedno jest pewne: te środki, które szły do niektórych gazet, niektórych mediów i były tylko i wyłącznie reklamą istnienia danej spółki, czyli nie promowały, nie reklamowały żadnego produktu, nie dawały żadnej wartości dodanej, te reklamy się zakończą, znaczy to nie będzie źródło finansowania mediów, zwłaszcza mediów prywatnych, dlatego że nie temu służą środki wypracowane przez spółki.

Mówił minister skarbu państwa Dawid Jackiewicz, gość Sygnałów dnia.

JM