Sygnały Dnia 26 sierpnia 2019 roku, rozmowa z Dariuszem Piontkowskim

Ostatnia aktualizacja: 26.08.2019 07:15
Audio
  • 26.08.19. Dariusz Piontkowski: nie obawiam się "przeludnienia" klas pierwszych (Jedynka)

Katarzyna Gójska: Teraz pzenosimy się do Białegostoku, w studio w Białymstoku jest pan minister Dariusz Piontkowski, szef resortu edukacji narodowej. Witam bardzo serdecznie.

Dariusz Piontkowski: Dzień dobry, witam państwa.

Panie ministrze, miał być armagedon, tysiące uczniów miało nie dostać się do szkół średnich. Jak to wygląda teraz, już kiedy zdaje się wszystkie dane dotyczące rekrutacji – i pierwszego etapu, i drugiego etapu – są już znane?

Sytuacja jest taka, jaką opisywaliśmy dwa miesiące temu. Rekrutacja przebiegała według tych samych zasad co w roku ubiegłym i w latach poprzednich. Mówiliśmy też o tym, że wbrew informacji części mediów i polityków opozycji oraz części osób związanych z edukacją, że miejsc w szkołach średnich, bo o nich mówimy, jest zdecydowanie więcej niż absolwentów szkół podstawowych i gimnazjów. Pamiętam, że po pierwszym etapie rekrutacji miasto Warszawa, część innych miast biły na alarm, że będzie brakowało miejsc, uczniowie nie będą mieli gdzie się uczyć, że kilka tysięcy uczniów w poszczególnych miastach nie dostanie się do żadnej ze szkół. Uspokajaliśmy. Według danych, które zbierali kuratorzy, wynikało jasno, że na wstępie przy początku rekrutacji było ponad 100 tysięcy miejsc w szkołach średnich więcej niż absolwentów obu typów szkół. Po drugim etapie rekrutacji... Po pierwszym etapie rekrutacji, przepraszam, zdecydowana większość uczniów już wiedziała, gdzie się będzie uczyła. Procent tych uczniów, którzy już po pierwszym etapie wiedzieli, gdzie będą się uczyli, był zdecydowanie lepszy niż rok temu. Rok temu około 86% uczniów wiedziało, gdzie się będzie uczyło, tym razem już prawie 90%, choćby w Warszawie już 93% uczniów wiedziało, gdzie się będzie uczyło po pierwszym etapie rekrutacji, zaledwie 7% w Warszawie musiało przystąpić do rekrutacji uzupełniającej. Podobnie było w poprzednich latach, gdzie też kilka procent uczniów musiało uczestniczyć w tej rekrutacji uzupełniającej, kiedy już osobiście donosili dokumenty do szkół, w których były wolne miejsca. Tych miejsc także w rekrutacji uzupełniającej było zdecydowanie więcej niż uczniów, którzy w tej rekrutacji uczestniczyli.

Panie ministrze, ale...

Mamy więc dzisiaj już z sytuacją, kiedy praktycznie wszyscy uczniowie wiedzą, gdzie się będą uczyli. To są pojedyncze przypadki...

Panie ministrze, ale wówczas, kiedy kończył się ten pierwszy etap rekrutacji, wtedy, kiedy pojawiały się te wystąpienia, o których pan wspomniał, wieszczące bardzo czarny scenariusz dla młodzieży, która zaczynała edukację na poziomie szkół średnich, to również pojawiały się takie argumenty ze strony opozycji, że nawet jeżeli uda się młodym ludziom dostać do szkoły, to będą musieli się liczyć z tym, że zajęcia będą prowadzone w jakichś prowizorycznych warunkach, nawet w Warszawie były informacje o tym, że jakieś sale, które do tej pory w ogóle nie były przystosowane do prowadzenia lekcji, teraz zostały już przystosowane do tego, żeby lekcje prowadzić, że będzie kilka zmian prowadzenia tych lekcji, że niektórzy uczniowie mogą kończyć zajęcia około godziny 20. Czy takie zagrożenia są? Czy być może to jest tylko problem lokalny? Być może to jest tylko problem Warszawy?

Wspominaliśmy już o tym, że samorządy miały ponad dwa lata, prawie trzy lata na przygotowanie się do tych zmian strukturalnych. Po drugie trzeba wyraźnie powiedzieć, że te roczniki po podstawówce i po gimnazjum spotykają się w momencie, kiedy są to najmniej liczne roczniki w najbliższych latach. Gdyby tę zmianę strukturalną przesunąć o kilka lat, te roczniki byłyby znacznie liczniejsze. Te dwa roczniki razem mniej więcej liczą tyle, ile roczniki sprzed 10 lat pojedyncze i wtedy nie przypominam sobie, żeby media wieszczyły jakąś tragedię. Problem wystąpi tam, gdzie jest niewielka szkoła, nie da się jej rozbudować albo samorząd nie chciał tego zrobić, a przyjęto znacznie więcej uczniów i tam prawdopodobnie dojdzie do tego, że zamiast na przykład o czternastej część uczniów w niektóre dni tygodnia będzie kończyła na przykład około szesnastej czy szesnastej trzydzieści. Nie jest to więc jakaś wielka tragedia. Natomiast te zajęcia pozalekcyjne, o których tutaj między innymi miasto Warszawa mówiło, zawsze odbywają się popołudniami, bo tutaj więcej jakiejś większej zasadniczej zmiany nie będzie. W części szkół rzeczywiście może się zdarzyć tak, że uczniowie będą troszkę dłużej uczyli się w szkołach, natomiast przypomnę to, co mówiły zwłaszcza samorządy z mniejszych miast, że dla nich ta rekrutacja ze zwiększoną liczbą uczniów jest wręcz błogosławieństwem, bo pozwoli im nie tylko utrzymać szkołę, ale często też rozszerzyć liczebność roczników, zwiększyć szkołę, a te mniejsze samorządy i szkoły w mniejszych miastach tego wręcz potrzebowały. Jest to dla nich szansa na pozyskanie dodatkowych pieniędzy, bo za każdym uczniem, przypomnę, idzie subwencja i powiaty traktują to jako szansę na większe pieniądze (...)

No, samorząd warszawski, bo on szczególnie był aktywny w sprawie tych zmian, które następują właśnie w edukacji, mówił, że te subwencje są niewystarczające, że państwo nakłada nowe obowiązki związane właśnie z edukacją na samorządy, ale za tymi obowiązkami nie idą pieniądze.

Ale to nie są jakieś nowe obowiązki, po prostu samorządy mają zadania własne, prowadzenie szkół, takie duże miasta jak Warszawa także i szkoły średnie, nie tylko szkoły podstawowe. Jakimś dziwnym trafem te mniejsze samorządy traktują zwiększony rocznik jako szansę na większe pieniądze w edukację, a w Warszawie czasami pojawiają się dziwne stwierdzenia, jak na przykład gdy będą podwyżki dla nauczycieli od września, przeznaczyliśmy dodatkowy miliard złotych na zwiększenie subwencji oświatowej i nagle pani wiceprezydent Warszawy w mediach ogłosiła, że Warszawa nie dostanie ani złotówki na te zwiększone wynagrodzenia, a my pokazujemy, że będzie to około 37 milionów. Więc tutaj widać czasami, że między rzeczywistością a informacjami czy quasi-informacjami przekazywanymi przez część włodarzy wielkich miast, jest ogromna różnica.

Panie ministrze, na koniec pytanie dotyczące rozpoczęcia nowego roku szkolnego, które być może będzie połączone również z jakąś... z rozpoczęciem albo wznowieniem nowej akcji protestacyjnej. ZNP się zastanawia, czy wznowić strajk. Tym razem ta akcja protestacyjna miałaby mieć charakter rotacyjny, bo z tych informacji, które są dostępne w mediach, wynika, że miałyby protestować po kolei wszystkie województwa. I ZNP mówi, że tym razem głównym postulatem nie byłby postulat płacowy, ale postulat podniesienia poziomu edukacji. Ja się teraz zastanawiam, no bo w gruncie rzeczy to poziom edukacji, poziom nauczania zależy przede wszystkim, tak mi się przynajmniej wydaje, od samych nauczycieli.

No i oczywiście od uczniów, którzy też chcą czy nie chcą pracować.
Ale oczywiście od pracy nauczycieli bardzo dużo zależy, to ma pani rację.
Chociażby już tego typu stwierdzenia pokazują, że ZNP wyraźnie obawia się, że nie będzie w stanie zrobić strajku ogólnopolskiego. Po drugie – sam pan Broniarz już wyraźnie zapowiadał, że zanim strajk, to najpierw musi być referendum, co oznacza, że władze związku nie są pewne, jak nauczyciele podchodzą do pomysłów strajkowych. Po trzecie – wydaje się, że... i o tym mówią inni szefowie związków, którzy i strajkowali kilka miesięcy temu, że dziś tak naprawdę należałoby na nowo wznowić procedurę sporu zbiorowego, aby ewentualną akcję strajkową przeprowadzić, a sprawa nie jest tutaj prosta, bo (...) trzeba porozmawiać z każdym z dyrektorów szkół, przeprowadzić negocjacje, mediacje, potem ewentualnie przeprowadzić dopiero referendum. Spokojnie więc możemy powiedzieć, że początek roku będzie odbywał się bez większych problemów, chyba że gdzieś, nie daj Boże, jakaś katastrofa się wydarzy, ale początek roku będzie normalny, uczniowie przyjdą do szkół, rozpoczną naukę.

Jeśli chodzi o jakość edukacji, trzeba wyraźnie powiedzieć, że ta reforma strukturalna i programowa właśnie miała na celu podniesienie jakości edukacji, ponieważ te negatywne głosy mówiące o testomanii, o tym, że szkoła nie uczy kreatywności i tak dalej (...)

No, te negatywne głosy, ja tylko dopowiem, płynęły bardzo często od rektorów szkół wyższych, którzy właśnie mówili...

Tak, tak.

...o tym upadającym poziomie edukacji, na poziomie szczególnie szkół średnich.

No i właśnie ta reforma strukturalna i programowa, przywracająca czteroletnie liceum, od września pojawią się pierwsze roczniki, które będą przez cztery lata już w liceum, a nie trzy lata, tak jak dotąd, i będą przechodziły pełny kurs przedmiotowy. Między innymi przywracamy pełne kursy historii, bo dotąd, przypomnę, większość z państwa pewnie o tym nie wie, po pierwszej klasie szkoły średniej kończyło się nauczanie ogólnokształcące, a potem już tylko i wyłącznie było takie nauczanie kierunkowe, uczniowie, którzy na przykład wybrali matematykę czy fizykę, historię kończyli w zasadzie już na pierwszej klasie, potem tylko mieli takie wyrywki z historii połączone z WOS-em. Jeżeli ktoś szedł do klasy humanistycznej, to już na przykład biologii czy chemii albo fizyki nie miał, tylko miał jakieś takie zajęcia wyrywkowe z poszczególnych przedmiotów. My przywracamy nauczanie przedmiotowe, dłuższe kursy w liceum oraz w technikum, będzie ono pięcioletnie, tak jak to było kiedyś. I mamy nadzieję, że to razem wzięte pozwoli na właśnie podniesienie jakości edukacji, lepsze przygotowanie uczniów nie tylko do studiów, ale i do dorosłego życia. Tak że my wyprzedziliśmy te postulaty, o których dzisiaj zaczynają związkowcy mówić, bo zależy nam na tym, aby polska szkoła kształciła dobrze, jak najlepiej.

Bardzo dziękuję. Pan minister Dariusz Piontkowski, szef resortu edukacji narodowej, był gościem Sygnałów Dnia.

JM

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak