Sygnały Dnia 9 maja 2017 roku, rozmowa z Jarosławem Sellinem

Ostatnia aktualizacja: 09.05.2017 07:15
Audio
  • Jarosław Sellin: chyba nikt nie uwierzy, że 13 proc. gospodarstw w Polsce ma telewizor (Jedynka/Sygnały dnia)

Piotr Gociek: Jarosław Sellin, wiceminister kultury. Dzień dobry, panie ministrze.

Jarosław Sellin: Dzień dobry, witam. To był saksofon sopranowy albo nawet klarnet, tak mi się wydaje.

No, nie altowy. Specjalista od kultury.

Chyba nie, miał o wiele wyższe brzmienie. Byłem zresztą na małym koncercie Stinga z okazji 50–lecia Trójki radiowej, dla stu osób zagrał i... tego utworu akurat nie, ale była miła okazja posłuchać go z bliska.

Czyli akurat właściwie wiceminister od spraw mediów w tym momencie w studiu radiowej Jedynki. To do tego za chwilę przejdziemy, ale najpierw pytanie ogólne, czyli kiedy referendum konstytucyjne, czy rząd już się nad tym zastanawia?

Prezydent zapowiedział, że chciałby, żeby takie referendum odbyło się w momencie symbolicznym, stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości przypada na rok przyszły, ale to też będzie blisko 30–lecia nowej polskiej demokracji i ponad 20 lat funkcjonowania obecnej Konstytucji, więc rzeczywiście parę takich dat symbolicznych się zbiega ze sobą. I to jest dobry moment na wytworzenie tego, co politolodzy nazywają momentem konstytucyjnym. Myślę, że taki moment trzeba wypracować i ja tak rozumiem inicjatywę prezydenta.

I wtedy w okolicach 11 listopada mogłoby się odbyć na przykład referendum i wybory samorządowe? Bo kalendarz tak nam podpowiada.

Panie redaktorze, ja jestem pełnomocnikiem rządu do spraw obchodów 100–lecia niepodległości, zostałem powołany na to stanowisko przez panią premier w listopadzie ubiegłego roku i nieprzypadkowo właśnie kończymy prace nad wieloletnim programem rządowym „Niepodległa”. On ma być rozciągnięty na 5 lat, na lata 17–21, tak chcemy obchodzić odzyskanie 100–lecia polskiej niepodległości, bo ono miało różne odsłony – i takie przygotowawcze, i dokonana... potem była obrona tej niepodległości świeżo wywalczonej. Więc to się bardzo mocno rozciąga w czasie. Ale prezydent bardzo wyraźnie powiedział, że chciałby, żeby to było w roku 18, i tutaj czekamy na sprecyzowanie tej agendy.

To przejdziemy teraz do kwestii mediów. „Nie chcemy płacić za oglądanie publicznej telewizji”, taki tytuł daje dzisiaj Dziennik Gazeta Prawna tekstowi ze strony 14, w którym omawia wyniki sondażu przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown na zlecenie zrzeszającej operatorów kablowych Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej. Wynika z tego sondażu, że większość pytanych zmian proponowanych nie popiera, obawiają się między innymi o obowiązek przekazywania przez dostawców płatnej telewizji danych osobowych Poczcie Polskiej, uważają, że naruszałoby to ich prawo do prywatności. Wielu mówi, że rozważałoby też rozwiązanie umowy z dostarczycielem płatnej telewizji, jeśli te nowe przepisy wejdą w życie. Jak ministerstwo ocenia te niepokoje?

Mi się wydaje, że generalnie jak ludzi zapytać, czy chcą za coś płacić, to na ogół woleliby nie płacić, na ogół woleliby jakieś produkty otrzymywać za darmo. Ale uważamy, że tak jak w większości krajów Europy, a właściwie we wszystkich krajach Europy, gdzie media publiczne przecież istnieją, one są finansowane przede wszystkim z pieniędzy publicznych, a nie z pieniędzy komercyjnych, nie z reklam, a u nas jest dokładnie odwrotnie, i to od wielu, wielu lat, jeśli chodzi o te proporcje. I tak nie powinno być, media publiczne powinny być utrzymywane przede wszystkim ze środków publicznych, żeby można było od nich wymagać.

Tylko po co jakiś dodatkowy partner? Bo tak naprawdę to jest kwestia pomiędzy rządem, mediami publicznymi a widzami, a tu jest wprowadzanie jeszcze jakiegoś dodatkowego szczebla pomiędzy nimi, właśnie że a może Związek Operatorów Sieci Kablowych, a może jeszcze ktoś.

Nie, tu chodzi o jeszcze jedną rzecz, bo dzisiaj obowiązujący system prawny polega na tym, że powinno się płacić abonament dla mediów publicznych z tytułu posiadania odbiornika radiowego czy telewizyjnego. Ja się zgadzam, że być może to jest system anachroniczny, dlatego myślimy o tym, żeby wprowadzić docelowo zupełnie inny system finansowania mediów publicznych, ale na razie mamy taki. I on jest nieszczelny, 13% gospodarstw domowych płaci abonament. Chyba trudno uwierzyć i nikt w to nie uwierzy w Polsce, że tylko 13% gospodarstw domowych w Polsce ma odbiornik telewizyjny. Ludzie nie płacą często tego abonamentu, bo nie zarejestrowali tych odbiorników telewizyjnych. Otóż wszyscy, którzy podpisali umowy z operatorami kablowymi albo z operatorami płatnych platform cyfrowych, którzy dostarczają programy telewizyjne, a jest to kilka milionów umów, raczej takie umowy podpisali dlatego, że mają takie umowy telewizyjne, bo inaczej by nie prosili o dostarczanie im programów telewizyjnych. I chcemy po prostu otrzymać bazę danych od tych operatorów, żeby wiedzieć, ile tych umów jest i kto nie płaci abonamentu, a powinien płacić, bo odbiornik telewizyjny z pewnością ma.

A czy to znaczy, że ten pomysł, żeby opłata na media publiczne to była opłata drobna, ale powszechna, pobierana na przykład z rachunkiem za energię albo z formularzem PIT...

Tu pan mówi o tym docelowym rozwiązaniu?

...to umarła, czy docelowo rzeczywiście jest przewidywana?

Nie, nie umarła, teraz chcemy po prostu ratować sytuację obecną, bo jest coraz bardziej krytyczna, i uszczelnić obecny system prawny, natomiast w roku przyszłym spróbujemy przeprowadzić zupełnie nowy model finansowania mediów publicznych i ten model, o którym pan wspomniał, też jest możliwy.

A gdyby udało się (no, mam nadzieję, że uda się) zapewnić na odpowiednio wysokim poziomie finansowanie mediów publicznych, to co sądzi pan o pomyśle, żeby pójść krok dalej i w zamian za stosownie wysokie finansowanie na przykład zrezygnować z nadawania reklam w mediach publicznych?

Są takie systemy, zwłaszcza brytyjski, na Zachodzie, gdzie rzeczywiście tak jest. Generalnie tak raczej powinno być, że media publiczne nie ścigają się na komercjalizację programu i sprzedawanie komercyjnych reklam, bo to zawsze rodzi pokusę właśnie komercjalizacji programu, ale uważam, że o takim rozwiązaniu będziemy rozmawiać dopiero wówczas,  kiedy będziemy mieli stabilne, duże finansowanie publiczne, a do tego jeszcze nam daleko.

A o karaniu za tak zwane fejk niusy, czyli fałszywe doniesienia, to już możemy rozmawiać? Bardzo ostro się niedawno na ten temat jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości Dominik Tarczyński wypowiadał,  który mówił, że trzeba rozważyć takie oto odpowiedzi na szerzenie nieprawdziwych wiadomości: kary finansowe, zawieszenie emisji czy wydanie jakiegoś tytułu, odebranie koncesji czy nawet sankcje karne. Jako przykłady takich nieprawdziwych doniesień podawał nius Rzeczpospolitej o rzekomej współpracy z Kaczyńskim w demontażu Unii Europejskiej oraz sprawę...

Z Le Pen, tak.

...sierot z Aleppo, tam... Tak. I tam już radio ZET zdążyło przeprosić w ostatnich dniach zresztą premier Beatę Szydło za podanie tej informacji.

Chyba nawet były przeprosiny z powodu dwóch fałszywych informacji – i z powodu tej informacji o sierotach z Aleppo, ale też z powodu fałszywej informacji o tym, że rzekomo archeolodzy zakończyli prace przed czasem w Bochni, ponieważ ma być tam wizyta prezydenta i pani premier. I to były nieprawdziwe informacje. Ja myślę, że to jest raczej kwestia jakiegoś apelu do redaktorów naczelnych mediów, którzy muszą przepraszać, a muszą przepraszać z powodu wybryku jakiegoś konkretnego dziennikarza, który taką informację do przestrzeni publicznej wpuścił. Więc to jest raczej prośba, żeby się zastanowili, czy warto takich dziennikarzy na pokładzie mieć, którzy specjalizują się w wymyślaniu takich fałszywych informacji.

A myśli pan, że to jest właśnie wina szeregowych dziennikarzy, którzy wymyślają, a nie szefów albo właścicieli mediów, którzy może czasem oczekują, żeby takie, a nie inne informacje niekorzystne dla kogoś się pojawiały?

Naiwny nie jestem, mamy też zjawisko dosyć silnego emocjonalnego i politycznego zaangażowania mediów po różnych stronach sceny politycznej i różnych skłonności do zwalczania jednych, popierania drugich, i z pewnością takie zjawisko też może mieć miejsce. Ale to bym raczej zostawił jakimś kwestiom autoregulacji medialnej, a nie narzucania jakiegoś prawa represyjnego od góry.

Dekoncentracja mediów miała być jednym ze sposobów na zrównoważenie stron w debacie publicznej, szczególnie jeśli idzie o prasę lokalną. Co w tej kwestii się dzieje w tej chwili?

Tak jak zapowiadaliśmy, do połowy roku, najpóźniej na początek nowego sezonu politycznego tuż po wakacjach będzie gotowa ustawa, która spróbuje ten problem rozwiązać, zmierzająca w gruncie rzeczy do tego, żeby chronić polski... część polskiego rynku, w tym przypadku rynku medialnego, przed monopolizacją, bo to jest normalne w ustrojach kapitalistycznych, wolnorynkowych, że z monopolami się walczy, nawet specjalne urzędy są temu poświęcone. U nas konkretnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta. I jeżeli gdzieś nadmierna monopolizacja nastąpiła, to trzeba z tym walczyć. I tak robią wszystkie zdrowe gospodarki wolnorynkowe w świecie. A tutaj w dodatku mamy do czynienia z materią szczególnie delikatną, bo media to nie tylko czysty biznes, ale to jest też kwestia kolportowania idei, informacji, poglądu na świat.

Dlatego że to jest kwestia delikatna, pojawiają się takie obawy, czy kiedy okaże się, że nie ma chętnego, by za odpowiednią kwotę nabyć zbywane przez dotychczasowych monopolistów tytuły, nie wejdą w rolę tych właścicieli na przykład spółki Skarbu Państwa. To też nie jest zdrowa sytuacja, w której to państwo poprzez swoje spółki kontroluje część mediów.

Dobrze by było, żeby... bo tak jest, że sfera medialna – poza mediami publicznymi, oczywiście – to jest sfera biznesu prywatnego i żeby tak było, że polski biznes prywatny umacnia swoją pozycję w sferze mediów. I mam nadzieję, że tak będzie, ale to rzeczywiście będzie kwestia pewnej gry wolnorynkowej, uruchomionej wskutek ewentualnych decyzji demonopolizacyjnych. I mam nadzieję, że takie podmioty się znajdą, które będą chętne do przejmowania odpowiedzialności za część mediów w Polsce.

Jak pan ocenia krajobraz polityczny po Marszu Wolności z minionej soboty w Polsce? To jest koniec Komitetu Obrony Demokracji i zmierzch partii .Nowoczesna i hegemonia Platformy jako partii opozycyjnej głównej?

Myślę, że w tej rywalizacji, którą obserwowaliśmy przez półtora roku, kto jest anty–PiS-em, kto jest głównym czy najsilniejszym anty–PiS-em, bo na tym polega rywalizacja między Platformą Obywatelską, .Nowoczesną i Komitetem Obrony Demokracji, rzecz się rozstrzygnęła, znaczy KOD zanika, .Nowoczesna moim zdaniem będzie partią jednosezonową, czyli jednokadencyjną, trochę podobnie jak Ruch Palikota i trochę wcześniej Samoobrona, choć ona trwała nieco dłużej. I wracamy do takiej głównej rywalizacji, którą już znamy od kilkunastu lat w Polsce, czyli rywalizacji Prawo i Sprawiedliwość – Platforma Obywatelska. I to jest główna siła opozycyjna dzisiaj wobec nas. Dlatego zasadne jest pytanie o program Platformy Obywatelskiej, bo myślę, że Polacy nie są zainteresowani wyłącznie wzmaganiem antypisowskich emocji, tylko są zainteresowani: a z czym przychodzicie do nas, kochani politycy, proszę nam przedstawić swój program, co chcecie zrobić lepiej, co chcecie zmienić. Dlatego zadajemy pytania tej głównej partii opozycyjnej, czyli Platformie Obywatelskiej, i na te pytania nie możemy uzyskać odpowiedzi, a to są dla Polaków, jak sądzę, istotne pytania (...) je przypomnieć.

Pytał i odpowiadał Jarosław Sellin, wiceminister kultury i gość Sygnałów Dnia w radiowej Jedynce. Dziękuję za wizytę.

Dziękuję bardzo.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak