Ziarno zostało rzucone - 30 lat temu powstał ROPCiO

Ostatnia aktualizacja: 23.03.2007 07:15
Ziarno rzucone w ziemię przyniosło plon, inny plon niż planowaliśmy w 1977 roku, kiedy powstawał Ruch Obrony, ale jednak plon, który przyczynił się z całą pewnością do dalszej aktywizacji społeczeństwa(...).
Audio

Wiesław Molak: Mija 30. rocznica utworzenia Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Jest z nami jeden z jego twórców, Aleksander Hall. Dzień dobry.

Aleksander Hall:
Dzień dobry. Chociaż pewna przesada w tym powiedzeniu, że byłem jednym z twórców. Nie, byłem sygnatariuszem pierwszej deklaracji założycielskiej, zacząłem dokumenty Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela podpisywać od, wydaje mi się, czerwca 1977 roku, czyli po paru miesiącach, ale rzeczywiście byłem w gronie osób, które wiedziały o powstaniu Ruchu Obrony Praw Człowieka znacznie wcześniej i przygotowywały to wydarzenie.

Tomasz Sakiewicz: Pan był w gronie tych najmłodszych twórców Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Z tego, co wiadomo w Gdańsku generalnie ten ruch tworzyli ludzie młodzi.

A.H.:
Tak, można powiedzieć, że trzon tego środowiska, które później kiedyś stworzyło Ruch Młodej Polski, uformował się na początku już lat 70. i olbrzymią w tym rolę odegrało poznanie duszpasterza akademickiego, ojca Ludwika Wiśniewskiego, dominikanina. Mieliśmy to szczęście, że mogliśmy przez kilka lat spokojnie rozwijać się, że tak powiem, jako zamknięty zespół przygotowujący się do działalności publicznej, rozszerzając się metodą, że tak powiem, kooptacji i poznając zarazem wielu ciekawych ludzi i ze środowisk katolickich, z kręgu Znaku i Więzi, i ze środowiska byłych „komandosów marcowych”, bohaterów Marca 68, wreszcie – i to jest ten moment ważny w genezie Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela – działaczy tajnej organizacji Ruch, której liderzy zostali aresztowani latem 1970 roku i którzy wyszli z więzień w roku 1974. Poznaliśmy ich – Andrzeja Czumę, Stefana Niesiołowskiego – i to był początek drogi, która nas zaprowadziła do Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela.

T.S.: W tym momencie istniała już inna organizacja broniąca praw obywatelskich – KOR. Dlaczego państwo nie przyłączyli się po prostu do KOR-u? Dlaczego państwo nie chcieli z Jackiem Kuroniem tworzyć organizacji, która w końcu była znana, głośna, nawet same władze o niej mówiły?

A.H.:
Tak, współpracowaliśmy, oczywiście, z KOR-em, zbieraliśmy pieniądze na robotników, współpracowaliśmy z Bogdanem Borusewiczem. Szanowaliśmy, oczywiście, ludzi KOR-u, ale zarazem mieliśmy ambicję tworzenia środowiska ideowo określonego, dzisiaj byśmy powiedzieli: prawicowego. Formuła KOR-u była dla nas zbyt szeroka i zbyt dużą rolę odgrywali ludzie, których szanowaliśmy, jeszcze raz chcę bardzo wyraźnie to powiedzieć, ale których poglądy były poglądami lewicowymi, dosyć odległymi od tego, co myśmy myśleli o Polsce.

T.S.: W ROPCiO znaleźli się ludzie też z KOR-u, ale w samym KOR-ze na początku byli ludzie typu Antoni Macierewicz czy Piotr Naimski, dzisiaj uważani za polityków prawicowych. Te drogi szły bardzo różnie.

A.H.:
Tak, to jest prawdziwa ta ocena Antoniego Macierewicza, na mój gust stanowczo zbyt prawicowego i nie do końca zrównoważonego polityka, ale to jest ocena właśnie, która byłaby już prawdziwa dla lat 80. W latach 70., kiedy powstawał Ruch Obrony Praw Człowieka postrzegaliśmy Macierewicza jako człowieka zdecydowanie lewicowego, zafascynowanego Che Gevarą, na pewno nie mającego nic z prawicą.

T.S.: A czy w momencie, kiedy państwo postanowili tworzyć ROPCiO, nie było trochę dyskusji pomiędzy środowiskiem KOR-u a środowiskiem ROPCiO, że tworzycie konkurencję, być może trochę rozbijacie środowisko opozycji?

A.H.:
Były rozmowy prowadzone przez naszych liderów, a byli nimi wówczas: Andrzej Czuma, Leszek Moczulski, na temat wspólnego jakiegoś komitetu, w skład którego weszliby ludzie KOR-u i ludzie późniejszego Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. One zakończyły się niepowodzeniem i to niepowodzenie zostawiło też osad we wzajemnych stosunkach pomiędzy tymi dwoma opozycyjnymi grupami. Muszę powiedzieć w tej chwili, z dzisiejszej perspektywy, myślę, że były dwa czynniki. Tak naprawdę u ludzi, którzy zakładali Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela była chęć jednak pokazanie tego drugiego filaru opozycji, nieco odmiennego, powiedziałbym bardziej na prawo od KOR-u, ale też trzeba by zbadać zasięg działania Służby Bezpieczeństwa, której z całą pewności – dzisiaj to można powiedzieć – nie zależało na tym, a wręcz przeciwnie, żeby doszło do połączenia sił tych środowisk. Tutaj działalność agentury niewątpliwie też odegrała pewną rolę. Z tym, że chcę powiedzieć, że jeśli chodzi o Trójmiasto, to jest teren mojego i moich przyjaciół działania, te relacje ze środowiskiem KOR-owskim i to też paradoks, do tego środowiska niebawem będzie przecież należał Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz, Krzysztof Wyszkowski, chociaż liderem tego środowiska był niekwestionowanym Bogdan Borusewicz, te stosunki były dobre i współpracowaliśmy, dbaliśmy (mówię tutaj o swoim środowisku) o odrębność, o niezależność, ale presja systemu była tak silna, że po prostu było naturalne, że wspieraliśmy się nawzajem, a dodatkowo szanowaliśmy Bogdana Borusewicza i tych, którzy z nim współpracowali.

T.S.: ROPCiO przeżyło szereg rozłamów, ale dzięki nim powstały nowe organizacje, już wymieniony tutaj Ruch Młodej Polski, ale w pewnym sensie u źródeł swego powstania KPN też miał ROPCiO, to była organizacja, która wyprzedziła...

A.H.:
Nie no, oczywiście, że tak.

T.S.: Czy pan dzisiaj uważa za korzystne to, że z ROPCiO natychmiast wyewoluowały kolejne organizacje? Czy też nie należało się trzymać razem i iść wobec bezpieki, wobec władz państwa w jednej organizacji?

A.H.:
Niewątpliwie Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela w roku 1977 i w pierwszych miesiącach 1978 roku osiągnął bardzo dużą dynamikę. W znacznej mierze dzięki pismu Opinia redagowanemu przez Leszka Moczulskiego, które rozchodziło się w dużych nakładach, było dobrze redagowane, były inne wydawnictwa. Mieliśmy poczucie, że idziemy bardzo do przodu, że udaje nam się wchodzić w społeczeństwo. Niestety, pierwsze miesiące 1978 roku przyniosły także wewnętrzny kryzys i głęboki zarysowujący się podział Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, który zaowocował pęknięciem tej organizacji latem 1978 roku. I od tego czasu w gruncie rzeczy Ruch Obrony wytracił swoją dynamikę.

Natomiast trzeba powiedzieć, że to nie oznacza, że nic nie pozostało, dlatego że rzeczywiście część kolegów jeszcze działała pod szyldem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, to przede wszystkim środowisko skupione wokół Andrzeja Czumy, powstał Ruch Młodej Polski, a więc pewna płaszczyzna generacji młodej prawicy skupiona wokół pisma Bratniak, którego miałem zaszczyt być redaktorem, i powstała Konfederacja Polski Niepodległej, założona przez Leszka Moczulskiego. Czyli można powiedzieć, że to ziarno rzucone w ziemię przyniosło plon, inny plon niż planowaliśmy w 1977 roku, kiedy powstawał Ruch Obrony, ale jednak plon, który przyczynił się z całą pewnością do dalszej aktywizacji społeczeństwa, a może elit tego społeczeństwa, co otwierało drogę przecież, przygotowywało nas, czego się przecież nie spodziewaliśmy, do Sierpnia 1980 roku, który zmienił oblicze i Polski, i Europy.

T.S.: Co – oprócz drukowania pisma, ulotek, wygłaszania oświadczeń – państwo robili? Czy były jakieś akcje na rzecz uwolnienia więźniów politycznych, czy to były kontakty z prasą zagraniczną?

A.H.:
Chcę tutaj mówić z gdańskiej perspektywy, bo, oczywiście, kontakty z dziennikarzami, konferencje prasowe były organizowane w Warszawie przez naszych liderów, natomiast oprócz tych spraw, o których pan mówi, czyli wydawnictwo, wydawanie Bratniaka, mieliśmy udział w założeniu SKS-u (Studenckiego Komitetu Solidarności), który powstał na początku roku akademickiego 1977 w Trójmieście. Prowadziliśmy akcje samokształceniową, coraz szerzej się rozwijającą wśród młodzieży, i udało nam się dotrzeć do młodzieży szkół średnich, co było niezwykle znaczące, i z tego środowiska wywodzi się szereg osób, które dzisiaj sporo znaczą czy w polskim życiu medialnym, czy w politycznym. Natomiast...

T.S.: Czy choćby w biznesie.

A.H.:
No właśnie, w biznesie, właśnie w biznesie także. I robiliśmy także takie akcje spektakularne, na przykład zbieranie podpisów na ulicach miast pod wnioskiem obywatelskim o umieszczenie w Dzienniku Ustaw „Paktu praw człowieka i obywatela”...

T.S.: Który Polska powinna była zgodnie z ratyfikowaną konwencją zamieścić.

A.H.:
Tak jest. Więc wystawialiśmy stoliki na ulicach, agitowaliśmy za składaniem podpisów. Były to, oczywiście, też akcje ulotkowe w obronie więźniów politycznych. No i można powiedzieć ten ruch nabierał dynamiki. Jak powiadam, w Trójmieście ta dynamika nie została zatrzymana, dlatego że później przeszliśmy płynnie, że tak powiem, do Ruchu Młodej Polski. Warto przypomnieć, że tutaj pod sztandarem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela do końca pozostał Tadeusz Szczudłowski, u którego mieścił się tzw. punkt konsultacyjno-informacyjny, czyli człowiek oddawał swoje mieszkanie, gdzie przyjmowaliśmy osoby mające problemy, chcące dotrzeć do opozycji. No, trzeba powiedzieć, też tą drogą pojawiali się agenci, bo Służba Bezpieczeństwa ich, oczywiście, próbowała nasyłać na nasze środowiska...

T.S.: Skoro o tym mówimy, to może coś jeszcze o represjach, które państwa spotykały za to.

A.H.:
Oczywiście, byliśmy stale śledzeni. U liderów, ludzi, których bezpieka identyfikowała jako liderów środowiska były także zakładane podsłuchy w mieszkaniach. Oczywiście, podsłuch ten telefoniczny był rzeczą po prostu oczywistą. Oczywiście, były też szykany polegające na uniemożliwianiu, a w każdym razie wielkiemu utrudnianiu znalezienia pracy. Szczególnie dotyczyło to nauczycielek z naszego środowiska. Trzy z nich i Zofia Gust, obecna sekretarka pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Magda Modzelewska, Gabriela Turzyńska zostały po prostu wyrzucone z pracy za udział w naszej akcji, która nosiła tytuł „Nauczenie bez kłamstwa”. No i wreszcie trzeba powiedzieć były zatrzymania na 48 godzin, rewizje, czasami dwukrotnie na 48 godzin. W tym czasie na szczęście nikt nie dostał większego wyroku czy nie było sankcji prokuratorskich. Więc było to takie nękanie przez bezpiekę, utrudniające życie, ale można powiedzieć wiedzieliśmy, czego się spodziewać.

T.S.: Tej historii można słuchać jeszcze długo i z wypiekami na twarzy. Musimy już niestety kończyć. Bardzo panu dziękuję za rozmowę. Naszym gościem dzisiaj był Aleksander Hall, jak wspomniał, człowiek, który włączył się do budowy Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela i miał w tym walny udział.

J.M.

Czytaj także

PE: białoruskie władze naruszają prawa człowieka

Ostatnia aktualizacja: 27.02.2010 17:46
W Mińsku zakończyła się oficjalna wizyta delegacji Parlamentu Europejskiego.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Chiny łamią prawa człowieka. Świat nie protestuje

Ostatnia aktualizacja: 25.12.2009 07:35
Sąd w Pekinie skazał w piątek na 11 lat więzienia czołowego chińskiego dysydenta Liu Xiaobo, oskarżonego o "podżeganie do działalności wywrotowej" - powiadomił jego adwokat Shang Baojun.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Od 20 lat z powodzeniem walczą o prawa człowieka

Ostatnia aktualizacja: 12.12.2009 08:53
Helsińska Fundacja Praw Człowieka obchodzi w tym roku 20. rocznicę powstania.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Aleksander Hall i Zbigniew Romaszewski

Ostatnia aktualizacja: 06.02.2009 10:14
Dokładnie 20 lat temu przedstawiciele opozycji antykomunistycznej oraz strony rządowej rozpoczęli rozmowy "Okrągłego Stołu", które rozpoczęły przemiany ustrojowe w Polsce.
rozwiń zwiń