X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

Sygnały Dnia 6 sierpnia 2018 roku, rozmowa z Piotrem Walentynowiczem

Ostatnia aktualizacja: 06.08.2018 07:15
Audio
  • Piotr Walentynowicz uzyskał status pokrzywdzonego w rosyjskim śledztwie ws. katastrofy smoleńskiej (Sygnały dnia/Jedynka)

Henryk Szrubarz: W studiu Piotr Walentynowicz, wnuk Anny Walentynowicz, radny Prawa i Sprawiedliwości w Gdańsku. Dzień dobry panu.

Piotr Walentynowicz: Dzień dobry, witam.

Uzyskał pan status pokrzywdzonego w rosyjskim śledztwie dotyczącym katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. To w tej katastrofie zginęła Anna Walentynowicz. Rosyjski Komitet Śledczy przyznał panu status pokrzywdzonego po pół roku starań. Pół roku to niedługo.

Właściwie biorąc pod uwagę Federację Rosyjską, to rzeczywiście wydaje się być krótko. List potrafi tam iść miesiąc czasu, a co dopiero podjąć taką decyzję. Ale tak, oczywiście, otrzymałem ten status, w okolicach listopada składałem ten wniosek. O otrzymaniu tego statusu dowiedziałem się dosłownie tydzień temu, choć Rosjanie w swoim piśmie, które teraz do mnie skierowali, tydzień temu, twierdzą, że otrzymałem go już w kwietniu i że powiadomili odpowiednie organa Rzeczpospolitej o tym fakcie z prośbą o udzielenie mi pomocy prawnej.

No ale jak pan sam powiedział, poczta w Rosji może iść długo.

Długo może iść, tak.

Co do dla pana będzie oznaczało czy oznacza w tej chwili już?

To oznacza, że teraz możemy się wspólnie z mecenasem Lechem Obarą ubiegać o dostęp do akt śledztwa rosyjskiego, krótko mówiąc możemy sprawdzić i zweryfikować, oczywiście na pewno w pewnym jakimś ograniczonym obszarze dotyczącym mojej babci tego śledztwa, natomiast wrak samolotu jest nierozerwalnie, że tak powiem, związany ze śmiercią mojej babci. Takim nadrzędnym celem jest zweryfikowanie, co Rosjanie robili z wrakiem, czy rzeczywiście coś naprawdę robili, bo jak pamiętamy, oni twierdzą, że nie oddają nam wraku, gdyż nadal prowadzą jakieś badania, więc chcemy sprawdzić, kiedy prowadzili jakiekolwiek badania...

I będzie pan to mógł sprawdzić, przeglądają akta?

Mając dostęp do akt, oczywiście. Natomiast celem głównym jest osiągnięcie sytuacji, w której, że tak powiem, zmuszamy stronę rosyjską do oddania nam naszej własności, która została w tak haniebny sposób przekazana przez Donalda Tuska w 2010 roku Rosjanom. No tak, no...

Ale w jaki sposób chce pan zmusić Rosjan? W pojedynkę nie da pan rady przecież.

Nie no, ja tu, oczywiście, oczekuję na wsparcie prokuratury, wsparcie instytucji państwa polskiego.

Z tym teraz nie powinno być problemów, prawda?

Nie wiem, mija już trzy miesiące, jakoś nikt się nie odezwał. Próbujemy się skontaktować z prokuratorem Pasionkiem, jakoś ta droga kontaktu jest jakoś dziwnie wydłużona i utrudniona, ale...

Co to znaczy? O co konkretnie chodzi?

Nie mam pojęcia, tak szczerze mówiąc. Jeśli prokuratura została o tym fakcie zawiadomiona trzy miesiące temu i nic nie zrobili, no to sam nie wiem, co mam o tym myśleć.

Pytał pan kogoś? Dzwonił pan do kogoś?

No oczywiście, z mecenasem Obarą staramy się o spotkanie z prokuratorem Pasionkiem, różnymi innymi metodami, o których może nie będę teraz mówił, też próbowałem dotrzeć. Zobaczymy, poczekamy, zobaczymy, może po dzisiejszej audycji zostanie to ułatwione.

Ma pan prawo składać wnioski dowodowe.

Oczywiście, tak, jak najbardziej.

Na przykład wniosek o przesłuchanie w charakterze świadków i tak dalej. Co pan zamierza konkretnie zrobić w tej materii?

Co do strategii, to naprawdę tu bardziej byście musieli państwo spytać mecenasa Lecha Obarę, on jest prawnikiem. Ja nie mam nic wspólnego z prawem, nie znam się na prawie. Rozmawiałem z mecenasem, buduje jakąś strategię, natomiast co do kolejności działań to naprawdę... znaczy nie robię z tego żadnej tajemnicy, tylko po prostu to prawnicy wiedzą, jak sformułować pismo, wniosek...

No, mecenas Obara mówi, że tą drogą, którą pan poszedł, też powinni pójść inni.

Oczywiście, bo to jest droga, którą właściwie wszyscy, ale wszyscy jak jeden przeoczyliśmy. To mecenas ją wychwycił i warto z niej skorzystać, bo im więcej nas, tym lepiej, prawda?

Jak pan ocenia stan śledztwa w tej chwili?

Ponieważ nie otrzymuję żadnych informacji z prokuratury, ostatnią informację, jaką dostałem mailem z prokuratury to była chyba sprzed dwóch miesięcy, trudno mi się do tego odnieść. Natomiast, oczywiście, mam jakieś informacje, utrzymuję kontakt z ludźmi z zespołu, z podkomisji smoleńskiej, więc borykają się z różnego rodzaju problemami, co jest też dla mnie niezrozumiałe.

Jakimi na przykład?

No wie pan, ostatnio była taka sprawa, która aż zagotowała moje serce, się gdzieś tam okazało, że nagle nie ma pieniędzy niby na badania. Jak może nie być pieniędzy na badanie najważniejszej sprawy w Rzeczpospolitej? Później gdzieś tam się okazało, że te pieniądze się znalazły. Ale tak, to są takie niepokojące sygnały, bo o ile przy rządach Platformy Obywatelskiej było dla mnie oczywiste, że będą robili wszystko, aby tej sprawy nie wyjaśnić, a wręcz zakopać ją pod dywan, o tyle spodziewałem się, że przy obecnych rządach będzie to wszystko szło płynnie, a jednak czasami tak nie bywa.

Rozmawia pan często z Antonim Macierewiczem, który szefuje tej podkomisji?

Teraz miałem okazję złożyć mu życzenia...

Na urodzinach pan był, tak.

...na urodzinach, tak, to parę minut, z dwie minuty, nawet nie wiem, czy to było parę... parę sekund właściwie udało mi się jedynie złożyć życzenia ministrowie. Pan minister jest bardzo zajętym człowiekiem i raczej... Znaczy ja nie miałem możliwości z nim dłużej porozmawiać. Ale doceniam wszystko, co robi minister, i wiem, że tak długo, jak on się sprawą smoleńską zajmuje, to wiem, że nie odpuści i do samego końca będzie walczył o całkowite wyjaśnienie wszystkich aspektów tej sprawy.

W recenzjach do tych urodzin prasa nie tylko opozycyjna wiele miejsca poświęca właśnie jubileuszowi, urodzinom Antoniego Macierewicza. Gazeta Polska Codziennie, pierwsza strona: „Antoni jeszcze wiele zdziała dla Polski”. Jak to należy rozumieć?

Nie wiem, wie pan, to są... Z tego, co pamiętam, to chyba prezes Jarosław Kaczyński te słowa wypowiedział prawdopodobnie, paru było mówców i wszyscy twierdzą, że minister Macierewicz ma jeszcze wiele do zrobienia i że oczekują od niego, że będzie działał. Natomiast naprawdę nie chciałbym się wdawać w takie rozmowy, że jak rozumieć słowa takiego czy innego polityka, bo to... No nie wiem, nie chciałbym. Ja osobiście wierzę, że minister, oczywiście, ma dużo do zrobienia, ale wierzę, że to, co wziął sobie i obrał za cel, to to dokończy.

Jest pan skonfliktowany z Prawem i Sprawiedliwością?

Nie no, absolutnie nie. Prawo i Sprawiedliwość to jest partia najbliższa memu sercu, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość to nie tylko taki sztandar, ale to są też pewne wartości, pryncypia, zasady, które są bardzo bliskie mnie. Ja jedynie jestem skonfliktowany... Właściwie nie wiem, czy skonfliktowany, po prostu zaczynam... Inaczej: mówię prawdę o pewnych nieuczciwych ludziach, którzy dzierżą ten sztandar Prawa i Sprawiedliwości. Mówię tu konkretnie o Januszu Śniadku. Ja wiem, że... Widziałem, co wypisała ta lewacka prasa, to w ogóle jest ich radosna twórczość i ich wyobraźnia jest naprawdę godna podziwu, aczkolwiek nie, nigdy nie atakowałem Prawa i Sprawiedliwości, nigdy nie mówiłem nic złego na temat tej partii. Zresztą... Ale to jest znamienite...

A o co ma pan żal do Janusza Śniadka?

Może ja powiem tak: to jest znamienite dla tego układu gdańskiego, gdzie tu, niestety, pan poseł Śniadek jest absolutnie, użyjmy takiego brzydkiego słowa, ale zblatowany z lewactwem, przez tyle lat współżycia, przez dwadzieścia lat gdzieś tam życia na przestrzeni politycznej i prawa, i lewa strona w Gdańsku nauczyła się karmić nawzajem, więc... Na przykład choćby przykład zatrzymanego przez CBA pupilka Janusza Śniadka, Przemysława Marchlewicza, też może być tego dowodem, czy na przykład do Urzędu Wojewódzkiego, do wojewody dostaje się człowiek z polecenia Janusza Śniadka, sprawdzam człowieka, patrzę, a to pełna Platforma. Więc to są takie chore układy gdańskie, którym nie pozwolę funkcjonować.

W jaki sposób pan nie pozwoli?

Będę z tym walczył, najzwyczajniej w świecie będę z tym walczył. Ja już o Przemysławie Marchlewiczu w 2015 bądź 16 informowałem władze Prawa i Sprawiedliwości, że coś tu jest nie tak, że to jest niemożliwe, że zadeklarowany pisowiec robi milionowe interesy na terenie Platformy Obywatelskiej. To się tak nie da najzwyczajniej w świecie. Mógłby być, oczywiście, jakiś wartki biznesmen znający rynek, ale nie zadeklarowany politycznie, to by to jeszcze przeszło, tak? Tych spraw jest wiele, moglibyśmy tu o Janusz Śniadku bardzo długo rozmawiać, tylko nie wiem, czy jest powód, bo myślę, że to wszystko zależy tak naprawdę od władz politycznych Prawa i Sprawiedliwości. Ale jest faktem, że Janusz Śniadek doprowadził do absolutnego rozbicia prawicy na Pomorzu, skupił wokół siebie ludzi, którzy są mu usłużni, którzy są od niego zależni, często niekompetentni, podostawali się na wysokie stanowiska. No, tak nie powinno być.

To brzmi jak skarżenie się na Prawo i Sprawiedliwość, na politykę Prawa i Sprawiedliwości w Gdańsku właśnie.

Nie, absolutnie nie.

Skoro pan mówi o układzie gdańskim.

Nie, nie, ja mówię tu... Ale o układzie gdańskim to cała Polska mówi, więc nic nowego tutaj nie wnoszę. Ja jedynie wskazuję jedno z kilku źródeł zła, które sprawia, że tak jest, jak jest w Gdańsku. No i niestety, ale te źródła akurat dzierży w rękach sztandar Prawa i Sprawiedliwości, który jest mi bliski.

Będzie pan startował w wyborach samorządowych z list Prawa i Sprawiedliwości w Gdańsku?

To nie ode mnie zależy. Z tego, co już się zdążyłem dowiedzieć jakimiś bocznymi kanałami, nie zostałem w ogóle ujęty w propozycjach, które zostały ostatnio przedstawione, nie zostałem ujęty jako kandydat na listach. Oczywiście, dopnę swego, ja będę kandydował albo z własnego komitetu, albo być może z komitetu, który się tworzy, tam Gdańsk tworzą mieszkańcy, zobaczymy, ale na pewno nie pozwolę, aby tacy nieuczciwi ludzie rządzili Gdańskiem.

A kto pana nie ujął na tych listach?

No, wychodzi na to, że Janusz Śniadek, aczkolwiek on się tam tłumaczy, że to nie od niego zależy, więc ciekawe to jest, dlaczego składa deklaracje. Jeżeli od niego nic nie zależy, no to dlaczego składa deklaracje, których nie jest w stanie wypełnić, prawda?

Jak już powiedziałem, otrzymał pan status pokrzywdzonego w rosyjskim śledztwie dotyczącym katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Zginęła tam pana babcia Anna Walentynowicz. Kilka lat temu niektórzy ze zdumieniem mogli się dowiedzieć, że była Ukrainką.

No tak, babcia jest z pochodzenia Ukrainką...

Ktoś nawet napisał bardzo pięknie, że patriotyzm, polski patriotyzm ma również i ukraińską twarz.

Nie wiem, nie czytałem tego, ale taki jest fakt. Ja byłem na Ukrainie, zresztą Tolik, Anatolij, czyli syn siostry babci, nawet tu był, odwiedził mnie w Polsce w zeszłym roku. Ja byłem na Ukrainie trzykrotnie w sumie. Więc no tak, tam jest rodzina, dwie siostry babci żyją, mają się doskonale. Znaczy Ola troszeczkę już na zdrowiu podupada, ale to już jest wiekowa osoba. Ale jedno, co jest takie, co się rzuca w oczy, że to są absolutne kopie babci. Nie trzeba żadnych badań DNA, jakby pan zobaczył Kasię czy Olę, to podobieństwo jest niesamowite.  

Ta świadomość wspólnych nieraz losów i wspólnych korzeni powinna łączyć Polskę i Ukrainę.

Tak, to jest właśnie niesamowite. W sumie babcia jest taką bohaterką obojga narodów, bo jest bohaterką i na Ukrainie, i jest bohaterką u nas. I to, że nie wykorzystujemy tego faktu, też jest właściwie zastanawiające.

Dziękuję bardzo.

Dziękuję.

Piotr Walentynowicz gościem Sygnałów Dnia.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak