Czerwona kartka od Podlasian

Ostatnia aktualizacja: 21.05.2007 07:15
Jeżeli (...) próbuje się nawet na przykładzie tej obwodnicy prowadzić politykę krajową i traktować Podlasie jak poligon doświadczalny, to wielu mieszkańców Podlasia nie chce być królikami doświadczalnymi w takim eksperymencie. I myślę, że to jest na pewno takie odwrócenie się od polityki, ale z drugiej strony też taka czerwona kartka dla tych, którzy manipulują.
Audio

Wiesław Molak: W naszym studiu gość – Prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Waldemar Pawlak. Dzień dobry, witamy.

Waldemar Pawlak:
Dzień dobry, witam panią, witam pana.

Joanna Lichocka: Według nieoficjalnych wyników wyborów do sejmiku w Białymstoku właściwie niewiele się zmieniło, znów wygrał blok PiS-u i Samoobrony, dostał 47% głosów, 35% głosów dostał blok Platformy Obywatelskiej i PSL-u. To oznacza, że PiS będzie miał razem z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin 15 mandatów, Platforma Obywatelska wraz PSL-em 12 mandatów, 18% dostali radni, który startowali z listy Lewicy i Demokratów, im przypadną 3 mandaty. Czyli jest znowu ten sam pat, ale PiS-u nie udało się pokonać.

W.P.: No właśnie nikt nie wygrał, to znaczy mamy – jeżeliby te wyniki się potwierdziły – dokładnie odtworzenie tego, co było przed wyborami. I to pokazuje też, do czego prowadzi polityka konfrontacji, a jest potrzebna polityka kooperacji i porozumienia. I chyba teraz te 30 osób, które są w sejmiku powinniśmy popracować nad znalezieniem porozumienia może takiego trochę szerszego niż tylko taka próba dzielenia Polski na pół. I tu widać, że potrzebne jest podchodzenie do polityki w taki konstruktywny sposób, żeby szukać porozumienia, a nie tylko podziałów.

J.L.: No tak, ale to już było...

W.P.:
To były i były nawet...

J.L.: Już taki wynik był po jesiennych wyborach i się nie udało znaleźć porozumienia.

W.P.:
I było nawet w tym sejmiku poprzednim takie porozumienie radnych, które przybliżało do takiego kompromisu, natomiast z tego, co byłem informowany, telefony z centrali zablokowały po stronie PiS-u taką możliwość porozumienia. Może tym razem będzie inaczej.

J.L.: Czyli to PiS nie chciał żadnego porozumienia szerszego, żeby utworzyć koalicję w sejmiku?

W.P.:
W ostateczności PiS miał marszałka i ten marszałek był wybrany, gdyby była otwartość na taką poważną dyskusję z innymi ugrupowaniami, a nie tylko podkradanie radnych, bo to było robione metodą takiego pokradania radnych po tym przypadku, że kradzione nie tuczy, i potrzebne jest poważne porozumienie. Myślę, że tym razem do takiego porozumienia dojdzie.

J.L.: Kogo z kim?

W.P.:
Mamy w sejmiku podlaskim pięć ugrupowań i wydaje się, że po pół roku straconego czasu na poprawkę wyborów, te pięć ugrupowań ponosi teraz odpowiedzialność za to, aby w najbliższym czasie szybko przystąpić do zorganizowania sejmiku i do działania.

J.L.: Ale kto z kim powinien przede wszystkim porozmawiać? Czy odtworzyć marzenia o PO/PiS-ie, czy PiS powinien wyciągnąć rękę do PSL-u?

W.P.:
Myśmy proponowali różne konfiguracje i wydaje się, że tu w tym przypadku trzeba to zostawić koleżankom i kolegom na Podlasiu, bo oni się tam najlepiej znają i wiedzą, jakie mogą być realne możliwości współdziałania, bo to nie tylko chodzi o formułę polityczną, ale także osób, które w tym uczestniczą. Natomiast na pewno możemy powiedzieć, że w tym realnym sondażu PSL uzyskało ponad 15% mandatów w sejmiku podlaskim. I to jest ten realny głos, który ze strony PSL-u będziemy mogli włożyć w porozumienie na Podlasiu.

J.L.: To się chyba przekłada na pięć mandatów, prawda?

W.P.:
Tak, tak.

J.L.: W związku z tym to by oznaczało, że PSL byłoby gotowe stworzyć taką koalicję z blokiem PiS-u?

W.P.:
Jeszcze raz powtórzę, że w PSL-u jest daleko posunięta decentralizacja, jeżeli chodzi o sprawy samorządowe. I wydaje się, że w tej sprawie na pewno ważne decyzje będą podejmowali radni, którzy zostali wybrani do sejmiku. Życzę im, żeby tym razem udało się takie porozumienie zbudować i być może trzeba odłożyć trochę trochę zacietrzewienie i próbę dominacji tego czy innego bloku, a poszukać rozwiązania umiarkowanego, takiego, które daje dobrą równowagę. Na pewno PSL jest ugrupowaniem, które dąży do kooperacji i do kompromisu.

J.L.: Ja dlatego o to pytam, ponieważ politycy w tej kampanii powtórnych wyborów do sejmiku i przy okazji referendum w sprawie Rospudy stworzyli takie wrażenie, że to są bardzo ważne wybory, które mają pokazać albo kompromitację dotychczasowej polityki (tak mówi opozycja), albo z kolei nieskuteczność opozycji, jak mówiła koalicja rządząca. Pytam, ponieważ tam politycy jeździli, uczestniczyli w tej kampanii najważniejsi. I ci najważniejsi chyba będą decydować, co się będzie dalej działo w Białymstoku.

W.P.:
Mam nadzieję, że to zacietrzewienie takie centralne nie przeniesie się na Podlasie, bo już mieliśmy tam przez to powtórkę wyborów i w zasadzie taki sam wynik, więc dajmy spokój z tymi centralnymi krucjatami na województwa i powinniśmy pozwolić ludziom znaleźć tam dobre rozwiązanie. Bo na przykładzie Rospudy widać też dążenie do takiego konfrontowania społeczeństwa, gdzie z jednej strony podburza się mieszkańców, z drugiej strony stawia się ekologów jako takich wrogów, bo tam nawet PiS miał takie ugrupowanie wypączkowane na tę okoliczność, to znaczy przeciwko „ekoterrorowi”. To pokazuje, jak instrumentalnie ta sprawa była traktowana. Natomiast wynik referendum można było łatwo przewidzieć i taki zresztą jest, że ponad 90% zagłosowało za obwodnicą, bo mieszkańcy mają tam swoje interesy.

Natomiast ze strony PSL-u proponowaliśmy takie rozwiązanie kompromisowe, to znaczy „Tiry na tory”. To było zresztą zapowiadane przez obecną koalicję i warto spojrzeć na to też w ten sposób, aby przywracać taki transport ciężarówek przez kolej, to i kolej będzie miała lepiej, i walory naszego środowiska zostaną zachowane, i drogi będą odciążone. Czyli można poszukiwać rozwiązań kompromisowych, nie wszędzie i nie w każdej sprawie musi być konfrontacja.

J.L.: 90% mieszkańców Augustowa, którzy poszli głosować w referendum, zagłosowało za propozycją obwodnicy takiej, jaką proponuje rząd, ale w Białymstoku już 67% opowiedziało się za tym. Ci w Białymstoku są dalej od Rospudy i niekoniecznie mają – tak jak pan mówi – tam swoje interesy.

W.P.:
Ale wydaje mi się, że w takiej sprawie naprawdę nie powinniśmy prowadzić do konfrontacji, bo ostatecznie i ekolodzy mają sporo racji w tym, że chcą zachować walory naturalnego środowiska, bo wtedy Polska może być atrakcyjnym krajem w Europie, który daje dobrą ofertę turystyczną, i mieszkańcy też chcą żyć w jakichś przyzwoitych warunkach i niekoniecznie codziennie przemykać się między ciężarówkami. Więc trzeba szukać rozwiązań, które byłyby bardziej kompromisowe, a nie konfrontacyjne.

J.L.: Ale czy to znaczy, że pan proponuje rezygnację z budowy obwodnicy i tiry na tory?

W.P.:
Nie, proponuję tylko, żebyśmy podejmowali takie inicjatywy, jak właśnie tiry na tory, to znaczy, żeby wychodzić naprzeciw oczekiwanym interesom ludzi.

J.L.: Ale to nie rozwiązuje problemu obwodnicy.

W.P.:
Tak, ale to nie jest problem Augustowa, to jest problem całego kraju, bo gdybyśmy ruch tranzytowy, te ciężarówki przenieśli na kolej, a tak niektóre kraje stosują, to znaczy na przykład Austria czy Szwajcaria, to można by znakomicie odciążyć nasze drogi. I globalnie w skali kraju jakbyśmy policzyli nie tylko fundusze drogowe, ale także to, co mogłaby zarobić kolej, to przypuszczam, że wyszlibyśmy na dobry plus, bo mniej byłoby zanieczyszczeń, mniej byłoby spalin, a kolej mogłaby lepiej sobie funkcjonować i nie byłyby takie obciążone nasze drogi.

J.L.: W tym referendum i w wyborach była bardzo niska frekwencja – 22% to jest frekwencja w wyborach do sejmiku wojewódzkiego, 25% to jest frekwencja w referendum. Po pierwsze to oznacza, że wynik referendum nie jest wiążący, a po drugie to oznacza, że chyba też jakieś wotum nieufności wobec całej klasy politycznej mieszkańców Białostocczyzny.

W.P.:
No bo jeżeli w takich sprawach próbuje się nawet na przykładzie tej obwodnicy prowadzić politykę krajową i traktować Podlasie jak poligon doświadczalny, to wielu mieszkańców Podlasia nie chce być królikami doświadczalnymi w takim eksperymencie. I myślę, że to jest na pewno takie odwrócenie się od polityki, ale z drugiej strony też taka czerwona kartka dla tych, którzy manipulują, bo wiadomo było przecież od początku, że to referendum nie ma żadnej mocy wiążącej. Nawet jeżeli by było ponad 30% uczestniczących w głosowaniu, to i tak z punktu widzenia prawa europejskiego nie ma znaczenia i w tej sprawie potrzebne było wcześniej działanie Ministerstwa Ochrony Środowiska i instytucji, które zajmują się tymi sprawami, aby uzgodnić przebieg tej obwodnicy w rejonach Natura 2000 i doprowadzić do takich działań, które byłyby zgodne z prawem europejskim, zgodne z potrzebami ochrony przyrody. To było możliwe do zrobienia.

Bo dochodzi do takich paradoksalnych sytuacji, że u nas główny problem się bierze z takiej opieszałości czy braku działań administracji. Dochodzi do takich sytuacji w innym obszarze, powiem w budownictwie, gdzie dzisiaj łatwiej się wybuduje dom i znajdzie kredyt, niż uzyska wszystkie zezwolenia.

Teraz mamy kolejną sprawę bardzo gorącą dotyczącą lekarzy i tu też jest taki paradoks, że z jednej strony jakoś rząd się nikogo nie pytał, kiedy wysłał wojska do Afganistanu, a to kosztuje setki milionów złotych, a z drugiej strony lekarzom mówi, że nie ma pieniędzy. I to powoduje znowu kolejną konfrontację z dużym środowiskiem społecznym.

J.L.: Ale mówi też lekarzom, że dostali 30% podwyżki w czasie działania tego rządu.

W.P.:
No, okazuje się, że nie dostali tych podwyżek. I jeżeli się spojrzy na funkcjonowanie szpitali powiatowych, to te pieniądze jakoś tam tak wolno docierają i stąd być może to wzburzenie lekarzy. Ja zresztą mówiłem wczoraj na święcie ludowym we Wrześni, że ze strony PSL-u proponowalibyśmy lekarzom, żeby nie tyle skupiali się na strajku, co spróbowali jakichś nowych form protestu, które by dokuczyły decydentom, a nie pacjentom, bo władza obecna, swego czasu jeszcze pan minister Dorn, a obecnie marszałek, powiedział tak poetycko do lekarzy, że jak będą protestować, to ich ubierze w kamasze. I wydaje się, że władza się specjalnie protestami lekarzy nie będzie przejmować. Natomiast to jest ważny na pewno problem dla całego kraju, bo ochrona zdrowia to jest taki obszar, z którym każdy z nas styka się co jakiś czas na pewno.

J.L.: Czyli jak umilać? Dzwoniąc, pan proponował...

W.P.:
No, na przykład.

J.L.: Właśnie, telefony.

W.P.:
Ja myślę, że w przypadku pana ministra Leppera to odniosło skutek, bo przez pewien czas przynajmniej deklarował, że jest cały czas w urzędzie i pilnuje spraw urzędowych.

J.L.: Przypomnijmy – kiedyś pan zaapelował, żeby dzwonić do sekretariatu ministerstwa.

W.P.:
Tak, i myślę, że warto było, bo wprawdzie z odsieczą dla pana ministra Leppera pośpieszył tygodnik Wprost z panem redaktorem Mazurkiem i Zaleskim i podali mój telefon komórkowy.

J.L.: I jak było, jak dzwonili?

W.P.:
Ale warto było, bo wielu ludzie takich dzwoniło, z którymi nigdy bym pewnie nie porozmawiał. Tak że to były ciekawe opinie. Natomiast jeżeli chodzi...

J.L.: Dużo dzwoniło osób?

W.P.:
No, nawet dosyć liczne telefony były bezpośrednio po, natomiast...

J.L.: Skuteczne jest to „umilanie”?

W.P.:
Tak, tak, natomiast...

J.L.: Był pan tym zmęczony?

W.P.:
...mogę powiedzieć, że w przypadku akurat ministra Leppera spotkałem się z taką ciekawą represją, bo była zapowiedź, że on skieruje sprawę do sądu. Zastanawiałem się, czy to podanie urzędowego telefonu to jest ujawnienie tajemnicy państwowej, ale potem chyba jednak przemyślał sprawę, dał spokój i zaczął pilnować urzędu. Tak że z tego punktu widzenia warto było, bo i ministra rolnictwa udało się skłonić do większej obecności w resorcie, a mnie przy okazji dziennikarze sprawili dużą frajdę, bo mogłem porozmawiać z wyborcami, którzy czasami dzwonili w sposób bardzo taki zaskakujący o różnych porach dnia i pytali się, czy to na pewno jest mój telefon i po prostu chcieli porozmawiać o różnych sprawach.

J.L.: Czyli teraz proponuje pan, żeby dzwonić do sekretariatu Zbigniewa Religi na przykład, żeby lekarze zamiast strajkować, dzwonili.

W.P.:
No, na przykład do pana ministra ochrony zdrowia, do szefa Narodowego Funduszu Ochrony Zdrowia czy może do pana premiera, który też ostatnio rozmawiał z lekarzami i się nie dogadał. Więc może bezpośrednie kontakty z kancelarią pana premiera i panem premierem poprawią tę komunikację.

J.L.: Czy lekarze powinni strajkować? Czy lekarze powinni strajkować w szpitalach dziecięcych?

W.P.:
Właśnie mówię, że tutaj chyba ten strajk może być nieskuteczny z dwu powodów, to znaczy z jednego, że będzie uciążliwy i dla ochrony zdrowia, i dla pacjentów, a z drugiej strony dlatego, że władza praktycznie pokazała, że nie przejmuje się protestami społecznymi, więc należy się komunikować bardziej bezpośrednio z decydentami i prowadzić takie formy protestu, które są odczuwalne przez tych, którzy podejmują decyzje, a nie przez Bogu ducha winnych pacjentów. Więc tu jeszcze raz bym podkreślał, żeby właśnie wychodzić z tego kręgu konfrontacji społecznej, gdzie jedne grupy ludzi z innymi się konfrontują, tylko prowadzić tę komunikację z tymi, którzy rzeczywiście podejmują decyzje, bo tak jak powiedziałem, bo pytali mnie wczoraj dziennikarze, skąd PSL znajdzie pieniądze na ochronę zdrowia. No, jeżeli na wojska do Iraku są pieniądze i podejmuje się taką decyzję ad hoc, bez pytania kogokolwiek o opinię czy zgodę, to rozumiem, że na ochronę zdrowia w kraju też powinny być pieniądze i nie powinno być z tym specjalnego problemu, bo...

J.L.: Myśli pan, że to jest tylko kwestia większego zastrzyku finansowego dla ochrony zdrowia, czy...?

W.P.:
Dla lekarzy na pewno, bo jeżeli się porównują teraz, a żyjemy w otwartym już społeczeństwie europejskim, gdzie ktoś z kwalifikacjami i dobrym przygotowaniem językowym może podjąć pracę w dowolnym kraju europejskim, to może doprowadzić do sytuacji, że wyjadą lekarze, wyjadą nauczyciele nawet, a u nas co? Leczeniem zajmą się prokuratorzy?

J.L.: Może też warto pomyśleć o gruntownej reformie służby zdrowia?

W.P.:
Na pewno trzeba prowadzić lepszą politykę. I ze strony PSL-u teraz, po ostatnim kongresie proponujemy lepsze szanse dla Polski, proponujemy lepszą politykę, nastawioną właśnie na te sprawy, które pozwoliłyby wygrać nasze szanse europejskie, bo w tej chwili mamy duże możliwości związane z funduszami europejskimi, ale jeżeli ten czas stracimy na takie spory i antagonizmy w kraju, no to po prostu ten pociąg odjedzie, a my zostaniemy na peryferiach.

J.L.: Dziękuję bardzo za rozmowę. Gościem Sygnałów Dnia był Waldemar Pawlak, Prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego.

W.P.:
Dziękuję pani, dziękuję państwu.

J.M.



Czytaj także

Spokojnie, to tylko pułapki zastawiane przez media

Ostatnia aktualizacja: 06.09.2008 10:29
Nie ma konfliktu, Marek Sawicki jest bardzo dobrym współpracownikiem Waldemara Pawlaka i nie dojdzie do konfrontacji personalnej Sawicki–Pawlak.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Brak lewicy to istotny brak

Ostatnia aktualizacja: 03.04.2007 07:45
SLD w latach 2001-2005 miała jedną ideę łączącą - zawładnięcie państwem, taki nepotyzm polityczny, a także ogromny element korupcji. Tylko że ja uważam, że brak istnienia lewicy na polskiej scenie jest niedobry, dlatego że on powoduje właśnie pozorne dyskusje, które przekształcają się w połajanki.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Kłopoty PiS-u problemem Polski

Ostatnia aktualizacja: 20.04.2007 07:15
Nie tylko chodzi o mistrzostwa europejskie, tu chodzi o to, żebyśmy wykorzystali możliwości przed nami stojące, by podnieść życie publiczne w Polsce, w ogóle życie cywilizacyjne w Polsce do poziomu jakiegoś równorzędnego do standardów europejskich, to musimy pracować w jednakowy sposób w jednakowym celu. I dyskusje, podziały, kłótnie osłabiają ten cel.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Realia i marzenia w polityce

Ostatnia aktualizacja: 30.04.2007 07:44
W Sejmie jest kilka kół poselskich i żadne z nich nie jest w stanie odgrywać żadnej samodzielnej roli. Jeżeli ktoś o tym marzy, to po prostu ma marzenia fikcyjne. Takie same szanse ma partia Marka Jurka na samodzielne przejście przez następne wybory, jak ja na to, żeby wygrać "Taniec z gwiazdami".
rozwiń zwiń