Sygnały Dnia 12 grudnia 2018 roku, rozmowa z Jackiem Protasiewiczem

Ostatnia aktualizacja: 12.12.2018 08:15
Audio
  • Jacek Protasiewicz o możliwej wymianie posłów na linii PSL - Nowoczesna (Sygnały dnia/Jedynka)

Piotr Gociek: Jacek Protasiewicz, poseł klubu parlamentarnego PSL – Unia Europejskich Demokratów, jest gościem radiowej Jedynki i Sygnałów Dnia. Witam, panie pośle, dzień dobry.

Jacek Protasiewicz: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

Ta przynależność jakoś zmieni w najbliższym czasie? Bo podobno miał być pan wypożyczony do Nowoczesnej, żeby pomóc jej stworzyć, utrzymać koło, no bo po odejściu 7 posłów do Platformy, to teraz z tym kłopot.

Takie, powiedziałbym, może niefortunne, aczkolwiek rozumiem, że zabawne słowo „wypożyczenie”. Rzeczywiście jest tak, że szefowie Nowoczesnej (zarówno myślę o nowym przewodniczącym koła, panu pośle Pudłowskim, jak i pani przewodnicząca Lubnauer) zwrócili się jakby  myślę, że nie tylko do naszego klubu, ale z takim pytaniem, czy któryś z posłów mógłby zasilić ich szeregi, ażeby utrzymali status klubu. To wiąże się z taką silniejszą pozycją w debatach parlamentarnych, w debatach w mediach, bo różne okrągłe stoły podsumowujące tydzień czy przedyskutowujące najważniejsze kwestie czy to w radio, czy w telewizji, są zapraszane według klucza klubów poselskich, no i nad tą propozycją rozmawiamy. To nie jest łatwe, dlatego to wymaga trochę czasu, wymaga takich konsultacji, zastanowienia się, zwłaszcza że są jeszcze w naszym przypadku dwie organizacje, bo jest klub PSL – Unia Europejskich Demokratów i partia Europejskich Demokratów, do której ja po prostu należę, jestem członkiem władz tej partii.

Ale pan taką propozycję już otrzymał i się nad nią zastanawia czy jeszcze nie?

Wstępnie można powiedzieć... Bo to nie jest propozycja, dlatego że raczej powiedziałbym byłem sondowany, byłem w taki dosyć koleżeński sposób pytany, czy to jest w ogóle do wyobrażenia takie rozwiązanie. Jak mówię, ono jest trudne, bardzo powiedziałbym niestandardowe, ale nawet nadzwyczajne, no ale sytuacja, z jaką mieliśmy do czynienia w zeszłym tygodniu w Sejmie, też nadzwyczajna była, więc czasami trzeba stosować nadzwyczajne środki wobec nadzwyczajnych okoliczności.

Ale ja widzę, wie pan, zupełnie logiczne dwa powody, dla których mogłoby się tak stać. Po pierwsze – wiecie doskonale, jak ta sytuacja wygląda, bo sami poniekąd przyszliście na pomoc Polskiemu Stronnictwu Ludowemu w podobnej sytuacji, kiedy tam brakowało też posła, a po drugie – chyba ideowo to jednak bardziej politykom czy politykowi Unii Europejskich Demokratów programowo bliżej by było do Nowoczesnej niż do Polskiego Stronnictwa Ludowego.

To tutaj wyjaśnię. W przypadku rzeczywiście sytuacji sprzed kilku miesięcy, prawie roku, to myśmy podjęli decyzję o tym, że dwie organizacje będą miały wspólny klub, powiedzmy, na wzór niemieckiego rozwiązania, gdzie są dwie partie rzeczywiście bliskie ideowo bardzo – CDU i CSU. One organizacyjnie są dwoma różnymi bytami, dwiema różnymi organizacjami, ale rzeczywiście w niemieckim parlamencie, czyli w Bundestagu, mają wspólny klub, on się nazywa CDU/CSU. Podobnie zresztą było przez wiele lat w Parlamencie Europejskim, gdzie brytyjscy konserwatyści razem z częścią takich prawicowych, chadeckich partii tworzyli klub o nazwie też dwuczłonowym, właśnie Europejska Partia Ludowa – Europejscy Demokraci. Więc to była trochę inna sytuacja niż dzisiaj, kiedy to jest oczekiwane i w zasadzie w jedyny chyba możliwy sposób, który analizujemy dzisiaj, miałby oznaczać, że poseł przechodzi z jednego klubu do drugiego nie w drodze konfliktu czy na skutek konfliktu, nie w drodze jakiegoś... ale w drodze porozumienia. No więc to jest trochę niestandardowe. My analizujemy różne warianty. Wczoraj mieliśmy pierwszą dyskusję, wczoraj wieczorem w klubie...

A wiadomo, do kiedy ma się skończyć ta dyskusja? Do świąt? Do końca tygodnia? Do...

Wczoraj rozmawialiśmy w gronie posłów z Polskiego Stronnictwa Ludowego i naszej Unii Europejskich Demokratów, dzisiaj będziemy kontynuować jeszcze rozmowę, bo mamy poranne posiedzenie również. Bo różne są głosy, to ja przyznaję, że to nie jest sprawa aż tak jednoznaczna, żeby wszyscy mówili... używali tych samych argumentów i zgadzali się jednomyślnie. Ale też pewnie dzisiaj nasze rozmowy chociażby z takimi politykami, jak pan minister obrony... w ogóle Janusz Onyszkiewicz, a on jest szefem rady politycznej w Unii Europejskich Demokratów, jak pani przewodnicząca Elżbieta Bińczycka, nasz zarząd. Więc myślę, że dziś wieczorem sytuacja się na tyle wyklaruje, że będziemy gotowi do decyzji, jakakolwiek ona będzie. Więc perspektywa końca tego tygodnia, a może nawet jutro, to jest ten termin, kiedy sprawa się rozstrzygnie.

Jak pan obserwuje polityków Nowoczesnej przechodzących do Platformy Obywatelskiej... Ja nie mówię tylko o tej ostatniej frondzie, bo pamiętam pierwsi, którzy w ogóle przechodzili z Nowoczesnej do PO jeszcze za czasów Ryszarda Petru, to mówili, że Ryszard Petru tłumi wolność słowa w partii, więc oni idą do Grzegorza Schetyny. Tak się zastanawiam, czy pan jako człowiek, którego relacje z Grzegorzem Schetyną w Platformie skończyły się usunięciem pana z partii za szkodzenie wizerunkowi PO, ma jakieś porady albo może przestrogi dla tych posłów, którzy tak się wybierają do Grzegorza Schetyny, właśnie żeby tam, jak rozumiem, większej wolności słowa i w szczęściu i pomyślności żyć.

Każdy wybiera to towarzystwo i to miejsce, w którym się czuje lepiej, więc widocznie tak ocenili, różne okoliczności, które sprawiły o tym, że zmienili klub, w którym chcą działać, i formację, z którą wiążą swoją przyszłość. Jest natomiast faktem, że tamte napięcia pomiędzy Platformą a Nowoczesną były w zupełnie odmiennych okolicznościach politycznych. Wtedy rzeczywiście odbywała się swego rodzaju rywalizacja pomiędzy Nowoczesną a Platformą o palmę pierwszeństwa na opozycji. Natomiast to, co zdarzyło się w zeszłym tygodniu, jest o tyle zaskakujące, że wydarzyło się w ramach takiej deklarowanej polityki miłości, dobrej współpracy w ramach Koalicji Obywatelskiej, budowania wspólnego frontu formacji opozycyjnych, no ale jednak tak mocno zazgrzytało, że nawet nie tylko komentatorzy i obserwatorzy, ale i inni opozycyjni politycy czy to z lewicy, czy właśnie z PSL-u, czy u nas, byli bardzo zdziwieni, dlaczego taki rodzaj jakby przymuszania do jedności został zastosowany, kiedy wiadomo, że perswazja, rozmowa, dialog i prezentowanie wspólnych projektów jest po prostu skuteczniejsze w polityce.

Powiedzmy wprost: jak tu dalej budować szeroką koalicję, szerokie porozumienie, jeżeli okazuje się, że model promowany przez Grzegorza Schetynę to nie jest żadna koalicja i współpraca, tylko to jest po prostu wchłanianie? I takie pytania są głośno stawiane chyba najmocniej w tej chwili ze strony polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej, bo tam też mocna frakcja się pojawiła tych, którzy mieli pretensję do Czarzastego, że się trzyma z dala od Grzegorza Schetyny. Jak się okazuje, chyba miał trochę racji.

No, ja rozumiem potrzebę i słyszę o tym z wypowiedzi samego przewodniczącego Schetyny, że czuje się odpowiedzialny za zbudowanie wspólnego frontu, ale historia polityczna i nie tylko polityczna dowodzi, że przymus jest... takie siłowe rozwiązania są najgorszym rozwiązaniem. To w takim, powiedziałbym, bardziej nie powiem, że ludowym, ale powszechnym porzekadle często się mówi, że z niewolnika nie ma pracownika. Jeżeli się kogoś zmusza do rozwiązań, i to w trybie natychmiastowym, do których on nie jest gotowy, to zazwyczaj skutek jest odwrotny, a w każdym razie daleki od oczekiwanego. Usłyszałem taki ponury żart od jednego z pracowników, nawet nie posłów, ale pracowników w Sejmie, że przypominało mu to, co się zdarzyło się w zeszłym tygodniu... przepraszam za słowa, bo one są mocne, ale taki rytualny ubój bez ogłuszania. Więc to po prostu było, myślę, właśnie szokujące, nie wszyscy są... no, nie wszyscy akceptują ten styl. I myślę, że to nie przysłużyło się opozycji.

Jeszcze bardziej pana zaszokuję. Usłyszałem od jednego z ważnych polityków Nowoczesnej takie zdanie na offie, że „nawet Jarosław Kaczyński – cytuję – nie traktuje swoich koalicjantów tak jak Grzegorz Schetyna”, ale to może już dosyć tego szokowania, bo jeszcze mam pytanie o to, czy pan i pana koledzy z Unii Europejskich Demokratów to będzie kość niezgody w budowaniu wspólnej listy na eurowybory albo może nawet i później na wybory parlamentarne. No bo jak rozumiem, gdyby była taka wspólna list na eurowybory szykowana pospołu przez PO, Schetynę i PSL Władysława Kosiniaka–Kamysza, no to pewnie koledzy ludowcy chcieliby, żeby panowie – pan, może Michał Kamiński, może ktoś jeszcze, może Stefan Niesiołowski – byli kandydatami do Parlamentu Europejskiego, a trudno mi wyobrazić sobie, żeby Grzegorz Schetyna się na to zgodził, budując tę nową koalicję.

Nazwiska są drugorzędne, ale faktem jest, że albo nie tylko mówimy, ale i w praktyce realizujemy tę ideę wspólnego frontu opozycyjnego do wyborów czy to europejskich, czy później parlamentarnych znacznie ważniejszych, albo tylko deklarujemy, natomiast później stawiamy warunki, które są warunkami wykluczającymi. Ja wiem, że prezes Kosiniak–Kamysz właśnie jest człowiekiem, który też bardzo ładnego sformułowania użył, który uważa, że na opozycji powinniśmy sobie podawać rękę, a nie podstawiać nogę. I widzę w nim takiego człowieka, który wyrasta na w dobrym sensie lidera, czyli właśnie tego, który stara się łączyć, który stara się rozumieć różne poglądy, różne wrażliwości, bo przecież bywa tak, że w tym wspólnym froncie mogą być i liberałowie, i lewicowcy. I tutaj trzeba znaleźć, nie narzucić, nie wymusić, nie docisnąć do ściany i upokorzyć, ale uzgodnić rozwiązania, które są akceptowane, bo to jest możliwe. Zdarzyło się już chociażby w 89 roku, że w jednym wspólnym podówczas Komitecie Obywatelskim Solidarność znajdowali się i liberałowie, i lewicowcy, tacy jak przedstawiciele późniejszej Unii Pracy, no i działacze o poglądach bardzo prawicowych, a nawet powiedziałbym narodowych, jak chociażby pan Wiesław Chrzanowski. Udało się to pogodzić.

Bardzo ambitne cele pan stawia przed Grzegorzem Schetyną i innymi przywódcami opozycji, zobaczymy.

(...) opozycji.

Jacek Protasiewicz, poseł klubu PSL – Unia Europejskich Demokratów, był gościem Sygnałów Dnia i radiowej Jedynki. Dziękuję bardzo.

Dziękuję za zaproszenie.

JM

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak